Ostatnio siedzę nad jednym tematem i nie daje mi spokoju. Chodzi o afirmacje przy ograniczeniach fizycznych, takich które poprostu są i nie znikną. Nie mówię o "przyciąganiu zdrowia" i wishful thinking, tylko o prawdziwej akceptacji - że coś jest jak jest, i że można z tym żyć nie walcząc z tym bez przerwy. Pracuję z tym od jakiegoś czasu i zauważam, że afirmacje w sytlu "jestem zdrowa i silna" kompletnie u mnie nie działają, bo moje ciało wie swoje i wychodzi jakiś wewnętrzny zgrzyt. Natomiast coś w stylu "moje ciało robi co moze i to wystarczy" idzie jakoś inaczej. Czy ktoś próbował podobnych sformułowań? Ciekawi mnie jak inni do tego podchodzą, bo wydaje mi się że tu natura ciała jest jakimś ważnym elementem układanki - my nie jesteśmy od niej oddzieleni, tylko z niej wychodzimy.
To jest akurat coś, o czym rzadko się mówi wprost. Większość materiałów o afirmacjach zakłada, że cokolwiek sobie powiemy wystarczająco wiele razy, to się "zamanifestuje" - i to jest wlasnie ten problem. Ciało ma swoją pamięć i swoją naturę, nie można go przeprogramować jak komputera samymi słowami. Widziałam wiele osób, ktore przez lata powtarzały sobie że są zdrowe i silne, a jedynym efektem był narastający dysonans między tym co mówią, a tym co czują. Gruszanka, to co opisujesz - ten "wewnętrzny zgrzyt" - to jest sygnał, że afirmacja jest nieszczera dla twojego układu nerwowego. Nie kłamstwo, ale niezgodność częstotliwości, powiedzmy. no, sformułowania pokroju "moje ciało robi co może" działają inaczej, bo nie zaprzeczają temu co jest... To nie jest kapitulacja, to jest współpraca z naturą własnego ciała zamiast walki z nią. Ale mam pytanie do całej dyskusji - czy ktos próbował afirmacji kierowanych do konkretnej części ciała, nie do ciała jako całości?
Halineczkaa, to z tymi konkretnymi partiami ciała - tak, próbowałam. I działa zupełnie inaczej niż ogólne. Jak miałam długo problem z ramieniem po urazie, to zamiast "jestem zdrowa" zaczęłam mówić do tego ramienia bezpośrednio, coś jak "dziękuję ci że wciąż próbujesz" 😛 Brzmi dziwnie, wiem. Ale to przesunęło mój stosunek do tej części ciała z frustracji na coś bliższego współpracy. Czy to zagoiło ramię szybciej? Nie wiem, nie mam kontrolnej grupy porównawczej. ale przestałam mieć ten wewnętrzny opór przeciwko własnej ręce, a to już coś.
Wejdę Wam w słowo na chwilę, ale jestem ciekawa jednej rzeczy.. 🙂 Piszecie o pracy z ciałem przez afirmacje - czy to ma jakiś związek z tym jak różne tradycje postrzegają ciało fizyczne? Bo czytałam coś o tym że w niektórych podejściach ciało to nie jest coś oddzielnego od reszty, tylko jak by jeden z poziomów tej samej rzeczy. I wtedy morze ta "współpraca" o której mówi Bylica ma głębszy sens niż tylko psychologiczny? Albo się mylę?
Iolit96, nie mylisz sie, tyle ze to jest stary temat i bardzo rozny w zaleznosci od tradycji. W szamanizmie cialo to dosłownie dom duszy, i jak dom jest zniszczony to trzeba go naprawiac z szacunkiem a nie go wyburzac i budowac nowy. Podobnie w wielu tradycjach slavianskich - cialo mialo swoja wlasna swiadomosc, odrebna ale zwiazana z reszta. Wiec aifrmacja jako rozmowa z cialem a nie rozkaz dla ciala - to ma sens w tym kontekscie. Inna sprawa ze wspolczesne "prawo przyciagania" to jest mocno uproszczona wersja tego wszystkiego i stąd te problemy ktore opisuje Gruszanka
Gruszanka, Cieszę się, że ktoś o to pyta i powiem szczerze, że tak - różne pory roku rzeczywiście wpływają na to co pasuje z ciałem. Latem moje ciało chce silnych, energicznych potwierdzeń. Zimą raczej coś spokojniejszego, bardziej w stylu akceptacji stanu spoczynku. To nie jest teoria, to jest obserwacja z lat praktyki. ale uwaga - to nie znaczy że zimowe ograniczenia to "zła energia", tylko że ciało ma cykl i afirmacja która nie uwzględnia tego cyklu jest jak sadzenie pomidorów w grudniu. Możesz sadzić, ale nie licz na rezultat. Co do Bylicy i tej rozmowy z konkretną częścią ciała - całkowicie to potwierdzam z własnego doświadczenia. Ale tu chcę ostrzec przed jedną pułapką. Niektórzy zaczynają traktować tę praktykę jako metodę uzdrawiania i oczekują fizycznych efektów. To jest droga donikąd. chodzi o relację z ciałem, nie o wynik.
Czytam tę rozmowę i mam trochę inne pytanie. czy afirmacje dla ciała mają sens, jeśli to ograniczenie jest od urodzenia? Bo mam wrażenie że większość tego o czym piszecie dotyczy jakby czegoś co się pojawiło i z czym trzeba się pogodzić. A jak cos jest całe życie, to czy akceptacja jest wogóle możliwa tą drogą, czy raczej to jest coś innego, nie wiem, jakieś głębsze przepracowanie?
