Zastanawiam sie nad czymś, co od jakiegoś czasu nie daje mi spokoju 😉 Regularnie pracuję z afirmacjami i przez długi czas robiłam to czysto mechanicznie - wypowiadałam słowa, zapisywałam w dzienniku, koniec. I działało, ale jakoś... płasko. aż raz zrobiłam to samo, ale przy świecy, z kadzidłem, z konkretną intencją ustawioną jak przed rytuałem. I coś się zmieniło w tym odczuciu. Nie wiem jak to nazwać inaczej niż "głębiej weszło". Czy ktoś miał podobnie? Zastanawiam się, czy afirmacja bez żadnej oprawy to nie jest po prostu autosugestia, a ta z ceremonią - coś innego jakościowo. Czy rytuał naprawdę zmienia mechanizm działania, czy tylko nastraja nas psychicznie?
O, dokładnie to samo zauważyłam! Jak mówię afirmacje przy porannej kawie i jednocześnie myślę o zakupach, to wgl nie czujję żeby cokolwiek "szło". Ale jak usiadę, zapalę świecę, wezmę kilka oddechów i dopiero zaczynam - to jest zupełnie inne doswiadczenie. myślę, że rytuał tworzy jakis rodzaj granicy między codziennym chaosem a intencjonalnym działaniem. Mózg dostaje sygnał: teraz robimy cos innego. Nie wiem czy to energia czy po prostu skupienie, ale efekt jest.
Zatrzymajmy się przy tym rozróżnieniu, bo to ważne. To co opisujesz Romualda jako "głębiej weszło" - to jest dokładnie to, co psychologia nazywa stanem podwyższonej sugestywności. Świeca, kadzidło, konkretny gest czy oddech, to wszystko są kotwice sensoryczne. Uruchamiają inne zaangażowanie uwagi. Nie ma tu żadnej energii ceremonii jako takiej - jest wyłączenie trybu błądzenia myśli i włączenie czegoś bliższego transowi skupienionemu. Louise Hay nigdy nie mówiła, że bez świecy nie działa. Mówiła o przekonaniu. Problem w tym, że większość ludzi nie potrafi wytworzyć tego przekonania "na sucho", więc rytuał jest dla nich rusztowaniem.
A co konkretnie trzeba zrobic zeby ta przestrzen stworzyc? bo czytam i nie bardzo rozumiem czy chodzi o jakis konkretny zestaw swieca+kadzidlo+co jeszcze czy to jest bardziej indywidualne
No właśnie i tu mam pytanie do Julitki77 - jeśli to tylko kotwica sensoryczna, to czy nie ma znaczenia CO konkretnie robimy w tej ceremonii? Tzn. czy dowolny rytuał zadziała tak samo, czy jednak treść i forma mają znaczenie energetycznie, a nie tylko psychologicznie?
To zależy co chcesz osiągnąć. Jeśli mówimy o afirmacjach w kontekście przeprogramowania przekonań, to forma rytuału ma znaczenie o tyle, o ile angażuje konkretne zmysły i jest spójna z intencją. Randomowy rytuał zrobiony bez rozumienia po co, zadziała słabiej niż prosty gest, który dla ciebie coś znaczy 😉 Badania Steele'a nad self-affirmation pokazują, że sama wartość przekonania jest kluczowa, nie opakowanie. a no, rytuał pomaga wejść w ten stan, ale nie zastąpi treści. Forma służy treści, nie odwrotnie.
Hm, ale tutaj mam wątpliwość. Julitka77 mówi o badaniach i psychologii, Jarzmianka o przestrzeni energetycznej. Chyba obie macie rację i mówicie o różnych warstwach tego samego? Bo ja na przykład nie wybieram: albo to działa psychicznie, albo energetycznie. U mnie jedno nakłada się na drugie i nie wiem gdzie kończy się jedno a zaczyna drugie.
Prowadzę notatki z praktyki od jakiegos czasu i zaobserwowałam ciekawy wzorzec 🙂 Afirmacje robione "na sucho" dają efekty, ale potrzebują znacznie dłuższej regularności zanim cokolwiek poczuję... Te robione z jakimkolwiek rytuałem, nawet minimalnym, zaczynają działać na mnie szybciej w sensie odczucia wewnętrznego. Nie mam pojęcia co to mówi o mechanizmie, ale różnica jest mierzalna przynajmniej subiektywnie.
Może nie w temat, ale ale chciałam zapytać - czy jak ktoś nie ma kadzideł ani świec i mieszka ze swoimi rodzicami, to może wogóle zrobić cokolwiek sensownego? 😉 czy bez tych rzeczy nie ma sensu próbować?
Muszę tu jednak powiedzieć wprost: pojęcie "powrotu energetycznego" jako mechanizmu sprawczego niema żadnego oparcia w czymkolwiek mierzalnym. Rozumiem metaforę i rozumiem, że dla wielu osób jest to użyteczny model myślenia o intencji. hej, ale jeśli traktujemy to dosłownie, wchodzimy w obszar, gdzie można uzasadnić absolutnie wszystko. Afirmacja zadziałała? Bo dobry rytuał. Nie zadziałała? Bo złe naczynie, zły moment, zła spójność. Taki model jest nieweryfikowalny i łatwo nim wytłumaczyć każdy wynik.
Mam jedno konkretne pytanie bo się tu trochę gubie. jak długo ta ceremonia powinna trwac? bo czytam że jedni robią to 5 minut a inni piszą o godzinnym rytuale i nie wiem co jest sensowne dla kogoś kto dopiero zaczyna
Ojejku, mam wrażenie, że za bardzo skupiamy się na formie i tracimy z oczu to, że chyba najważniejsza jest regularność.. 🙂 Robiłam przez jakiś czas afirmacje z pełnym rytuałem, ale nieregularnie, i efekty były słabsze niż potem gdy robiłam to codziennie rano, krótko, prawie bez żadnej oprawy. może rytuał pomaga ale nie zastąpi systematyczności?
Wracam do pytania Romualdy bo myślę że nikt na nie wprost nie odpowiedział. Moim zdaniem intuicja jest okej jako punkt startowy ale pod warunkiem że na prawdę słuchasz co działa, a nie tylko co chcesz żeby działało. Przez jakiś czas budowałam swój rytuał zupełnie od siebie, bez żadnej tradycji za plecami, i to działało - ale dopiero jak zaczęłam prowadzić notatki i patrzeć które elementy naprawdę coś zmieniają, a które robię z przyzwyczajenia. Bez tego samoobserwacja jest trochę na ślepo 🙂 więc nie powiedziałabym że trzeba się wywodzić z konkretnej szkoły, ale trzeba być wobec siebie uczciwa co do tego czy coś działa czy tylko ładnie wygląda.
