Ostatnio przyśnił mi się bardzo dziwny sen, do tej pory nie daje mi spokoju...
Szłam do spowiedzi, zaczęłam się spowiadać, doszłam już do „więcej grzechów nie pamiętam” i nagle ksiądz wstaje, bo gdzieś było podniesienie, i po prostu wychodzi. Zostawia mnie tak w pół zdania.
Zaraz pojawia się drugi ksiądz, z jakimś plikiem kartek, i każe mi zaczynać od początku. Mówię mu, że już zaczęłam i chcę po prostu dokończyć, a on, że nie, bo musi wypełnić jakieś rubryczki i sporządzić sprawozdanie... jakieś rubryczki, rozliczenia. Denerwuje mnie to, więc mówię, że jak mi nie udzieli rozgrzeszenia to idę do biskupa. On wtedy takim jakby zmęczonym głosem: „no dobrze, udzielam ci rozgrzeszenia”. Odchodzę, całuję stułę, idę do ławki, klękam, a obok mnie jakaś wielka kolejka ludzi czekających na spowiedź...
I tyle. Obudziłam się bez żadnego wyjaśnienia i naprawdę nie mam pojęcia co to może oznaczać 🙁 czy ktoś ma jakiś pomysł?
Ciekawy temat, i to nie byle jaki 🙂
Dziwne to jest, nie powiem...
