Chciałam otworzyć temat, bo widzę że na forum jest dużo wpisów o afirmacjach jako cudownym lekarstwie na wszystko, a nikt nie mówi wprost kiedy to zwyczajnie nie działa. Konkretnie mam na myśli sytuacje depresyjne. Wiem z doświadczenia - i nie tylko własnego - że wpychanie komuś afirmacji w środku epizodu to może być wręcz szkodliwe. Osoba która nie może wstać z łóżka i słyszy "jestem pełna energii i radości" czuje głównie dysonans i jeszcze większą bezsilność, bo "skoro to nie działa, to co ze mną nie tak"... No i jest jeszcze ten watek czakry gardłowej, piątego ośrodka. Ktoś tu kiedyś pisał że blokada na tej czakrze sprawia że afirmacje w ogóle nie przechodzą, bo człowiek nie wierzy własnemu głosowi. ciekawe czy ktoś to łączy z depresją
Ojej, właśnie o to mi chodzi! Ja ostatnio próbowałam robić afirmacje bo wyczytałam że pomagają i po tygodniu poczułam się gorzej, nie lepiej. Siedziałam i powtarzałam te zdania i miałam wrażenie że kłamię sama sobie. Nie wiedziałam że to może mieć coś wspólnego z czakrą gardłową, możesz coś więcej napisać? bo nie bardzo rozumiem jak to działa od strony energetycznej
To co opisujesz Ewunia to ma nawet nazwę w psychologii - reaktancja. Kiedy umysł "wykrywa" sprzeczność między stwierdzeniem a wewnętrznym stanem, reaguje oporem. W depresji ten mechanizm jest wyostrzony, bo ocena rzeczywistości jest zaburzona w kierunku negatywnym i każda pozytywna afirmacja uderza w tę zaburzoną percepcję jak w mur. Więc to nie jest tylko kwestia czakr, to jest mechanizm neurologiczny. nie mówię że aspekt energetyczny nie istnieje, ale redukowanie tego wyłącznie do blokady gardłowej to uproszczenie.
Wpadam tu z boku, ale z mojego doświadczenia z horoskopami - Merkury i jego pozycja w natalu mocno rzutuje na to jak człowiek przetwarza słowo mówione, w tym afirmacje. Merkury w złym aspekcie do Saturna potrafi generować dokładnie ten blok o którym piszecie, wewnętrzny cenzor który każde pozytywne zdanie przekreśla. I to idzie w parze z piątą czakrą, bo Merkury zarządza komunikacją, a gardłowa to centrum komunikacji w ciele energetycznym. Więc morze nie "albo-albo" tylko oba poziomy opisują to samo zjawisko innym językiem?
Dokładnie, a do tego kamień lapis lazuli bezpośrednio aktywuje piątą czakrę i jak się go trzyma podczas afirmacji to te bloki energetyczne się rozpuszczają 😛 Polecam tesz niebieski kyanit, on wyrównuje wszystkie czakry jednocześnie wiec gardłowa sama się udrożni. Sam tak robiłem i różnica jest wyraźna
A w ogóle to mam pytanie morze głupie - skąd wiadomo że ktos ma zablokowaną piątą czakrę a nie po prostu jest w złym momencie życia? bo jak czytam opisy to prawie każdy by pasował do każdego 😛
Hej, no właśnie i tu mam problem z tym całym podejściem... Przychodzi człowiek w depresji, mówi że afirmacje nie działają, to mu się tłumaczy że ma zablokowaną gardłową, potem że zły aspekt Merkurego, potem że zły kamień. W pewnym momencie winne jest wszystko poza tym, że może afirmacje po prostu nie są dla każdego i nie zawsze. Czy nie prościej powiedzieć - idź do terapeuty, bo afirmacje to nie jest terapia?
Radosława trafia w sedno. Afirmacje wywodzą się z metody Emila Coué z początku XX wieku, on sam zaznaczał że autosugestia działa tylko jeśli wyobraźnia i wola idą w tym samym kierunku. Przy depresji wyobraźnia jest zainfekowana negatywnym schematem i wola jest osłabiona, więc punkt wyjścia jest zły. Coué mówił wprost - jeśli walczysz z własną myślą, zawsze przegrywa wola, nie myśl. Stąd właśnie w depresji afirmacje mogą pogłębiać poczucie porażki. To nie jest ezoteryczny dogmat, to była jego oryginalna obserwacja
Przeglądam ten temat i mam pytanie może trochę z boku - czy ktoś próbował afirmacji wypowiadanych szeptem albo w myślach zamiast na głos? Słyszałam że przy problemach z gardłową czakrą sam dźwięk głosu może blokować, a cicha afirmacja jakoś omija ten blok. Nie wiem czy to ma sens energetycznie, pytam 😀
To jest ciekawy trop Ilonka. Z tego co wiem w pracy z piątą czakrą paradoksalnie właśnie mówienie na głos ma znaczenie, bo ta czakra jest o wyrażaniu. Cisza może ominąć blok ale jednocześnie nie przepracowuje go. To jak omijanie węzła zamiast jego rozwiązywania. Ktoś ma inne zdanie?
A mi się wydaje że jest jeszcze jeden problem o którym nikt tu nie wspomniał. Osoba w depresji często nie wierzy że na cokolwiek zasługuje, a afirmacje zakładają że mam prawo do tej dobrej zmiany. Bez pracy z tym przekonaniem żadna formuła nie trafi, czy głośna czy cicha czy z kamieniem. to chyba ważniejsze niż technika?
Ok ale czy ktoś tu może powiedzieć jasno - kiedy afirmacje są ok a kiedy lepiej je odłożyć? :/ bo dyskutujemy o mechanizmach, a osoba która trafi na ten wątek i jest w depresji potrzebuje konkretnej odpowiedzi, nie teorii
Ojejciu,no dobra ale ile czasu trzeba żeby w ogóle zobaczyć efekt? bo ja próbowałam przez dwa tygodnie i nic. czy to za krótko czy może faktycznie nie dla mnie?
Antek, ta neutralna formuła którą Gnostyk przywoływał wcześniej - "każdego dnia jest coraz lepiej" - brzmi banalnie ale ma w sobie jedną ważną rzecz, nie twierdzi że teraz jest dobrze, tylko że zmiana jest możliwa. To nie atakuje tego co czujesz tu i teraz. Dla kogoś w naprawdę złym miejscu to może być jedyna afirmacja którą umysł w ogóle przepuści bez natychmiastowego odrzucenia.
Dobra, ale czy ktoś mi wytłumaczy dlaczego wogóle mamy liczyć na to że jakaś formuła słowna zmieni stan kliniczny? bo rozumiem że dla osoby lekko przybitej to może działać ale przy prawdziwej depresji to chyba trochę jak przyklejanie plastra na złamanie. i mam wrażenie że w tym wątku to trochę gubimy, chodziło o ograniczenia a dyskutujemy jak dobrać lepszą wersję afirmacji
