Miałam ostatnio bardzo dziwny sen, z tych co się pamięta długo po przebudzeniu. Śniło mi się że wróciłam do czasów studenckich, konkretnie do miejsc które wtedy znałam najlepiej, stołówka, bufet, akademik. I byli tam ludzie, trochę dawni znajomi, trochę twarze których nigdy w życiu nie widziałam.
Rozmawialiśmy, siedzieliśmy razem i w pewnym momencie zauważyłam dziewczynę, bardzo piękną, ciemne kręcone włosy, ładna twarz. Miałam jakieś poczucie że ją znam, ale jednocześnie wiedziałam że nie, że to ktoś obcy. I nagle ktoś powiedział głośno że ona przecież nie żyje. I ja też to jakby nagle pojęłam, że mam przed sobą ducha.
Dalej zrobiło się zamieszanie. Jakiś kolega wbiegł z korytarza z przejęciem, mówił że zrobił jej zdjęcie i że widać na nim zarys czaszki. Dokładnie to pamiętam, te słowa i ten ton. Po tym ona przestała być miła, wycofała się za jakieś drewniane drzwi czy szlaban przy zapleczu bufetu i zaczęła się kulić. Powiedziała żebyśmy za nią nie szli. Pytaliśmy ją jak jest po drugiej stronie, ale milczała. Potem zaczęła znikać stopniowo, najpierw ciało, potem głowa, na końcu zostały tylko włosy i te też zniknęły. Wołaliśmy za nią „Aniu, wracaj!” co jest dla mnie zagadką, bo nigdy żadnej Ani tak naprawdę nie znałam...
Potem znalazłam się w akademiku, weszłam do jakiegoś pokoju i siedział tam nieznany mi chłopak, może dwudziestokilka lat. Powiedziałam mu że nie mogę przy nim zostać bo on nie żyje. Wyszłam, ale jeszcze kilka razy zajrzałam a on wciąż tam siedział i sie uśmiechał.
Pod koniec snu siedziałam przy długim stole i dosiadła się do nas Joasia, koleżanka która faktycznie zginęła w wypadku kilka lat po studiach. Od razu wiedziałam że jej nie ma wśród żywych, ale usiadła, porozmawiałyśmy chwilę. Ktoś szepnął mi na ucho żeby nie czekać na pożegnanie, bo ona po prostu zniknie. I tak właśnie bylo. No i jeszcze kolega wspomniał że Joasia pojawia się zawsze kiedy ma się coś ważnego wydarzyć.
Sen był bardzo realistyczny, zupełnie nie koszmarny. Nie bałam się, czułam sie tam dobrze, a jak się obudziłam to byłam wręcz rozczarowana. Ciekawe co o tym myślicie, ten motyw mieszania się świata żywych i umarłych wydaje mi się nieprzypadkowy.
Nocne mary, koszmary... wiesz, mam wrażenie że to po prostu wyobraźnia robi swoje w nocy. Taka mieszanina wszystkiego co się naoglądało przez dzień, jakie filmy, jakie obrazki, a potem to wszystko się skleja ze wspomnieniami i wychodzi taki dziwny miszmasz 🙂
Tak, temat naprawde jest wciągający i, myślę, że warto go poruszać właśnie tutaj.
Podchodzę do takich spraw z dużym dystansem, nie ukrywam tego.
