Jeszcze jeden aspekt, który mnie nurtuje: rytuał inicjacji a ciągłość praktyki. Czy inicjacja bez regularnej praktyki po niej ma jakikolwiek sens? Bo widziałem osoby, które robiły piękne, przemyślane rytuały, a potem nic – wracały do zwykłego życia i nic się nie zmieniało.
To bardzo dużo do przemyślenia. I paradoksalnie rozmowa tu sprawia, że zamiast mieć prostszy obraz tego, co chcę zrobić, mam obraz bogatszy – ale też bardziej świadomy. Może to jest właśnie właściwy stan przed rytuałem przejścia.
Jeszcze jedna rzecz, której tu nie powiedziano wprost: rytuał inicjacji nie musi być jednorazowy w życiu. Każde poważne przejście – zmiana ścieżki, zmiana rozumienia siebie, wejście w nowy etap życia – może być okazją do nowego rytuału przejścia. Nie dewaluuje to poprzednich. To jest normalny rytm dojrzewającej praktyki.
