Witam... nie wiem czy można tu zadać kilka pytań, ale bardzo proszę o pomoc. Urodziłam się 29.01.1983. Jakiś czas temu poznałam chłopaka, ur. 13.12.1980. Zakochałam się w nim bez pamięci, ale rodzice byli bardzo przeciwni, bo widzieli ile przez niego płakałam. Kiedy mimo to dalej o niego walczyłam, powiedzieli że powinnam się wyprowadzić i nie chcą ze mną rozmawiać. Zostałam kompletnie sama... bo nawet ten chłopak, który mówi ze mnie kocha, jakoś nie bardzo mi pomaga i nie staje przy mnie.
Chciałabym się dowiedziec czy w końcu spotkam szczęśliwą miłość, żeby nie czuć się tak opuszczoną. Czy może on w końcu zrozumie ile traci? I czy z rodzicami da sie jakoś ułożyć relację...
Bardzo proszę o odpowiedź. Potrzebuje przede wszystkim prawdy, bo mam strasznie namieszane w głowie i nie wiem już co mam myśleć.
w tym układzie to ty dajesz z siebie wszystko, a on po prostu bierze i tyle... taka znajomość raczej nie wyszła ci na dobre, bo zamiast coś wnieść do twojego życia, to tylko namieszała i nic poza tym.
on jest po prostu takim łobuzem no, nieodpowiedzialnym, niepoważnym facetem :/ ten związek nie ma za bardzo przyszlosci...
Wielu poleca kogoś na fali jednego udanego spotkania, a to trochę za mało. Sensowna osoba powie wprost, czego nie widzi, i to jest dobry znak.
Ile do tego dołożysz, tyle wyjdzie z tego na końcu.
