Cześć, chciałem zapytać o afirmacje w kontekście relacji z ojcem, bo jakoś mało się o tym mówi. mam z nim trudną historię, dużo milczenia, chłodu i takich niedomówień ktore ciągną się latami. Zacząłem czytać o prawie przyciągania i afirmacjach i pomyślałem, że może warto spróbować coś przeprogramować w sobie, bo sam kontakt raczej nie wyjdzie. Ale nie wiem od czego zacząć. Czy afirmacje w ogóle mają sens przy relacjach z kimś, kto nie jest chętny do zmiany? I co to jest to "asymetryczne pole" które gdzieś widziałem w kontekście tego tematu? Kompletnie nie rozumiem.
No to jest właśnie to, co mnie od lat nie daje spokoju. Sama przez długi czas myślałam, że afirmacje to magiczne zaklęcia, powiem "kocham ojca, ojciec mnie kocha" sto razy i cos sie zmieni. I nic. Absolutnie nic. A potem zaczęłam rozumieć, że problem nie leży w słowach, tylko w tym, co te słowa przykrywają. Jak masz w środku jakiś wielki blok emocjonalny, to afirmacja się od niego odbija jak piłka od ściany. Zmiana relacji z ojcem przez afirmacje wymaga najpierw uczciwie spojrzeć na ten ból, a nie go zaklejać pozytywnym myśleniem
No nie wiem, dokładnie to samo mam zanotowane ze swojej praktyki. Przez jakiś czas próbowałam stosować klasyczne afirmacje na relacje z rodzicami, "moja rodzina mnie wspiera", "czuję się kochana", i to wywoływało u mnie wręcz odwrotną reakcję, czyli złość. Bo ciało wiedziało że to nieprawda. Gdzieś czytałam, że to się nazywa reaktancja psychologiczna, umysł się buntuje kiedy karmisz go informacją sprzeczną z tym w co głęboko wierzy. Więc zamiast afirmacji pozytywnych zaczęłam od mostkujących, czyli takich które nie twierdzą że jest dobrze, ale otwierają możliwość. Np. "jestem otwarta na to, żeby zrozumieć skąd pochodzi ten ból".
Jasne, np. "dopuszczam myśl że mój ojciec robił co umiał", albo "nie muszę rozumieć jego wyborów, żeby przestać nosić ciężar"... To są zdania które nie bronią ojca ani nie negują twojego bólu. Osobiście zaczęłam od tej drugiej i pierwsze tygodnie były trudne, bo to zdanie otwierało coś czego nie chciałam otwierać. Więc jednak echo Zofijki, miej kogoś przy sobie jak zaczynasz taką pracę.
Przepraszam ale trochę mi tu coś nie gra.. 🙂 ojejku, mowicie o "energetycznym poziomie", "polach", a potem o reaktancji psychologicznej i terapii poznawczej. to co to w końcu jest? Bo mam wrażenie że na tym forum mieszamy język ezoteryku z językiem psychologa i potem wychodzi miszmasz który brzmi mądrze ale nic nie znaczy. Sama jestem sceptyczna jeśli chodzi o afirmacje w ogóle, bo powtarzanie zdań brzmi jak autohipnoza, i to może działać ale z zupełnie innych powodów niż "pole" czy "energia".
To jest właśnie serce problemu z asymetrycznością pola, o którą pytał Anastazy. Zanim ktoś pójdzie dalej, wyjaśnię czym to jest, bo widzę że nikt jeszcze nie odpowiedział na to pytanie wprost. Asymetryczne pole relacyjne oznacza w tradycjach pracy energetycznej że dwie strony relacji nie wnoszą do niej równoważnych zasobów energetycznych, intencji ani gotowości. W relacji z rodzicem ta asymetria jest wbudowana strukturalnie bo rodzic przez lata był stroną dominującą i często ta dominacja zostaje zapisana w ciele i w schematach myślowych dziecka, nawet kiedy dorosło. Afirmacja działająca "po równo" na obie strony jest iluzją, bo pole jest nierówne. Dlatego praca afirmacyjna przy takich relacjach musi najpierw zaadresować twój wewnętrzny zapis tej hierarchii, a nie wyobrażoną relację "ja i ojciec jako równi sobie".
No ale może właśnie o to chodzi, że różne języki opisują to samo inaczej i dla różnych ludzi różne języki są wejściem. Ktoś przez "asymetryczne pole" złapie cos, czego nie złapie przez "schemat poznawczy"... no cóż, I odwrotnie. Nie rozumiem czemu to ma być problem 🙂
Konkretnie to wygląda tak: zanim stworzysz afirmację, musisz zidentyfikować jaki obraz ojca nosisz w sobie teraz xD joj, nie jego samego, tylko swój wewnętrzny konstrukt. Często to jest postać z dzieciństwa, nie z dorosłości, i do tej postaci skierowana jest większość nierozwiązanego napięcia. Afirmacje które działają przy asymetrycznym polu są kierowane do siebie, nie do relacji. "Mogę postawić granicę bez utraty więzi" albo "mój ból jest uzasadniony i nie muszę go tłumaczyć". To buduje twoje pole niezależnie od tego co robi, czuje lub myśli ojciec. I stąd ta asymetria, ty pracujesz nad sobą, on nie musi.
Ja to rozumiem bo sama przez to przeszłam, praca tylko po swojej stronie. i wiesz co, to jest najciezsze, bo przez cale zycie czkales ze ktos przyzna ze zrobil krzywde i nagle masz sobie odpuscic bez tej rozmowy. u mnie trwalo to chyba ze dwa lata zanim naprawde poczulam ze odpuscilam, i nie mowie ze zapomnialm, tylko ze juz nie niose. i afirmacje byly czescia tego ale tylko czescia. wazniejsze bylo to ze w koncu przestalm robic z ojca centrum swojej historii.
Czytam cały ten wątek i mam pytanie, może głupie, ale co jeśli nie chcę odpuszczać? Znaczy, czuje że jest we mnie opór i nie wiem czy to normalny etap tej pracy czy może sign że nie jestem gotowa. czy w ogóle można zacząć pracę afirmacyjną jak jest taki silny wewnętrzny sprzeciw? 🙂
Pozwolę sobie dodać, jestem tu nowa jeśli chodzi o ten temat. mam takie głupie pytanie, czy afirmacje na ojca można robić jeśli ojciec nie żyje? bo moja sytuacja jest trochę inna i nie wiem czy te metody o których mówicie w ogóle mają zastosowanie.
Okej ale czy ktoś może mi wyjaśnić skąd w ogóle to pojęcie "asymetryczności pola" się wzięło? bo Franuś użył tego na początku i potem wszyscy to powtarzają,a ja wciąż nie wiem czy to termin z jakiejś konkretnej tradycji ezoterycznej czy ktoś to po prostu wymyślił jako metaforę. nie zarzucam nic nikomu, na prawdę pytam. bo jeśli to metafora to spoko, ale jeśli to ma być opis realnego mechanizmu to chciałabym wiedzieć skąd pochodzi
Dorzucę coś od siebie do tego sporu o terminologię,bo chyba warto. problem nie jest w tym czy "pole" istnieje czy nie. problem jest w tym, że kiedy używamy takich terminów z osobami które zaczynają tą pracę, jak Anastazy czy Zawilec, to mogą z niej wyjść z przekonaniem że potrzebują specjalisty od "pola" albo że są w jakiś szczególny sposób energetycznie uszkodzone. i to jest ryzyko realne bez względu na to czy termin jest dobry czy zły 😛 wiem że nie o to chodziło Franuś ale widziałem takie efetky u ludzi którzy tę nomenklaturę brali dosłownie
U mnie zaczęło się od tego drugiego podejścia i powiem ci że jest trudniejsze ale skuteczniejsze. siadam, kilka minut ciszy żeby trochę wyciszyć myśli, potem przywołuję konkretne wspomnienie, nie dramatyczne, jakieś zwykłe z ojcem, i dopiero w tym stanie emocjonalnym mówię afirmację. to zupełnie inaczej trafia niż odmawianie na sucho przy kawie rano. masz wtedy kontakt z tym materiałem, a nie tylko z dźwiękiem słów. ale też nie mówię że jedno jest złe, na początku wolę żeby ktoś w ogóle zaczął, nawet prościej
A co jeśli podczas tej medytacji z przywołanym wspomnieniem po prostu zaczynam płakać i nie jestem w stanie powiedzieć żadnej afirmacji? to się mi zdarza i potem mam poczucie że zmarnowałam czas albo że coś robię źle. czy to jest etap który po prostu trzeba przejść czy może znak że nie jestem gotowa żeby woogóle przy tym pracować
