Siedzę ostatnio z jednym problemem i nie wiem czy to tylko moje, dlatego piszę. Chodzi o wracanie myślami do błędów z przeszłości, takich naprawdę dawnych rzeczy, których już nie zmienię... Próbowałam różnych afirmacji, ale jakoś żadna nie "siada". Powtarzam sobie "wybaczam sobie", "bylam wtedy najlepsza jak mogłam" i tak dalej, a i tak po chwili te same myśli wracają. Ktoś miał podobnie? I czy w ogóle afirmacje tu pomogą, czy trzeba czegoś innego?
Uff, to jest klasyczny problem z afirmacjami - większość ludzi myśli, że wystarczy powtarzać zdanie i po sprawie. A umysł jest sprytniejszy. Jeśli masz głębokie przekonanie, że na prawdę zawaliłaś, to żadne "wybaczam sobie" tego nie przykryje, tylko wywoła jeszcze większy opór. To jak naklejanie plastra na ranę, ktora nie jest oczyszczona. Pytanie do ciebie - kiedy powtarzasz tę afirmację, to czujesz jakikolwiek oddech, choćby przez sekundę? Czy od razu całkowite zaprzeczenie wewnętrzne?
Ja miałam bardzo podobnie! I wiem skąd to się bierze. Jak afirmacja jest za duże skok od tego co naprawdę czujemy to mózg ją odrzuca jak ciało odrzuca przeszczep xD trzeba zacząć od czegoś mniejszego, tak powoli 🙂 Zamiast "wybaczam sobie w pełni" coś w stylu "jestem gotowa by zacząć rozumieć tamtą siebie". to jest zdanie ktore nie kłamie, nie jest wielkim skokiem i mozna je powtarzać bez tego wewnetrznego buntu.
Ojej, czytam i mam pytanie bo nie bardzo rozumiem - czy te afirmacje robi się rano czy wieczorem? Bo słyszałam że rano działa inaczej na umysł i dlatego rano są lepsze, ale nie wiem czy to prawda. I czy mówić głośno czy wystarczy w głowie?
Nie chcę burzyć nastroju ale szczerze, to trochę brzmi jak autosugestia i tyle. Powtarzasz coś wystarczająco długo i w końcu zaczynasz wierzyć, nawet jeśli to nieprawda. Czy to nie jest trochę... oszukiwanie samej siebie?
A jak długo to w ogóle trwa zanim efekty bedą widoczne? bo czytam takie rzeczy że 21 dni i po wszystkim, a gdzies indizej ze to kwestia miesięcy. Który z tych terminów jest bliżej prawdy bo trochę to sprzeczne
Joj, ja mam pytanie do Gruszanki - te błedy z przeszłosci o których piszesz to są rzeczy, które skrzywdziłas kogoś innego czy raczej wybory ktore zaszkodził tobie? 🙂 Bo wydaje mi sie ze to dwie różne rzeczy i moze inaczej to dziala
Joj, to co Gruszanka opisuje to zupełnie inny przypadek niż odpuszczenie sobie własnych błędów. Kiedy w grę wchodzi krzywda wyrządzona komuś innemu, samo afirmowanie "wybaczam sobie" bez zadnego kroku naprawy czy choćby uznania - to morze działać jak ucieczka, nie jak praca z sobą. najpierw trzeba sobie jasno powiedzieć co zrobiłaś i że to było złe, bez obrony. I dopiero wtedy te afirmacje mają grunt. inaczej to jest przykrywanie.
tesz mam ten problem z wracaniem do przeszłości i strasznie mnie to męczy. Ale mam inne pytanie - czy ktoś próbował łączyć afirmacje z medytacją? mhm, słyszałam że to działa lepiej bo jesteś wtedy w innym stanie umysłu i łatwiej przyswoisz nowe przekonania. Ale nie wiem od czego zacząć medytację jeśli nigdy wcześniej tego nie robiłam
No cóż, śledzę to od pierwszego posta i mam szczery sceptycyzm. Nie przeszkadza mi że ludzie to robią, ale czy jest jakiś bardziej konkretny mechanizm działania, czy to jest po prostu "powtarzaj i wierz"? Pytam serio, nie złośliwie.
Oho,A czy są jakies konkretne afirmacje ktore sprawdziły sie innym przy tym temacie? bo ta dyskusja jest fajna ale konkretów mało. Szukam czegoś gotowego do spróbowania
No to ja zapytam wprost bo troche sie pogubilam w tej dyskusji - czy ktos moze po prostu napisac kilka konkretnych afirmacji ktore sa dobre na to zeby odpuscic sobie bledy? chce sprobowac ale nie wiem od czego zaczac i te wszystkie teorytyczne rzeczy sa ok ale chcialbym cos gotowego
Do Baltazara - Frydka ma rację w tej kwestii ale dodam jedną rzecz. To co ona podaje jako przykłady to afirmacje w formie opisowej a nie deklaratywnej, i to jest właśnie ten kierunek o którym była mowa wcześniej w wątku. Zamiast "wybaczam sobie" które brzmi jak rozkaz dla siebie samego, masz stwierdzenie o stanie rzeczy. Umysł łatwiej to przyjmuje bo to nie jest tak rażące wewnętrznie. Jeśli jednak konkretna sytuacja dotyczy też krzywdy wyrządzonej komuś bliskiemu, to ta warstwa afirmacyjna to dopiero połowa roboty ale to już Bolo84 lepiej ode mnie wyjaśnił wcześniej
Wracam do tego co Bolo napisał kilka postów wyżej, bo to we mnie siedzi. Że bez kroku naprawy to jest ucieczka 🙂 I mam z tym problem bo w moim przypadku ta osoba której zrobiłam krzywdę nie chce ze mną rozmawiać. Nie mam jak nic naprawić w sensie zewnętrznym. I teraz utknęłam z tym pytaniem - czy afirmacje mają w ogóle sens kiedy nie ma możliwości żadnego działania na zewnątrz? Czy to jest wtedy naprawdę przepracowanie, czy jednak ta ucieczka o której mówił?
To ważne pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi, ale powiem tak: naprawa nie zawsze jest możliwa na zewnątrz i to nie jest twoja wina jeśli ta osoba nie chce kontaktu. Sens afirmacji w takiej sytuacji zmienia się trochę, nie chodzi już o to żeby zagłuszyć poczucie winy, ale żeby przejść przez pełen proces, uznać co się stało, przyjąć że nie możesz cofnąć, i zdecydować co dalej ze sobą. To się różni od "no trudno, odpuszczam i zapominam". Pytanie do ciebie: czy naprawdę uznałaś w sobie to co się stało, bez umniejszania, zanim wogóle zaczęłaś od afirmacji?
