Temat jezydyzmu jest w Polsce kompletnie pomijany. Większość ludzi, jeśli w ogóle coś słyszała, to kojarzy jezydów z „wyznawcami diabła", co jest totalnym nieporozumieniem. Melek Taus to nie szatan w rozumieniu chrześcijańskim czy islamskim. To anioł, który przeszedł transformację – zbuntował się, żałował, ugasił łzami ogień piekielny i Bóg powierzył mu władzę nad światem. To zupełnie inna narracja niż historia upadłego Lucyfera.
Całe to nieporozumienie wynika z języka. Jedno z imion Melek Tausa to Shaytan – a to w arabskim brzmi jak „szaitan", czyli szatan. I muzułmanie od wieków wykorzystywali to fonetyczne podobieństwo, żeby uzasadniać prześladowania. Grobowce jezydzkich przywódców nazywane były „Beit Shaytan" – Dom Szatana. To czysta manipulacja lingwistyczna, która kosztowała życie setki tysięcy ludzi.
