Chciałam zapytać o coś co mnie ostatnio nurtuje... Mam koleżankę która choruje na Hashimoto i zaczęła stosować afirmacje jako uzupełnienie leczenia. Mówi że czuje się lepiej, spokojniej ale lekarz oczywiście patrzy na to z przymrużeniem oka. I zastanawiam się, czy afirmacje mają w ogóle sens przy chorobach fizycznych, nie tylko psychicznych? Bo intuicja mi mówi że tak, ale nie wiem jak to uzasadnić. Czy ktoś miał podobne doświadczenia albo wie coś więcej na ten temat?
Zależy co rozumiemy przez "działają". Jeśli chodzi o wyleczenie tarczycy samymi afirmacjami, to nie, i żadna poważna tradycja ezoteryczna tego nie twierdzi. Ale jeśli chodzi o wpływ na stres, na poziom kortyzolu, na ogólną kondycję układu odpornościowego, to to jest już inna rozmowa. Choroba autoimmunologiczna jak Hashimoto jest mocno powiązana ze stresem i stanem emocjonalnym... Więc pośredni wpływ afirmacji jest jak najbardziej możliwy, tylko nie należy z tego robić cudownego leku.
A jak wogóle afirmacje działają na ciało? Myślałam że to głównie coś dla głowy, dla przekonań. Nigdy nie słyszałam żeby ktoś tłumaczył ten mechanizm od strony fizycznej 🙂
Hmm, ale to nie brzmi już jak ezoteryka tylko jak zwykła psychologia. Czy tu nie chodzi po prostu o efekt placebo albo o to że ktoś się odpręża? 😛 Nie mówię że złe, bo odpoczynek jest ok ale nie rozumiem po co to nazywać afirmacjami skoro to po prostu relaksacja
Ojej no, treść ma znaczenie i to duże. Jak powtarzasz "jestem zdrowa i moje ciało się leczy" to działa inaczej niż jak siedzisz cicho i nic nie mówisz, przynajmniej z mojego doswiadczenia. To nie chodzi tylko o relaks, bo sama medytacja bez afirmacji daje inny efekt. Ale obie rzeczy razem to jest cos.
Troszkę inaczej bym popatrzył na to pytanie. Bo widzę że dyskusja kręci się wokół "działają czy nie działają" i każdy to rozumie trochę inaczej. Przy chorobie fizycznej pytanie powinno raczej brzmieć: czy afirmacje mogą wspierać leczenie jako jedno z narzędzi, obok medycyny konwencjonalnej? I tu powiem tak. Mogą. Ale zależy od choroby, od osoby, od tego jak regularnie i z jakim przekonaniem to robi. Ktoś kto mówi afirmacje bez wiary w nie dostanie znikome efekty.
A skąd wiadomo czy się wierzy wystarczająco? Bo mnie sie wydaje że jak ktoś jest chory to naturalnie ma wątpliwości i ciężko mu bezwarunkowo wierzyć w afirmacje. To trochę błędne koło.
No to ile czasu to zajmuje? bo jak ktoś jest chory i cierpi to nie ma hyba czasu na miesiące ćwiczeń zanim poczuje efekt.
Właśnie o to mi chodziło na początku. Koleżanka robi to równolegle z leczeniem i to chyba jedyne sensowne podejście. ale mam inne pytanie do dyskusji: czy afirmacje powinny być sformułowane ogólnie, jak "jestem zdrowa", czy może lepiej konkretnie, np. odwołując się do konkretnego narządu czy układu?
Z mojego doswiadczenia konkretne dzialaja lepiej. Jak mowisz "moja tarczyca pracuje harmonijnie i w rownovadze" to masz wyobrazenie czego dotyczy ta praca. Ogolne afirmacje sa ok na poczatek ale z czasem warto je uszczegolawiac. Choc niektorzy twierdza ze zbyt szczegolowe moga blokowac bo umysl zaczyna to analizowac zamiast przyjmowac.
Skoro pada temat hormonów i kobiecych przemian - bo widzę że w opisie wątku to jest też poruszone - to mogę dodać kąt runiczny. Przy zaburzeniach hormonalnych, szczególnie u kobiet przechodzących menopauzę czy silne wahania cyklu, runy mogą na prawdę wzmocnić działanie afirmacji ale nie jako same słowa tylko jako symbole wizualizowane podczas ich wypowiadania. berkana na przykład jest runą żeńskiej mocy, cyklu, regeneracji. Jak kobieta wizualizuje ją podczas mówienia afirmacji o zdrowiu, to tworzy podwójne zakotwiczenie, słowne i symboliczne jednocześnie.
Przepraszam ze wchodze ale nie bardzo rozumiem jak mozna wizualizowac rune podczas mowienia afirmacji. Tzn czy to sie robi z otwartymi oczami i patrzy na rysunek runy, czy wyobrazamy ja sobie w glowie przy zamknietych oczach? Pytam bo nigdy tego nie probowalam.
Wracając do głównego wątku bo trochę odpłynęliśmy - wydaje mi się że kluczowe jest to, o czym nikt tu jeszcze nie powiedział wprost. Afirmacje przy chorobie fizycznej działają najlepiej kiedy dotykają przekonań które tę chorobę wzmacniają. oj tam, hashimoto czy inne choroby autoimmunologiczne bardzo często idą w parze z głęboko zakorzenionym poczuciem że ciało jest wrogiem że mnie zawodzi, że nie mogę mu ufać. Afirmacja która zaczyna odwracać to przekonanie, jest znacznie bardziej wartościowa niż ta która mówi tylko "jestem zdrowa" bez dotknięcia tego głębszego przekonania.
A co z runami ktore Berkana wczesniej opisywala? Jak sie je w ogole stosuje przy chorobie, czy sie je po prostu nosi, czy trzeba cos z nimi robic codziennie? no bo nie bardzo rozumiem ten mechanizm
Ja łączyłam afirmacje z wizualizacją konkretnego miejsca w ciele i mi to bardziej pomagalo niz samo powtarzanie slow. Mowiłam afirmacje i jednoczesnie wyobrazalam sobie ze to miejsce jest ciepłe i spokojne. Nie wiem czy to ma jakies naukowe wytłumaczenie ale czułam różnicę. choc przy poważnej chorobie pewnie trzeba wicej systematyczności niz ja mialam 🙂
Mam pytanie do Berkany - mówiłaś wcześniej o Sowulo jako sile przywaracającej. Czy Sowulo można łączyć z afirmacjami? Tzn czy coś w rodzaju wizualizacji runy podczas wypowiadania afirmacji ma sens, czy to już przemieszanie dwóch różnych porządków i lepiej trzymać je oddzielnie?
Prześledziłam ten temat i jedno mnie trochę niepokoi. Coraz bardziej zmierzamy w stronę "afirmacje plus runy to prawie leczenie". A gdzie tu granica? serio pytam, bo widziałam przypadki gdzie ludzie tak bardzo nakręcali sie na pracę duchową przy chorobie, że zaniedbywali normalne leczenie. I nikt im nie powiedział wprost - hej, to uzupełnienie, nie zamiennik. Mam wrażenie że tu też warto to powtórzyć głośno, bo gubi się w tej rozmowie.
