To wszystko brzmi genialnie w teorii, ale w praktyce... jak wy utrzymujecie codzienną dyscyplinę? Medytacja, rytuały, świadoma praca z intencją - to wymaga czasu i energii.
Wrócę jeszcze do synchroniczności, bo to dla mnie kluczowa sprawa. Jung pisał, że synchroniczność to "znaczący zbieg okoliczności bez związku przyczynowego". Artykuł próbuje to wyjaśnić przez filtrowanie percepcji i to ma sens. Ale... czy to wystarczy?
Może nie musimy wszystkiego wyjaśniać? Mogę używać wiedzy naukowej tam gdzie ona pomaga (neuroplastyczność, efekt placebo), a jednocześnie zostawić miejsce na to, czego jeszcze nie rozumiemy (synchroniczność, intuicja)?
No dobra, po tej całej dyskusji kto zmienia coś w swojej praktyce? Bo ja definitywnie zaczynam robić pełną wizualizację wielozmysłową przy następnym rytuale.
Ja testuję tę metodę z 10 minutami medytacji przed każdym rytuałem. I będę świadomie budować te ścieżki neuronowe przez codzienną praktykę.
Ja jestem ciekawy tej części o epigenetyce. Będę śledził badania w tym temacie. Może da się jakoś mierzyć wpływ długoterminowej praktyki magicznej na zdrowie?
A ja dalej będę robić swoje i obserwować synchroniczność, nawet jeśli nauka tego nie wyjaśnia. Bo doświadczenie jest ważniejsze niż teoria 🙂
Zastanawiam się jeszcze nad jedną kwestią - jak ta wiedza o neuroplastyczności może pomóc w pracy z traumą? Bo jeśli możemy "przeprogramować" mózg przez rytuały, to czy można w ten sposób leczyć stare rany?
