Ostatnio mocno mnie to uderzyło podczas swojej pracy z afirmacjami. Zaczęłam robic serię afirmacji związanych z awansem,z większymi pieniędzmi, z tym żeby wreszcie wyjść z tego miejsca gdzie tkwię od lat. I wiecie co? Po jakichś dwóch tygodniach zrobiło mi się fizycznie niedobrze na myśl o tym, że to może się naprawdę wydarzyć. Nie strach przed porażką, bo o tym dużo się mówi, tylko coś odwrotnego - strach że się uda. Że zmienię status, że ludzie wokół mnie się zmienią że stracę coś znajomego. Ktoś z was pracował z tym? Bo afirmacje jakby otwierają drzwi i nagle widać co za nimi stoi, a nie zawsze to jest miłe
To o czym piszesz to klasyczny konflikt między świadomym życzeniem a nieświadomym systemem przekonań. Afirmacje działają na poziomie kory, ale lęk przed zmianą statusu siedzi głębiej - w tym co psychologia nazywa tożsamością grupową. Zmienisz się, wyróżnisz się z rodziny, ze środowiska, z grupy znajomych. I mózg to czyta jako zagrożenie odrzucenia, nie jako sukces. Afirmacja mówi "chcę więcej", a jakiś starszy system odpowiada "ale wtedy nie będziesz już swoja". I tu jest właśnie problem z prostymi afirmacjami - pompują chęć bez adresowania tego co leży pod spodem.
Zgadzam sie z Morion.ka w kwestii konfliktu warstw, ale chcę dodać coś do tej układanki. To co opisuje Gizelka83 to w tradycji pracy energetycznej czasem nazywa się "zwojem bezpieczeństwa" albo po prostu blokadą statusu 🙂 Energetycznie rzecz biorąc, mamy zakodowane pole relacyjne z naszym otoczeniem, z rodziną, z grupą. Kiedy zaczynamy afirmować zmianę, to pole dosłownie odczuwa opór, bo nowa wersja nas nie pasuje do obecnej siatki energetycznej połączeń... I ciało to sygnalizuje - właśnie przez mdłości, ucisk w klatce, niepokój bez powodu. Nie mówię że to jest jedyna interpretacja, ale z mojego doświadczenia to jest jeden z bardziej spójnych modeli wyjaśniających właśnie takie sytuacje jak twoja
Trochę z boku ale ale nie rozumiem jednej rzeczy. Jeśli afirmacje mają przeprogramowywać przekonania, to dlaczego wywoływałyby takie objawy? Myślałam że to ma działać pozytywnie, nie wywoływać mdłości czy opór. To nie znaczy że może są złe dla danej osoby?
Oj tam,no właśnie, ja tesz tak to czuję - że te mdłości to był sygnał, nie błąd. Ale mam pytanie do Rozalindy - co znaczy "rozeznać skąd pochodzi"? Jak to praktycznie zrobić? Medytacja nad tym, pisanie, coś innego?
Kilka metod i każda daje co innego. Pisanie to dobry start - pytasz siebie wprost: "co się stanie jeśli mi się uda?" i zapisujesz wszystko bez cenzury, pierwsze co przyjdzie. Często po 10 minutach takiego pisania wychodzi coś konkretnego, np. "mama mówiła że nie pchaj się wyżej niż twoje miejsce" albo "jak będę bogata to przyjaciele odejdą" 🙂 To nie jest analiza, to jest wydobycie. Medytacja też działa ale wymaga wprawy żeby nie uciec w wyobrażenia zamiast obserwować. Ja osobiście polecam najpierw pisanie, bo materiał zostaje na papierze i można z nim pracować potem.
Ciekawy wątek. Ja miałam podobnie ale z innym aspektem - nie bałam się że stracę relacje, tylko że jak mi się uda to będę musiała utrzymać ten poziom... I to był większy strach niż sam sukces. Afirmacje zaczęłam modyfikować w kierunku procesu, nie wyniku. Zamiast "jestem bogata" coś jak "rozwijam się w swoim tempie" albo "każdy krok przybliża mnie do mojego życia". Trochę mniej nośnie brzmi ale mój wewnętrzny system przestał protestować tak ostro 😛
Przyznam szczerze że trochę mi się to wszystko kręci w głowie... Okej, rozumiem że są różne rodzaje afirmacji i że lęk to sygnał, ale - i tu mam pewien sceptycyzm - czy nie jest tak że jak bardzo chcemy wierzyć w działanie jakiejś praktyki, to każdy efekt interpretujemy jako potwierdzenie? Mdłości - to znak że afirmacja zadziałała. Brak mdłości - to znak że afirmacja jest bezpieczna. Jak można to sfalsyfikować?
A czy można te afirmacje robić głośno czy muszą być w głowie? bo czytałam różne rzeczy i jedni mówią że głośno ma większą moc a inni że ważne co czujesz w środku, nie jak mówisz.
Wracając do wątku głównego - bo pytanie Rydwanki jest okej, ale trochę odbiegamy. Chciałam zapytać o konkretny aspekt który tu się pojawił, a nikt go nie rozwinął. Rozalinda pisała o "siatce energetycznej połączeń" z otoczeniem. Mnie to trafia intuicyjnie, bo faktycznie jak pracuję z afirmacjami sukcesu, to mam wrażenie że gdzieś w środku słyszę jak to wpływa na moje wyobrażenie relacji z bliskimi 😛 Czy jest jakaś praktyka która adresuje właśnie tę część - nie sam lęk ale konkretnie tę więź energetyczną z rodziną? Bo modyfikacja afirmacji to jedno ale jeśli to jest na poziomie połączeń to chyba trzeba coś więcej?
Oho, czytam ten wątek od początku i mam pytanie bo trochę się zgubiłam. Ta "siatka energetyczna połączeń" o której pisze Rozalinda - to jest coś co się poprostu czuje, czy to trzeba jakoś specjalnie zobaczyć? Bo nie wiem czy ja bym w ogóle wiedziała że mam taki problem z więzią jeśli nikt mi tego nie pokaże.
O matko, to jest dokładnie to co u mnie! Ja zawsze myślałam że jestem po prostu empatyczna i martwię się o innych, a tu się okazuje że to może być blokada. To trochę przestawia myślenie o sobie, serio.
Ale chwila, bo mi coś tutaj nie gra. Martwienie się o innych jak nam idzie dobrze to hyba zwykła ludzka cecha, nie? Trochę mam wrażenie że to forum potrafi każdą normalną rzecz przemianować na "blokadę energetyczną" albo "nić". Skąd wiadomo kiedy to jest naprawdę duchowy problem a kiedy poprostu normalna ludzka emocja?
To jest spór który można by ciągnąć w nieskończoność i oba obozy mają trochę racji. ktoś kto pracuje psychologicznie dojdzie do tych samych wzorców co ktoś pracujący energetycznie, tylko innymi ścieżkami. pytanie praktyczne jest inne: ktory język i które metody działają dla konkretnej osoby. ech, dla jednej osoby analiza przekonań w gabinecie terapeuty. Dla innej afirmacja z intencją i uziemienie. efekt ma być ten sam - ruszenie z miejsca.
Właśnie tu mam dylemat i wracam do tego co Gizelka83 opisywała na początku. Te mdłości i opór podczas pracy z afirmacjami - jeśli potraktujemy to tylko jako psychologię, to idziemy do terapeuty. Jeśli energetycznie, to modyfikujemy praktykę. Ale co jeśli trzeba jedno i drugie jednocześnie? Czy są tu osoby które łączyły te podejścia i jak to wyglądało w praktyce?
Ja właśnie o to pytałam na początku tego wątku i teraz mam wrażenie że zaczyna mi się to wszystko składać w całość. Henryka59, to co opisujesz - że terapia bez energetyki staje - to pasuje. Bo ja chodziłam na coaching przez pół roku i czułam że "wiem ale nie czuje". Rozumem ogarniałam skąd te lęki, ale w ciele nadal cos blokowało. Dopiero jak zaczełam pracę z afirmacjami i oddechem jednocześnie cos drgnęło... Więc morze właśnie o to chodzi.
Prześledziłam ten temat i wiem że znowu będę tą sceptyczką ale muszę zapytać. Henryka59 mówi że razem działało szybciej, Gizelka83 że drgnęło jak połączyła metody. Ale skąd wiadomo że zadziałała ta konkretna kombinacja a nie po prostu... czas? Albo że byłyście po prostu gotowe na zmianę w tym momencie? Nie podważam doświadczenia, serio, tylko zastanawiam się jak to odróżnić.
