miałam taki sen dziś w nocy, właściwie to pojawił się zaraz po umyciu głowy, co mnie trochę zaskoczyło.
Była stacja kolejowa, mroczna, pełna pajęczyn, ze starymi meblami, ale zupełnie opustoszała. Parecz mnie uderzyło, że to miejsce było wyraźnie odcięte, jakby za jakąś niewidzialną barierą. Parapsychologicznie rzecz biorąc, taki sen to klasyczny "sen zza żelaznej bramy", coś co odsłania progi podświadomości. Samą stację traktuję czysto symbolicznie, bez dosłownych skojarzeń geograficznych.
No i tu zaczyna się serce sprawy. Mama, nieżyjąca już od jakiegoś czasu, powiedziała mi we śnie, żebym może kupiła sobie mieszkanie. Kawalerka, aneks kuchenny, całkowicie ciemno i stare wnętrze, ale puste. Zapytałam ją skąd wziąć pieniądze, a ona spokojnie powiedziała, że ma jakieś 200 000 oszczędności. I się obudziłam.
Najbardziej wzruszyła mnie ta jej troska, bo wiadomo, z ZUSem u mnie jest krucho. Pracowalismy całe lata, czasem bez rejestracji, za rodziców harowanie po nocach, a uprawnień brak albo zbyt mało. Ona tymczasem podała sumę perfekcyjnie dopasowaną do dawnych rodzicielskich możliwości. Bardzo to był realistyczny sen, szczegółowy jak te pajęczyny na stacji...
Co wy na to? Komentujcie proszę, chętnie usłyszę różne spojrzenia. A może ktoś postawiłby karty?
Rozpisałam się już szerzej na innym forum, w dziale o duchach, więc tam można poczytać więcej szczegółów.
Ale wracając do tematu. ktoś naprawdę wierzy, że zagubione dziecko z nadajnikiem, rzekomo Irakijka, może mieć dowolny kolor skóry i rysy twarzy, nie mowiąc już o wieku? To trochę naciągane.
I jeszcze to pochodzenie, bo co właściwie robią uchodźcy z Iraku w tym miejscu. Żadnego hotelu tu nie ma, to nie Francja.
