Mam takie pytanie które trochę mnie nurtuje od jakiegoś czasu. Czy afirmacje są bezpieczne dla osób które mają objawy psychotyczne? Pytam bo znam kogoś kto zaczął intensywnie pracować z afirmacjami, powtarzał je kilka razy dziennie, i po jakimś czasie zaczął mieć dziwne stany, nie wiedział co jest prawdą a co wymyślił. Nie wiem czy to przez afirmacje czy to osobne zjawisko ale zastanawiam się czy nie ma tu jakiegoś związku.
To jest ważne pytanie i cieszę się że ktoś je zadał, bo to jeden z tych tematów gdzie ludzie często bagatelizują ryzyka. Afirmacje to nie jest technika neutralna dla każdego. U osoby zdrowej psychicznie regularne powtarzanie pozytywnych stwierdzeń może faktycznie przestawiać pewne wzorce myślenia. Ale jeśli ktoś już ma skłonności do zaburzeń myślenia, do rozmazywania granicy między tym co realne a tym co wyobrażone, to intensywna praca z afirmacjami może ten proces przyspieszać w bardzo niepożądanym kierunku. Twój znajomy, o którym piszesz, był pod opieką psychiatry w tym czasie?
Hej, hm, ja bym jednak nie łączył tego tak wprost. Przecież afirmacje to tylko słowa, powtarzanie zdań. nie wiem czy można im przypisać aż taką moc żeby wywołały psychozę. Może ta osoba miała predyspozycje i cokolwiek by robiła, coś by ją wyzwoliło. Mogłaby zacząć medytować, robić wizualizacje, pisać dziennik i efekt byłby podobny. Pytanie co tak na prawdę było przyczyną
Nadrabiam ten watek i muszę powiedzieć wprost: to nie jest kwestia dla forum ezoterycznego, to jest kwestia dla psychiatry lub psychologa klinicznego. Ja szanuję praktyki afirmacyjne i sama ich używam, ale kiedy ktoś pyta o osoby z objawami psychotycznymi, to wchodzimy w obszar gdzie ezoteryka powinna zamilknąć i oddać pole medycynie... Nie dlatego że afirmacje są złe, tylko dlatego że diagnozowanie i doradzanie osobom z psychozą bez wiedzy o ich stanie, lekach, historii jest po prostu nieodpowiedzialne. czy ta osoba, o której piszesz, ma jakąkolwiek diagnozę?
Właśnie, charakter afirmacji to kluczowa sprawa i tu widzę że nikt jeszcze o tym nie powiedział. Są afirmacje które zakorzeniane są w teraźniejszości i zmysłach, w stylu czuję się spokojnie, moje ciało jest zrelaksowane, i są takie które budują alternatywną rzeczywistość, jestem bogaty, wszystko mi się udaje, świat jest po mojej stronie. Dla osoby ze skłonnościami do myślenia magicznego albo z zaburzoną oceną rzeczywistości ten drugi typ może być bardzo niebezpieczny. a no, buduje wewnętrzny świat który coraz bardziej rozjeżdża się z tym co faktycznie istnieje.
Uff, ale czy nie o to właśnie chodzi w afirmacjach żeby tę rzeczywistość trochę przebudować? Jak coś powtarzasz dostatecznie długo to w to zaczynasz wierzyć i działać jakby to była prawda, i wtedy to staje się prawdą. Tak to rozumiem bynajmniej. Więc gdzie jest granica między zdrowym przeprogramowaniem umysłu a tym co opisujesz?
Dorzucę perspektywę którą rzadko się porusza w tych rozmowach. W pracy z afirmacjami, tak jak w wielu innych praktykach, chodzi o intencję i o to kto prowadzi tę pracę. Jeśli ktoś samotnie, bez żadnego wsparcia, zanurza sie głęboko w intensywne powtarzanie przekonań o sobie i świecie, to nawet bez diagnozy psychiatrycznej morze wejść w stany które są trudne do samodzielnego opuszczenia. Widziałem to nie raz. To nie jest problem wyłącznie osób z psychozą, to jest problem braku zakorzenienia i gruntu podczas praktyki. ale u kogoś z objawami psychotycznymi ryzyko jest oczywiście wielokrotnie wyższe.
A co to znaczy zakorzenienie podczas praktyki? Pytam bo zaczęłam ostatnio swoje pierwsze afirmacje i teraz trochę się boję że robię coś nie tak :/
A czy te objawy psychotyczne to muszą być zdiagnozowane żeby to było ryzykowne? 😛 Bo czytałam że np... schizofrenia często latami nie jest diagnozowana i ludzie nie wiedzą że ją mają. Mogłoby się okazać że ktoś robi afirmacje nie wiedząc że jest w grupie ryzyka
Ok ale tu robimy się trochę paranoiczni. Czy mamy teraz mówić każdemu kto chce robić afirmacje żeby najpierw poszedł do psychiatry? To absurd. zdecydowana większość ludzi robi afirmacje bez żadnych negatywnych efektów i to jest po prostu praca z przekonaniami. Myślę ze to marginalny przypadek a nie reguła.
Mnie ciekawi jedno, bo obserwuję tą rozmowę od początku. Czy ktoś z was spotkał się z sytuacją gdzie terapeuta albo psychiatra zalecił afirmacje jako część leczenia? Bo z jednej strony słyszę że to niebezpieczne, z drugiej wiem że są nurty psychologii które używają podobnych technik. Jak to połączyć? 🙂
A jak w ogóle rozpoznać że ktoś bliski może mieć takie objawy zanim jeszcze trafi do psychiatry? Bo chyba nie zawsze to jest oczywiste z zewnątrz i nie wiem jak odróżnić kogoś kto poprostu jest bardzo zaangażowany duchowo od kogoś kto zaczyna mieć problem.
