Ostatnie miesiące były dla mnie strasznie intensywne, żeby nie powiedzieć wyczerpujące. Przeszłam przez swój własny rozwód, a teraz jestem z nowym mężczyzną, który też za kilka dni jedzie na swoją rozprawę. Jego rozwód powinien zostać orzeczony bez przeszkód, to akurat pewne.
Ale martwi mnie co innego... jego córeczka ma dopiero 2 latka i właściwie ojca nie zna, widziała go dosłownie kilka razy jak była malutka. Ja sama mam córkę, kilka miesięcy starszą od niej, wiec rozumiem jak ważna jest ta więź. Chciałabym żeby partner mógł spotykać się z dzieckiem, naprawdę zależy mi na tym, ale dzieli ich ponad 500 km i to jest po prostu ogromna przeszkoda.
Żona mojego partnera to osoba bardzo trudna w kontaktach, porywcza, i jasno dała do zrozumienia że nie ma mowy o żadnych wyjazdach dziecka do nas. Jej główne żądanie to wysokie alimenty i na tym koniec rozmów z jej strony.
Bardzo chciałabym żeby kiedyś ta mała mogła być z nami, żebyśmy mogli stworzyć jej jakis normalny dom. Czy ktoś z Was wie, czy jest w ogóle jakaś szansa że to się ułozy? Czy takie sytuacje sie zdarzają, że dziecko w koncu trafia do ojca mimo takiej postawy matki?
Sprawa wcale nie jest taka prosta jakby mogło się wydawać...
Jestem szczerze zaskoczona tym, co tu przeczytałam...
