Zastanawiam się czy takie coś jak fatum rodzinne, przekleństwo przechodzące z pokolenia na pokolenie, w ogóle może istnieć. Albo może to wszystko zbieg okoliczności?
Znam historię pewnej rodziny mniej więcej od czasów drugiej wojny i nie wykluczam, że złe zdarzenia ciągnęły się jeszcze wcześniej.
Małżeństwo, nazwijmy ich państwem M, miało czworo dzieci. On zginął na samym początku września 39 roku w okrutny sposób, dogonił go na koniu jakiś niemiecki oficer i rozciął mu głowę szablą, gdy próbował uciec przez pole. Ona została z czwórką dzieci w biedzie, ale jakoś ich wychowała. Najstarszy i najmłodszy syn nigdy się nie ożenili, mimo że bardzo tego chcieli i starali się jak mogli, zawsze coś lub ktoś stał na przeszkodzie. Córka i średni syn założyli jednak rodziny.
Córka miała troje dzieci i tu znowu to samo, jej najstarsza córka i najmłodszy syn też nigdy nie założyli rodzin, choć się starali tak jak niegdyś ich stryjowie. Środkowa córka miała dwóch mężów i obaj odeszli gwałtownie, pierwszy popełnił samobójstwo, drugi umarł nagle w strasznych mękach.
Sredni syn państwa M dochował się dwóch córek. Starsza mimo ogromnych starań nigdy nie wyszła za mąż, same problemy w miłości. Młodsza wyszła, ale jej mąż zginął tragicznie w wypadku. Zostało po nim dziecko, chłopiec. I człowiek się zastanawia, czy to i jego czeka?
Historia sprzed wojny jest mocno owiana tajemnicą. Nazwisko tej rodziny nie brzmi po polsku, a po wojnie ktoś wspomniał jednej z córek, że być może mają szlacheckie, może nawet arystokratyczne korzenie. Poza tym nic więcej nie wiadomo. Krążyły też spekulacje o żydowskim pochodzeniu. Jedna z córek średniego syna jest notabene wybitnie uzdolniona artystycznie, zupełnie ponad przeciętną.
Zastanawiam się czy ktoś z tej rodziny kilka pokoleń temu nie zrobił czegoś bardzo złego i czy rodzina po prostu za to płaci do dziś. Da się to jakoś wyjaśnić?
no właśnie, jak słucham tego co tu piszecie to mam takie same odczucie, że to naprawdę jakieś fatum... sama miałam do czynienia z podobnymi historiami w swoim życiu, więc wiem o czym mówię.
ale żeby to jakoś rozplątać, trzeba chyba najpierw dotrzeć do samego źródła, czyli do tej sytuacji, która to wszystko zapoczątkowała. i rozumieć na jakiej zasadzie to funkcjonuje, bo bez tego nie wiadomo nawet od czego zacząć, żeby to przerwać.
@pole887 no i właśnie, ta rodzina próbowała jakoś wyjść z tej sytuacji, poszli nawet do jasnowidza. a ten im powiedział że lepiej żeby nie wiedzieli co było w przeszłosci. ciekawe co nie?
Trochę mnie to zastanawia... możliwe że nad tą rodziną ciąży jakaś klątwa. chociaż szczerze mówiąc ciężko mi uwierzyć, żeby coś takiego mogło się ciągnąc przez kilka pokolen. to brzmi dość poważnie.
@jasnaumysl543 hej, napisz tutaj więcej, bo sprawa tej rodziny jest naprawdę poważna i wolałbym żeby to zostało na forum, gdzie inni też mogą skorzystać. Jak można się skontaktować z tymi specjalistami od SRT których wspominasz? Bo jesli ktoś potrafi takie rzeczy zdjąć bez znajomości całej historii rodziny, to brzmi jak coś czego szukamy od dawna. Bardzo mi zalezy żeby dotrzeć do właściwej osoby...
@jasnaumysl543 no serio, po co ludziom takie rzeczy wmawiać... klątwa do 8 pokoleń, specjalisci od duchowego uzdrawiania i inne bajki. a ten tekst „sama nie mogę ale znam kogoś kto może” to już klasyk. przeciez nikt tutaj nie wie kim naprawde jesteś, nie widział cię na oczy i nie sprawdzi czy kase za zdjęcie tej „klątwy” weźmiesz ty czy twój znajomy. ludzie, błagam, nie bądźcie naiwni
No właśnie, to nie jest tak że od razu wszystko staje się jasne... Czasem zrozumienie pewnych wzorców w rodzinie wymaga naprawdę sporego czasu i dystansu.
