Choć oczywiście trzeba być rozsądnym. Jeśli potkniesz się o zgniłą gałąź to nie znaczy że masz z niej robić runy. Używaj intuicji, ale też zdrowego rozsądku. Materiał powinien być w dobrym stanie, bez pleśni, robactwa, pęknięć.
Ważne też żeby pamiętać o podziękę. Jeśli bierzesz gałąź z drzewa, zostaw coś w zamian. Wodę, monety, kryształ, cokolwiek co czujesz że jest odpowiednie. To stara zasada - zawsze dziękuj gdy coś bierzesz.
Ja zawsze zostawiam tytoń lub zboże. To tradycyjne ofiary dla duchów miejsca. Nie musi być dużo, ale ten gest ma znaczenie. Pokazuje szacunek dla materiału i jego pochodzenia.
A co z kupnymi deskami? Tam nie mam konkretnego drzewa któremu mogłabym podziękować. Czy to problem?
Nie jest to problem, ale proces jest inny. Możesz "uświęcić" materiał przed pracą - przemyć go wodą, przejść dymem, pozostawić w świetle księżyca. Niektórzy mówią słowa intencji nad materiałem. Robisz to co czujesz że jest właściwe.
I pamiętaj że każde drewno, nawet to z tartaku, kiedyś było częścią żywego drzewa. Nadal niesie tę energię. Tylko musisz się z nią połączyć świadomie, bo mechaniczny proces obróbki to połączenie osłabił.
Okej, więc jeśli mam te brzozowe gałęzie - jak je właściwie wysuszyć? Po prostu położyć gdzieś i czekać?
Obetnij je na odpowiednią długość - lekko dłuższą niż finalnie potrzebujesz, bo drewno się kurczy podczas schnięcia. Zdejmij korę, to przyspieszy proces. Połóż w suchym, przewiewnym miejscu, ale nie na słońcu - może pękać. Obrót co kilka dni żeby schły równomiernie. I czekasz.
Możesz przyspieszyć w piekarni na bardzo niskiej temperaturze, ale to ryzykowne. Łatwo przesuszyć albo poparzyć drewno. Bezpieczniej naturalnie, nawet jeśli to trwa dłużej. Poza tym ten czas oczekiwania też jest częścią procesu - uczy cierpliwości.
Ja trzymałam swoje gałęzie na parapecie przez sześć tygodni zanim były gotowe. Co wieczór je oglądałam, sprawdzałam. Jak w końcu zaczęłam ciąć, czułam że już je znam. To dziwne ale prawdziwe.
To nie jest dziwne. To właśnie o co chodzi. Im więcej czasu i uwagi wkładasz w proces, tym silniejsze będzie twoje połączenie z zestawem. Dlatego polecam robienie własnych run zamiast kupowania gotowych.
A jak sprawdzić czy drewno jest już gotowe do cięcia? Jakiś konkretny test?
Powinno być wyraźnie lżejsze niż świeże - wilgoć ucieka. Gdy przyłożysz do policzka, nie powinno być chłodne (wilgotne drewno zawsze jest chłodniejsze). I możesz spróbować ciąć końcówkę - jeśli nóż wchodzi gładko i nie wydobywa się wilgoć, jest gotowe.
Tylko nie śpiesz się. Naprawdę, to jest najczęstszy błąd początkujących. Myślą że drewno jest gotowe po tygodniu i potem się dziwią że runy im pękają po wyschnięciu. Lepiej przeczekać dodatkowy miesiąc niż popsuć pracę.
Słusznie. Poza tym warto podczas suszenia trzymać drewno w miejscu gdzie często przebywasz. Niech się przyzwyczaja do twojej energii, a ty do jego obecności. To nie jest wymagane, ale pomaga.
Można też w tym czasie studiować znaczenia run. Jak drewno schnie, ty się uczysz. I gdy w końcu zaczniesz wycinać pierwszy symbol, będzie to połączenie teoretycznej wiedzy z fizycznym aktem tworzenia.
A jeśli chodzi o kamień - to jak właściwie wybiera się kamienie do run? Powinny być wszystkie tego samego rodzaju kamienia czy mogą być różne?
Jeśli zbierasz kamienie w naturze - z plaży, rzeki - zwykle będą mieszane. To jest w porządku. Ważniejsze żeby były podobnej wielkości i kształtu, bo muszą równomiernie leżeć w dłoni przy losowaniu.
Ja specjalnie wybrałam zróżnicowane kamienie - jasne, ciemne, gładkie, szorstkie. Każdy ma swoją osobowość. Ale to działa dla mnie, ktoś inny może wolałby jednolity zestaw. Znowu - intuicja.
Z kupnymi kamieniami typu kryształy czy półszlachetne - tam faktycznie lepiej trzymać się jednego rodzaju. Każdy minerał ma swoje właściwości i jeśli zrobisz zestaw z dwudziestu czterech różnych kamieni, będziesz miała dwadzieścia cztery różne energie zamiast jednego spójnego systemu.
Chyba że świadomie wybierasz kamień dla każdej runy według znaczenia. Czerwony jasper dla Thurisaz, ametyst dla Ansuz i tak dalej. Ale to zaawansowany projekt i wymaga sporej wiedzy o właściwościach kamieni.
I sporego budżetu. Dwadzieścia cztery różne półszlachetne kamienie to wydatek. Dla pierwszego zestawu absolutnie nie polecam. Trzymaj się prostoty.
Czyli podsumowując - drewno brzozowe, wysuszone, ręcznie cięte. Brzmi jak plan. Jeszcze jedno pytanie - czy można zestaw "popsuć" na etapie tworzenia? Mam na myśli błąd z którego nie ma odwrotu?
Trudno go popsuć nieodwracalnie. Najgorsze co może się stać to że źle wytnie któryś symbol albo krążek pęknie. Wtedy robisz nowy. Dlatego dobrze jest mieć więcej materiału niż potrzebujesz. Jeśli ciąłeś dwadzieścia pięć krążków a nie dwadzieścia cztery, masz rezerwę.
Błąd który można popełnić to brak szacunku do procesu. Jeśli robisz runy w pośpiechu, źle nastawiona, w złej energii - to wejdzie w zestaw. Ale nawet wtedy można go później wyczyścić i ponownie poświęcić. Nic nie jest nie do naprawienia.
Właściwie jedyny prawdziwy "błąd" to użycie materiału który nie jest ci bliski. Jeśli robisz runy z dębu tylko dlatego że ktoś ci powiedział że tak trzeba, ale ty nie czujesz połączenia z tym drewnem - to będziesz miała martwy zestaw. Technika jest drugorzędna wobec intencji.
I nie oczekuj perfekcji. Ręcznie robione runy są piękne właśnie przez swoją niedoskonałość. Każda lekko inna, z indywidualnym charakterem. To jest część uroku.
