Ostatnio dużo czytam o afirmacjach i utknęłam na jednym miejscu. Wszędzie piszą żeby "puścić" po tym jak zrobisz afirmację, nie przywiązywać się do wyniku ale jak mam jednocześnie powtarzać że coś JEST (np. jestem zdrowa, mam pieniądze) i jednocześnie nie kontrolować czy to przychodzi? To sie wyklucza chyba? Bo jak powtarzam z przekonaniem, to naturalnie zaczynam sprawdzać czy już jest efekt. A jak sprawdzam to podobno blokuję. Ktoś to jakoś sensownie wytłumaczył sobie?
To jest klasyczna pułapka i rozumiem skąd się bierze. Problem polega na tym ze afirmacja ma przeprogramowac przekonanie, a nie zamówić towar z dostawą. Te dwie rzeczy ludzie mieszają i potem się dziwią że "nie działa". Kontrolowanie efektu to sygnał że nadal nie wierzysz w to co powtarzasz. Gdybyś naprawdę wierzyła że jesteś zdrowa, to byś nie sprawdzała czy już jesteś. Sprawdzanie jest dowodem że afirmacja jeszcze nie siadła jako przekonanie, tylko chodzi jak pusta formułka.
No ale zaraz, hm, nie do końca bym to spłaszczała do fizjologii. Nie mówię ze nie ma racji co do napięcia mięśniowego, ale to "puszczanie" ma też realny wymiar psychologiczny który jest pomijany. Kiedy bardzo kurczowo trzymasz się rezultatu afirmacji, to w praktyce cały czas masz aktywny wewnętrzny obserwator który mierzy dystans między tym co jest a tym co afirmujesz 😀 I to jest właśnie to co blokuje. Nie energia w jakimś mistycznym sensie ale ta nieustanna porównywarka. Ona zżera więcej uwagi niż sama afirmacja.
Tak, to jest jeden ze sposobów i dość skuteczny przy na początku. Ale to nie jest rozwiązanie docelowe tylko raczej kula dla złamanej nogi. docelowo chodzi o to żeby sam stan po afirmacji był wystarczająco stabilny że nie potrzeba ucieczki uwagi... Jak musisz się rozpraszać żeby nie sprawdzać, to znaczy że pracujesz nad powierzchnią, nie nad przekonaniem.
No ale wróćmy do pytania z tytułu bo trochę się rozjechaliśmy. Kiedy TRZEBA puścić a kiedy trzymać? Bo czytałam w kilku miejscach że afirmacje połączone z silną emocją działają lepiej, więc to trzymanie i angażowanie się emocjonalnie jest CELOWE. A potem masz puścić. Jak to ma wyglądać w praktyce - angażujesz się, potem odcinasz? To nie jest niespójne?
A to co się dzieje z tą skumulowaną energią intencji kiedy się ją puszcza? Gdzieś czytałam że nieużyta energia afirmacji zostaje w polu i albo się rozprasza albo wraca do osoby w jakiejś innej formie. Brzmi trochę magicznie ale ciekawi mnie czy ktoś miał takie doświadczenie że po porzuceniu afirmacji cos nagle wróciło inaczej?
Nie wiem czy dobrze rozumiem to puszczanie. Czy chodzi o to że robisz afirmację, a potem zachowujesz się jakby już było spełnione i nie wracasz do tematu? Czy raczej że możesz myśleć o tym, ale bez tego napięcia? Bo jak dla mnie to pierwsze brzmi niemożliwie a drugie wymaga lat praktyki chyba
Dobre pytanie i dobrze że je zadajesz bo te dwa warianty to na prawdę różne rzeczy. To pierwsze - zachowywanie się "jak by juz było" - to technika z kręgów prawa przyciągania i ma sens tylko jeśli to naturalne, nie wymuszone. Wymuszone udawanie że masz coś czego nie masz to tylko kolejna forma kontroli, tylko w przebraniu. to drugie - myślenie bez napięcia - jest bliższe temu co ma na myśli większość tradycji kiedy mówią o puszczaniu. Chodzi o obojętność wobec wyniku przy zachowaniu intencji. Można chcieć i jednocześnie nie uzależniać od tego swojego spokoju. Brzmi abstrakcyjnie ale w praktyce poznasz to jak to poczujesz. Nie da się tego zagrać.
