Chciałam zapytać, czy ktoś miał doświadczenie z afirmacjami stricte po zdradzie albo rozstaniu. Bo wiem, że afirmacje działają, stosowałam je przy różnych sprawach i widziałam efekty. Ale tutaj sytuacja jest chyba trudniejsza, bo problem nie leży w myśleniu, tylko gdzies głębiej. mam znajomą, która powtarza sobie codziennie "jestem godna miłości, zasługuję na prawdziwą miłość" i po kilku tygodniach mówi że nic nie czuje, że to puste słowa. I nie wiem, co jej doradzić. Czy morze to kwestia złego doboru afirmacji? Albo za krótko je stosuje? Pytam serio, bo zależy mi żeby jej pomóc.
To jest akurat jeden z częstszych błędów przy pracy z afirmacjami po traumie emocjonalnej. Problem polega na tym, że umysł po zdradzie działa inaczej. Masz tam wbudowany mechanizm, który odrzuca stwierdzenia zbyt odległe od bieżącego stanu wewnętrznego. Jeśli ktoś czuje się zdruzgotany i powtarza "jestem godna miłości", to podświadomość natychmiast temu zaprzecza, bo to za duży skok. Zamiast tego na początku lepiej sprawdzają się afirmacje przejściowe, np. "uczę się znowu ufać sobie" albo "otwieram się powoli na możliwość miłości". To co nazywam fluktuacjami, czyli huśtawka między wiarą a zwątpieniem w trakcie pracy z afirmacjami, jest zupełnie normalna i nie oznacza że afirmacja nie działa.
Rozumiem tę teorię, ale mam pytanie: skąd mamy wiedzieć że to nie jest zwykłe samookłamywanie się? eh bo w sumie afirmacja to jest powtarzanie czegoś, w co się nie wierzy, z nadzieją że zaczniesz wierzyć. To mi trochę przypomina udawanie, a nie realną zmianę. Nie mówię, że to bezużyteczne, tylko zastanawiam się gdzie jest granica.
Mam pytanko, może głupie, ale czy to trzeba robić głośno czy w myślach wystarczy? Bo czytałam gdzieś ze głosowo działa lepiej ale nie zawsze jest możliwość żeby mówić na głos, np. w pracy czy gdy ktoś jest w pokoju obok
Oj, do lustra to bym chyba nie dała rady, śmiałabym się sama z siebie xD A serio to pytanie, czy te afirmacje mają działać na to żeby znowu kogoś pokochać czy tylko na to żeby przestało boleć? Bo to chyba jednak dwie różne rzeczy?
No właśnie,to jest ciekawe pytanie. Bo można być gotową na miłość "w ogóle" ale nadal nie ufać konkretnej osobie, która zrobiła krzywdę. I tu mam wątpliwość czy afirmacje na "przywrócenie wiary w miłość" cokolwiek zrobią, jeśli podstawowy problem to nieufność do ludzi jako takich. To hyba wymaga czegoś więcej niż powtarzania słów.
Szczerze? Mam wrażenie że dużo tu zależy od tego co się stało, bo zdrada to zdrada, ale porzucenie bez słowa to jednak coś innego emocjonalnie. W pierwszym przypadku chodzi o utratę zaufania do konkretnej osoby, w drugim często o utratę wiary w siebie, że w ogóle jesteś kimś wartym zostania przy. Czy afirmacje powinny być różne w tych dwóch przypadkach? Tak mi się nasuwa.
Czytam i bardzo mi to pomaga, bo sama przez coś podobnego przeszłam... mam pytanie do Wrozbita, czy te afirmacje powinno się dobierać samemu czy lepiej gdzieś szukać gotowych? Bo jak sama wymyślam to nie wiem czy dobrze formuluje, boję sie ze zrobię błąd jakiś.
A jak to jest z tymi fluktuacjami o ktore kilka razy padlo? bo rozumiem ze chodzi o te momenty kiedy raz sie wierzy a raz nie, ale czy to nie jest znak ze cos nie dziala? pytam bo sam probowalem afirmacje przy innym temacie i te hustawki mnie wykolejaly, nie wiedzialem czy to znaczy ze ide dobrze czy zle
Siedzę nad tym wątkiem od rana i mam takie wrażenie że to wszystko fajnie brzmi w teorii,ale w praktyec jak ktoś jest na prawdę zdruzgotany to nie ma siły nawet wstać rano, a co dopiero stawać przed lustrem i mówić do siebie. Czy nie ma jakiegoś prostszego punktu startowego, coś co nie wymaga tyle od razu?
No dobra, ja kiedyś słyszałam że można zacząć od samego jednego zdania na dzień, nawet nie afirmacji tylko zwykłego "dzisiaj dałam radę". czy coś takiego w ogóle się liczy czy to już za mało żeby coś zmienić? pytam bo wydaje mi się że dla kogoś kto jest na samym dnie to moze być lepszy start niż coś rozbudowanego
