Ojej, długo się wahałam, ale zakładam temat, szukałam czegoś takiego i nie znalazłam. Chodzi mi o afirmacje konkretnie dla osób które mają problem z tym żeby cieszyć sie ze szczęscia innych. Wiem że to brzmi może dziwnie ale chyba nie jestem jedyna. Widzę że koleżanka dostała awans i zamiast sie cieszyć to czuje jakiś nieprzyjemny ścisk w środku. Albo jak ktoś wrzuca zdjecia z wakacji to zamiast "o super" to mam w głowie "czemu nie ja". I to jest okropne uczucie bo wiem że to złe ale nie umiem tego wyłaczyc. Próbowałam poprostu mówić sobie "cieszę się za Anię" ale to jest takie... puste. Jakby słowa szły w powietrze. Czy są jakieś konkretne afirmacje do pracy z zawiścią? Albo może coś innego żeby wogóle dojść do stanu gdzie można szczerze komuś kibicować?
O rany, to jest dokładnie mój problem i nigdy nie wiedziałem jak to nazwać. Myślałem że jestem po prostu złym człowiekiem. U mnie to najgorzej wychodzi przy sukcesach znajoymch w pracy albo jak ktoś zaczyna związek kiedy ja jestem sam. To nie jest tak że im źle życzę, ale jest taki moment gdzie mam wrażenie że ich szczęście jakoś odbiera mi możliwości. Jakby był jakis limit i ktoś go wykorzystał... Głupie wiem, ale tak to czuję
Ten problem ma swoją nazwę w psychologii - to porównywanie społeczne i poczucie niedoboru. Afirmacje mogą tutaj pomóc ale trzeba podejść do tego w odpowiedniej kolejności, bo jeśli za szybko zaczniesz mówić "kocham sukcesy innych" to twój umysł to odrzuci jak fałszywe. Najpierw trzeba przepracować to co jest pod spodem, czyli to poczucie że świat jest grą o sumie zerowej - że coś co ma ktos inny, tobie odbiera. Polecam zaczynać od neutralnych afirmacji, nie od razu pozytywnych. Np. "moje dobro nie zależy od cudzego niepowodzenia" albo "jest wystarczająco dużo dla każdego z nas". To jest spokojniejszy wstęp zanim dojdziesz do "cieszę się z sukcesów innych".
Nie chce gasić entuzjazmu ale mam jedno pytanie do tej "kolejności afirmacji" - skąd wiadomo że akurat ta sekwencja działa? Bo brzmie to logicznie i rozumiem tok rozumowania ale logiczne brzmiące rzeczy nie zawsze są prawdziwe. no cóż, czy ktoś to faktycznie testował na sobie, czy to jest teoria? Sam z afirmacjami mam mieszane doświadczenia - u jednych działa, u innych placebo.
Dobra, to przynajmniej uczciwa odpowiedź 🙂 Ta kwestia z "odrzucaniem przez umysł" - to jest coś co faktycznie mnie przekonuje bardziej niż abstrakcyjne "przyciągaj dobro". Jak mówisz sobie coś w co absolutnie nie wierzysz to mózg to wie i efekt jest żaden. To ma sens nawet bez ezoteryki
A czy to w ogóle jest ok mówić afirmacje na głos czy można tesz tylko w myślach? Bo u mnie w domu nie mam prywatności żadnej i wstydziłabym sie jak ktoś usłyszy. Pytam bo może to ma znaczenie?
Ech, A ja mam inne pytanie, morze trochę z boku tematu. to co napisałem wczesniej, że ich szczęście "odbiera mi możliwości" - czy to wogóle można przepracować samymi afirmacjami? Bo to brzmi jak coś głębszego i zastanawiam sie czy afirmacja to nie jest za mało na takie przekonanie. Mialem epizod że powtarzałem cos przez miesiąc i potem jeden moment zawiści i jakby wszystko wracało do zera.
No właśnie też miałam to samo co Marcel i Chryzoprazka. Jeden moment i reset. Może za mało czasu? Albo może afirmacje same w sobie to za mało i trzeba jeszcze coś innego równolegle?
Myslę że to kwestia tego czy trafiłaś w przekonanie które leży pod spodem albo tylko w jego objaw. Jak mówisz "cieszę się z sukcesów innych" a pod spodem siedzi "nie jestem wystarczająco dobra" to ta pierwsza afirmacja nic nie zmienia bo atakuje symptom nie źródło. Dlatego według mnie powinno sie najpierw zapytać - skąd wogóle to poczucie że czyjeś szczęście mi zagraża? Co konkretnie mi odbiera?
Nie do końca kupuję że same słowa cokolwiek zmieniają w środku 😀 Ale rozumiem że chodzi bardziej o taki trening uwagi - zeby przez chwilę dziennie wychodzić z tego automatycznego trybu myślenia. Czy tak to rozumieć? Bo wtedy ma to dla mnie jakiś sens.
