Zaczynam ten temat, bo szukałam czegoś podobnego i nic nie znalazłam, wiec zakładam sama. Chodzi mi o afirmacje związane z poczuciem, że zasługuję na dobre życie - nie na sukces, nie na pieniądze konkretnie, tylko na takie głębsze przekonanie, że mi wolno dobrze się mieć. Bo o ile afirmacje w stylu "jestem bogata i szczęśliwa" to dla mnie puste słowa, o tyle coś w rodzaju "mam prawo do spokoju i dobrobytu" jakoś bardziej do mnie trafia. Tylko nie wiem czy to kwestia sformułowania, czy czegoś głębszego. Macie jakieś swoje, które faktycznie coś zmieniły? Nie szukam gotowej listy z internetu, tylko czegoś, co u kogoś realnie zadziałało.
Mnie zawsze mówiły, ze afirmacje trzeba mówić w czasie teraźniejszym - "zasługuję na dobrostan" a nie "będę zasługiwać". Ale szczerze to nie wiem czy to robi aż taką różnicę czy to tylko taka zasada, którą wszyscy powtarzają za kimś. Czytałam o tym w kilku miejscach ale nie czuję żebym rozumiała DLACZEGO czas teraźniejszy miałby działać inaczej na umysł.
Ja bym dodała, że w afirmacjach bardzo ważna jest numerologia samego zdania - liczba sylab, wibracja cyfry do której się redukuje. Afirmacje o 9 sylabach są najsilniejsze bo dziewiątka to liczba domknięcia i zasługiwania. jeśli układasz własną afirmację, policz sylaby i sprawdź. To nie jest przypadek, że mantryczne formuły mają konkretne długości.
Odbiję jeszcze od tego,co napisała autorka wątku - to rozróżnienie między "jestem bogata" a "mam prawo do spokoju" jest naprawdę ważne i rzadko kiedy ktoś to tak precyzyjnie ujmuje. Pierwsze to afirmacja stanu, drugie to afirmacja uprawnienia... I to drugie jest trudniejsze, bo wymaga przepracowania przekonania, że w ogóle jesteś osobą, której cos się należy. Czy próbowałaś łączyć afirmacje z jakąś pracą na przekonaniach, nie tylko z powtarzaniem?
Uff, no wlasnie ten wewnętrzny sprzeciw to kluczowa sprawa. W różnych metodach nazywa się to inaczej - kontrprzekonanie, blokada, cień. Konkretnie: zanim zaczniesz afirmować, wypisz wszystkie zdania, które ci się kręcą w głowie jako odpowiedź na afirmację. "Nie zasługuję bo..." i dopisujesz wszystko co przychodzi. Dopiero jak to widzisz na kartce, wiesz z czym pracujesz. samo powtarzanie na wierzchu przekonania które temu zaprzecza, to jak malowanie ściany bez gruntowania.
A czy to nie jest tak, że niektóre blokady siedzą w czakrze splotu słonecznego i żadna afirmacja tego nie przebije, dopóki ta czakra jest zablokowana? Pytam, bo sama mam ten problem - czytam afirmacje, nawet mi się podobają, ale nic nie czuję. I zastanawiam się czy to nie jest właśnie to.
Słuchajcie, chce wrzucić trochę zimnej wody. Dyskutujemy o afirmacjach, jakby to był pewnik że działają, a pytanie jest tylko jak. Tymczasem badania nad afirmacjami pokazują bardzo mieszane wyniki - dla osób z niską samooceną klasyczne afirmacje pozytywne mogą paradoksalnie pogarszać stan, bo wzmacniają dysonans. To nie jest moje wymysł, to jest z badań Wood, Perunovic i Lee sprzed kilkunastu lat. Ktoś to brał pod uwagę zanim zaczął afirmować?
