A czy ta kolejność rzeczy, o której pisze Tytus00, ma znaczenie przez cały dzień, czy tylko rano? Bo rozumiem, że poranek to jakiś reset, ale co z momentami w ciągu dnia, kiedy ból wraca i człowiek znowu zaczyna kręcić myślami?
Właśnie, wracając do tego głosu i myślenia, bo kilka osób do tego wraca. Z mojego doświadczenia z medytacją jest tak, że wypowiadana afirmacja przy rekonwalescencji ma ten jeden konkretny plus: słyszysz siebie i nie możesz jednocześnie słuchać katastroficznych myśli w tle. Myślana afirmacja łatwiej konkuruje z tym wewnętrznym głosem, który mówi 'a co jeśli nie wyjdziesz z tego'. Który problem masz bardziej - brak siły na mówienie, czy właśnie ten głos w tle?
Mam wrażenie że ten głos w tle, o którym pisze Pentagramia, to jest mój główny problem. Leżę, mówię afirmację, i jednocześnie gdzieś z tyłu głowy leci komentarz, że to nie ma sensu. Czy to znaczy, że afirmacja w ogóle nie może działać, dopóki jest ten komentarz? Czy one mogą działać równolegle?
Chcę się upewnić, czy dobrze rozumiem: chodzi o to, żeby afirmację powtarzać tak długo, aż przestanie brzmieć jak coś obcego i stanie się czymś zwykłym? Czy ten moment 'to brzmi normalnie' to właśnie ten punkt, w którym zaczyna działać?
Dobra, ale ile to trwa realnie? Bo Whisper wcześniej napisał o dwóch, trzech tygodniach obserwacji. Tytus00 mówił że przy kolanie nie pamiętał kiedy. Jaryla07 po tygodniu nie czuje zmiany. Nie oczekuję dnia ani godziny, ale chcę wiedzieć, czy mówimy o tygodniach czy o miesiącach.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam jedno pytanie, które mi chodzi po głowie: czy afirmacje przy chorobie mogą być używane obok normalnego leczenia, lekarstw i tak dalej, czy raczej zamiast? Bo boję się, że jak zacznę to robić, to gdzieś w głowie będzie myśl, że może sama afirmacja wystarczy.
Dziękuję za tę odpowiedź, bo naprawdę się tego bałam. Że jak zacznę robić afirmacje, to gdzieś podświadomie zwolnię z leków albo przestanę chodzić na wizyty, bo 'skoro pracuję nad sobą, to może wystarczy'. Miło wiedzieć, że nie o to chodzi.
Ale czy to nie jest trochę niebezpieczne? Jeśli ból jest sygnałem ostrzegawczym, a my nauczymy się go odczuwać słabiej przez afirmacje, to czy nie możemy przeoczyć czegoś ważnego?
dobra, to ma sens. Chodziło mi bardziej o sytuację, gdzie ktoś np. ignoruje nowy ból bo jest w trybie 'afirmuję uzdrowienie'. Ale rozumiem, że to jest raczej kwestia zdrowego rozsądku, a nie wina samej afirmacji.
Wróćmy do tych tygodni, bo to mnie nadal trapi. Whisper, Tytus00 - dobrze, kilka tygodni na zmianę nastawienia. Ale co z odczuwalną zmianą fizyczną? Czy ktoś z was miał moment, że powiedział sobie: okej, coś się tu zmieniło nie tylko w głowie, ale i w ciele?
Miesiąc. No dobra, rozumiem. Tylko że ja mam rekonwalescencję po operacji kręgosłupa i mi powiedzieli że to może trwać nawet pół roku. Nie wyobrażam sobie robić czegoś przez miesiące bez żadnego znaku że idzie w dobrym kierunku. Czy są jakieś mniejsze sygnały, po których wiadomo że się nie marnuje czasu?
A czy afirmacje nagrywane własnym głosem i puszczane np. w nocy to dobry pomysł przy rekonwalescencji? Czytałam że coś takiego jest stosowane, ale nie wiem czy to ma sens czy to tylko gadżet.
Właściwie to chciałam dopowiedzieć jedną rzecz do wątku o małych sygnałach, bo myślę że Jaryla07 poruszył ważny punkt. Przy dłuższej rekonwalescencji bardzo pomaga prowadzenie prostych notatek, nie dziennika bólu w stylu 'dziś bolało pięć z dziesięciu', ale jednozdaniowych obserwacji o nastroju po afirmacji. Nie po to żeby mierzyć efekt, tylko żeby mózg miał dowody że cokolwiek się zmienia. Bo bez tego wszystkie tygodnie wyglądają tak samo.
jednozdaniowych, mówisz. To brzmi jak coś co mogę zrobić. Bo próbowałem kiedyś pisać długo o samopoczuciu i po tygodniu rzuciłem bo mi zajmowało za dużo uwagi i i tak nie wiedziałem co z tym robić. Jedno zdanie to inne wyzwanie.
Jednozdaniowych właśnie. Coś w stylu: dziś wstałem bez bólu przez pierwsze pięć minut. Albo: spałem dłużej niż ostatnio. Nie chodzi o analizę, tylko o złapanie tych małych chwil zanim umysł wróci do trybu 'ale jednak boli'. Bo mózg w rekonwalescencji ma tendencję do przyklejania się do złego, to chyba jest jakaś biologiczna czujność. Notatka jednozdaniowa to kontratak.
A czy ta zgoda na czas nie jest czasem szkodliwa? Mam na myśli, że jeśli za bardzo zaakceptujesz że 'to ma swój czas', to czy nie tracisz motywacji żeby aktywnie wspierać własne leczenie? Jak np. robić ćwiczenia, rehabilitację?
To jest chyba kluczowe, co Pentagramia napisała. Bo ja mam tendencję do walki ze wszystkim i może właśnie dlatego rekonwalescencja po każdym drobnym urazie mi się przeciąga. Jak to w ogóle ćwiczyć, tę zgodę? To jest umiejętność której nie ma się z automatu.
A jeśli ktoś ma problem z wypowiadaniem afirmacji na głos, bo po prostu czuje się z tym głupio albo nie wierzy w to co mówi w danej chwili, to czy pisanie ma podobny efekt? Czy ciało też wtedy reaguje?
Ale czy ulga nie może być fałszywa? Mam na myśli, że czasem czujemy ulgę kiedy rezygnujemy z czegoś trudnego, a nie kiedy trafiamy w prawdę. Jak odróżnić ulgę-unikanie od ulgi-trafienia?
Czy afirmacje uzdrowieńcze mają działać inaczej przy chorobach przewlekłych niż przy przejściowej rekonwalescencji po urazie? Bo chyba inaczej jest mówić 'wracam do zdrowia' kiedy wiesz że wrócisz, a inaczej kiedy nie wiadomo jak długo to potrwa.
i to jest kluczowa różnica, którą mało kto w tym temacie porusza wprost. Przy chorobach przewlekłych celem nie jest wyleczenie jako punkt dojścia, tylko budowanie relacji z ciałem, które nie jest i może nie będzie 'idealne'. Afirmacje muszą to uwzględniać, inaczej stają się źródłem poczucia winy.
A czy ktoś próbował prowadzić jakiś dziennik tych reakcji? Mam na myśli zapisywanie po każdej sesji co się czuło. Zastanawiam się czy po miesiącu widać w tym jakiś wzorzec.
to bardzo ciekawe, że ból blokował receptywność. Ale zastanawiam się czy to nie działa odwrotnie, czyli czy właśnie wtedy afirmacja nie powinna być najsilniejsza, skoro ciało najbardziej potrzebuje przekierowania? Nie mówię że masz błąd, po prostu nie rozumiem tego mechanizmu.
A czym właściwie różni się mantra od afirmacji w tym kontekście? Dla mnie brzmią podobnie.
ale czy to nie jest po prostu efekt przyzwyczajenia do bólu, a nie efekt afirmacji? Nie chcę umniejszać temu co mówisz, naprawdę pytam, bo nie wiem jak to odróżnić.
