Cześć, mam dość specyficzne pytanie i nie wiem czy to tu dobry dział, ale wydaje mi sie że tak. chodzi o to że mam kumpla ktory - nie będę owijał w bawełnę - zaczął mieć problem z alkoholem. Na razie to jeszcze nie jest coś strasznego, ale widać że idzie w złym kierunku. Gdzieś czytałem że afirmacje pomagają przy nałogach, że umysł można przeprogramować i te rzeczy. Ale zastanawiam się czy to ma sens jeśli on sam jeszcze nie do końca przyznaje się przed sobą że ma problem? bo afirmacje hyba wymagają jakiegoś własnego zaangażowania, nie?
No to jest wlasnie sedno sprawy. afirmacje bez własnej woli to jak nabijanie energii do kamienia który ktos inny bedzie nosił - bez jego wiedzy i zgody. energia nie popłynie tam gdzie powinna. Twój kumpel musi chcieć zmiany, inaczej nawet najlepsza afirmacja nic nie zrobi. mózg po prostu odrzuci wszystko co jest sprzeczne z jego aktualnym przekonaniem o sobie
Dobra, spróbuję po ludzku. Afirmacja żeby działała musi zostać zaakceptowana przez umysł jako coś możliwego do osiągnięcia. Jeśli ktoś mówi sobie "jestem wolny od nałogu" a jednocześnie głęboko w środku czuje że to nieprawda i nawet nie uważa że ma problem, to umysł nie przyjmuje tego jako sygnału do zmiany, tylko jako szum który ignoruje. W psychologii mówi się o dysonansie poznawczym. Wczesne stadium uzależnienia to właśnie ten moment kiedy osoba często jeszcze racjonalizuje swoje zachowanie. "Piję bo lubię, nie dlatego że muszę." Afirmacje mogą wtedy działać ale tylko jeśli trafiają w to co osoba już gdzieś czuje jako problem, choćby mały głosik z tyłu głowy
No ale zaraz jeśli ten kumpel sam nie chce to co go pytacie o afirmacje? Może lepiej żeby sam tu napisał zamiast kolega za niego? mnie interesuje czy ktoś sam przez to przechodził i afirmacje pomogły. Bo teoria teorią ale co z praktyką.
Wilczomlecz07 ma rację że praktyka to jedno, ale rozumiem że Bronek58 pyta w imieniu kogoś bliskiego bo martwi się i szuka czy ma sens polecanie tej metody. I to jest uczciwe pytanie. Ja znam przypadek z życia - nie będę wchodzić w szczegóły - gdzie osoba zaczęła pracować z afirmacjami po tym jak sama zidentyfikowała u siebie pierwsze sygnały. I to był ten kluczowy moment... Nie że ktoś jej powiedział żeby to robiła, tylko że ona sama zobaczyła wzorzec i się przestraszyła
Chcę tu dodać jedną rzecz bo czuję że rozmowa trochę mija się z pewnym aspektem. Wczesne stadium uzależnienia to czas kiedy układ nerwowy jest juz zaczyna się przestawiać - fizycznie, nie tylko psychicznie. Afirmacje działają przede wszystkim na poziomie przekonań i samooceny. Mogą być świetnym wsparciem ale muszą być traktowane jako jeden z elementów pracy nad sobą, a nie jako samodzielna metoda. Widziałam sytuacje gdzie ludzie robili afirmacje zamiast szukać realnej pomocy i to ich hamowało, bo czuli że "pracują nad sobą" więc po co cokolwiek więcej.
No wlasnie to jest cos o czym mało kto mówi na takich forach. Podchodzi się do afirmacji jak do jakiegoś cudownego przycisku reset, a to tak nie działa... Sama używam afirmacji od jakiegoś czasu przy zupełnie innych sprawach i nawet przy zwykłych codziennych blokadach to jest praca na miesiące, nie na tydzień 🙂 A co dopiero przy czymś tak głęboko zakorzenionym jak nałóg.
Hm, ale czy to znaczy że w ogóle nie warto ich próbować w takiej sytuacji? Czy jest jakiś rodzaj afirmacji który ma większy sens przy uzależnieniu niż inny? Bo czytałam gdzieś że lepiej działają takie które nie są zbyt oderwane od rzeczywistości, że niby zamiast "jestem całkowicie wolny" lepiej "wybieram zdrowie każdego dnia" albo coś takiego.
To ciekawe porównanie Rasphul z tym grzybem... Ale mam pytanie które mnie od początku tego wątku nurtuje: czy ktokolwiek tu ma doświadczenie z tym że afirmacje POMOGŁY w sytuacji nałogowej? Nie teorię, nie analogię, tylko konkretny przypadek. Bo mi się wydaje że ta dyskusja jest dość akademicka jak na forum ezo.
Telesfor pyta o konkrety i to rozumiem. Ja wspomniałam już o znajomej osobie. Ale zeby być fair: nie wiem czy to były afirmacje które zadziałały, czy cały proces w który afirmacje były włączone. Ona robiła równolegle inne rzeczy, zmieniła otoczenie, zaczęła medytować. Trudno wyodrębnić co konkretnie dało efekt.
To jest w ogóle problem z całą tematyką afirmacji że nie da się oddzielić efektu afirmacji od efektu placebo, od efektu zmiany rutyny, od efektu samego faktu podjęcia decyzji. każdy kto zaczyna robić afirmacje zazwyczaj jednocześnie decyduje że chce coś zmienić, i nie wiadomo czy to afirmacje działają czy ta decyzja.
Ale to nie jest jakiś argument przeciwko afirmacjom, tylko argument że sama decyzja jest potrzebna. co właściwie wraca do punktu wyjścia tego wątku, że bez własnego zaangażowania nic nie ruszy, niezależnie od metody. Wiec może pytanie powinno brzmieć nie "czy afirmacje działają" tylko "jak pomóc komuś dojść do punktu gdzie sam chce cokolwiek zmienić".
Eh, te przebłyski o których mówisz to jest właśnie okno. Psychologowie nazywają to ambiwalencją i to jest normalny etap przed zmianą. Jeśli twój kumpel sam w takim momencie sięgnie po coś, afirmację, modlitwę, refleksję, cokolwiek, to morze mieć wartość. Ale to musi wyjść od niego. Nie możesz mu wcisnąć afirmacji jak tabletki. Możesz co najwyżej stworzyć przestrzeń gdzie on sam do czegoś dojdzie.
I to jest chyba najuczciwsza odpowiedź w tym wątku. dodam tylko że jeśli szukasz konkretnych metod to są afirmacje pisane, mówione i słuchane z nagrania. Przy uzależnieniu ciekawe efekty daje pisanie ich ręcznie każdego ranka, bo angażuje inne obszary mózgu niż samo powtarzanie na głos. Ale to jest propozycja dla osoby która sama chce, nie dla kogoś kto jeszcze się opiera.
Oj tam, wchodze w ten watek bo mnie to tez ciekawi. Ja sama zamiast pisania w zeszycie probowalam dyktowanie do telefonu i potem odsłuchiwanie. Nie wiem czy to "gorsze" niz pisanie ale mi jakoś działało przy zwykłych blokadach... Przy uzależnieniu nie miałam okazji sprawdzić, ale morze ktoś tu wie?
Ok ale chwila, bo mi się tu coś nie zgadza. mówicie o technikach jakby problem był w doborze metody, a nie w tym że ta osoba - kumpel Bronka58 - jeszcze nie chce zmiany 😛 Sama technika pisania czy mówienia nic nie zmieni jeśli człowiek nie siedzi z tym dobrowolnie. Więc ta dyskusja o ręcznym pisaniu vs nagrywaniu jest trochę obok sedna, nie?
Oj tam, no ale Wisielczyni, przecież wcześniej Rasphul pisał o tych przebłyskach, że są momenty ambiwalencji kiedy coś drga. Może właśnie o to chodzi, żeby w takim momencie coś podać? Niekoniecznie zmuszać, ale mieć coś gotowego kiedy okno się otwiera? 🙂
Wlasnie o to mi chodziło od początku i jakoś ciężko mi było to wyrazić. Nie że go zmuszę do afirmacji, tylko że jak przyjdzie taki moment to żebym wiedział co mu ewentualnie polecić. Dzięki wszystkim za tą rozmowę bo naprawde pozbierałem tu więcej niż się spodziewałem.
Zostaje jeszcze jedna rzecz której nikt tu chyba nie powiedział wprost. Afirmacje przy uzależnieniu mają sens jako jeden element, nie jako rozwiązanie. I to chyba najważniejsze zdanie w tym wątku. Jeśli ktoś ich spróbuje i mu nie zadziałają bo robił tylko to, to zraża się do całej idei pracy z sobą 😛 Lepiej od razu powiedzieć - to kawałek większej układanki, nie cały plan.
