Wiadomo, że takie teksty wyglądają jak reklama, bo właściwie są reklamą. Ktoś tu zachwyca się jakąś wróżką, opisuje jak cudownie odmieniła jej życie i na końcu odsyła do strony z usługami. Serio, to tyle.
Rozumiem, że ludzie szukają pomocy kiedy coś się w życiu wali i wszystko idzie nie tak. Sama przez to przechodziłam, więc nie będę się wyśmiewać. Ale ten wpis to klasyczny schemat marketingowy: najpierw pytania o wasze rozczarowania i zmarnowane pieniądze na wróżki, potem opis „tej jedynej prawdziwej” osoby, która oczywiście jest inna niż wszystkie poprzednie.
Ile razy już czytałam podobne rzeczy na różnych forach... zawsze jest ta sama narracja. „Też nie wierzyłam, ale spróbowałam i stało się coś niesamowitego.” Nie mówię że każdy kto w coś wierzy jest naiwny, bo sama interesuję się ezoteryką od lat. Ale tu mamy wyraźnie kogoś, kto promuje płatne usługi, a nie dzieli sie doswiadczeniem w dobrej wierze.
Jeśli naprawdę chcesz komuś na tym forum pomóc, to opisz konkretnie co ta osoba ci doradziła, jak wygladało spotkanie, co zrobiła. Bez odsyłania gdzieś na zewnątrz. Wtedy można porozmawiać normalnie.
Szczerze mówiąc, odczucie było trochę jak wtedy gdy gryzie się lód nieumytymi wcześniej zębami... takie nieprzyjemne ukłucie, niechciany sygnał do głowy. Albo jak otwieranie kolejnej wiadomości od jednego z tych wydawnictw rozsyłających oferty, do których kiedyś, przez nieuwagę, człowiek się zapisał i jakoś nie ma serca wypisywać się, żeby nie sprawiać przykrości. Zresztą z żadnej oferty nie skorzystałem i raczej nie zamierzam, ale cóż... litość potrafi być uciążliwa 🙂 Na szczęście te wydawnicze maile przynajmniej szanują podstawowe zasady języka polskiego i to jakoś ratuje sytuację. Gdyby tego nie robiły, nawet moja cierpliwość wobec tego świata by się skończyła
