Znalazłam ostatnio podczas spaceru po starym sadzie kilka monet, wyglądają na całkiem stare, może dwudziestolecie albo starsze. Od razu pomyślałam, że mogłyby mi posłużyć do pracy z energią albo jako talizmany, bo monety mają przecież tę swoją symbolikę obfitości i wymiany. Ale zaraz przyszła mi do głowy myśl, że przecież leżały w ziemi, ktoś je zgubił albo celowo zakopał, i że mogły przez to nasiąknąć różnymi energiami, o których nie mam pojęcia. Czy takie znalezione monety w ogóle nadają się do dalszego użycia, czy lepiej je zostawić? I czy ktoś w ogóle czyści takie przedmioty przed włączeniem ich do swojej pracy?
To bardzo ważne pytanie i cieszę się, że w ogóle je zadałaś, bo wiele osób bierze znalezione przedmioty bez żadnego zastanowienia. Monety z ziemi to zupełnie inny przypadek niż moneta kupiona w sklepie. Ziemia jest akumulatorem energii, pochłania i przechowuje ślady emocjonalne, intencyjne, wszystko czego dotykali poprzedni właściciele. Zanim cokolwiek zrobisz z tymi monetami, chciałabym wiedzieć, w jakim stanie je znalazłaś. Były skupione razem, rozsypane, a może jedna z nich wyglądała jakby była celowo ułożona? To robi dużą różnicę przy ocenie tego, co mogło tam być.
Jabłoń to akurat ciekawy szczegół. W wielu tradycjach jabłoń jest drzewem granicznym, związanym z przejściem. Nie mówię, że to od razu coś złowrogiego, ale jeśli monety leżały przy korzeniach, mogły funkcjonować jako coś w rodzaju ofiary ziemi, celowo lub nie. Pytanie, które warto sobie zadać to: dlaczego te monety tam zostały? Zgubione to jedno, ale celowo złożone przy drzewie to zupełnie inna historia energetyczna.
Babcia mi kiedyś mówiła, że monety zakopywane przy drzewach to był stary zwyczaj zostawiania czegoś dla miejsca, żeby ziemia była żyzna albo żeby drzewa rodziły. Nie wiem czy to był rytuał w jakimś konkretnym sensie, ale traktowała to jako coś, czego się nie rusza. Może te monety tam są z jakiegoś podobnego powodu i może właśnie dlatego zostały?
Naruszeniem czego? Musimy rozróżnić kilka warstw. Jedno to kwestia etyczna i zwyczajowa, czyli czy wypada ruszać to, co ktoś złożył jako dar dla miejsca. Drugie to energetyczne, czyli co faktycznie niosą ze sobą takie przedmioty. A trzecie to czysto praktyczne. Moim zdaniem jeśli monety same wyszły na powierzchnię przy korzeniu, to znaczy, że ziemia je wypuściła. Nie szukałaś ich celowo, same się pokazały. To zmienia kontekst.
Słuchajcie, trochę was pogubiam w tym rozważaniu. Pytanie było czy czyścić i jak, a my już dyskutujemy o metafizyce jabłoni. Ja bym powiedziała prosto, że każdy przedmiot znaleziony, szczególnie stary i z ziemi, wymaga oczyszzczenia zanim go użyjesz do czegokolwiek. Bez wyjątków. Można sobie potem analizować co tam było, ale najpierw czyść. Sól i woda, ewentualnie dym z ziół, i zostaw pod pełnią. To minimum.
Mnie się przydarzyło coś podobnego, znalazłem przy rozkopanym fundamencie starego domu kilka przedmiotów, w tym monetę z dziurką. Wziąłem do ręki, poczułem od razu coś nieprzyjemnego, taki ciężar, nie ból, ale wyraźna zmiana stanu. Odłożyłem i zostawiłem na miejscu. Nie każdy jest w stanie poczuć coś takiego i nie każdy to poczuje od razu, ale myślę, że intuicja przy pierwszym kontakcie z takim przedmiotem mówi dużo. Jak ty to odebrałaś kiedy je wzięłaś?
Słyszałam o metodzie z wodą, że jeśli przedmiot ma w sobie coś ciężkiego, to woda zmętnieje albo zmieni zapach podczas oczyszczania. Czy ktoś z was to stosował i czy faktycznie coś zaobserwował? Pytam, bo sama czyściłam różne znalezione kamienie i nigdy nie byłam do końca pewna, czy to zadziałało czy nie.
Ja bym też zasugerowała żeby sprawdzić runy przy takich monetach jeśli ktoras ma taka możliwosc. Pytanie do run o charakter przedmiotu daje bardzo konkretną odpowiedź, przynajmniej w mojej pracy mi to działa. Przy znalezisku często ciągne Hagalaz albo Nauthiz, czyli runy przełomu i konieczności, co sugeruje że przedmiot przeszedł przez coś trudnego albo wiąże się z czymś do przepracowania. Nie znaczy to od razu żeby wyrzucić, ale pokazuje z czym się mierzysz.
To nie musi być skomplikowane. W rytuałach, które znam, wystarczy czasem zwykłe uznanie, czyli świadome powiedzenie, że bierzesz coś, co było złożone, i dajesz w zamian coś innego. Może być coś symbolicznego, moneta, ziarno, trochę ziemi z innego miejsca. Ale to tylko moje podejście, Zielarz pewnie ma na myśli coś konkretniejszego.
To właśnie ta, która leżała osobno, jedna z dwóch, które były oddzielnie od pary. Teraz jak o tym myślę, to ona też była głębiej niż reszta, trochę bardziej pod korzeniem. Nie zwróciłam na to uwagi przy wykopaliskach, ale teraz mi się skleja.
To brzmi jak coś, co mogło być złożone celowo inaczej. Monety parami i jedna osobno głębiej to nieprzypadkowy układ. Nie twierdzę, że to był rozbudowany rytuał, ale ktoś mógł mieć w tym jakiś porządek. Mam pytanie, czy próbowałaś trzymać tylko tę jedną monetę i sprawdzić, czy różni się od reszty w odczuciu?
Dobry pomysł żeby zapisywać, bo potem się miesza co skąd. Ja zawsze robię notatki przy takich testach bo inaczej po godzinie nie pamiętam czy miałam uczucie z prawej ręki czy lewej, i czy było na początku czy na końcu. Szczegóły maja znaczenie.
A w ogóle zastanawiam się, czy babcine podejście, żeby takich rzeczy nie ruszać, nie było po prostu mądrością praktyczną. Nie tyle z powodu przeklęcia czy czegoś takiego, ale że po co brać odpowiedzialność za czyjś dar dla miejsca. Jeśli coś było złożone, może powinno tam zostać. Czy wy w ogóle uważacie, że były powody, żeby te monety zabierać?
Zwrócenie w to samo miejsce, to w ogóle nie przyszło mi do głowy. Ale czy to by miało sens, jeśli już je wyjęłam, niosłam do domu, oglądałam? Czy zwrócony przedmiot byłby energetycznie tym samym co wcześniej, czy już czymś zmienionym?
To chyba przesądza o tym, że jeśli już je zwracam, to muszę wiedzieć co mówię i co czuję w tym momencie. A nie jestem pewna, czy jestem na to gotowa, bo ciągle nie wiem do końca co mam w rękach. Może najpierw te testy z trzymaniem każdej osobno, o których mówił Feliks62, żeby mieć chociaż jakieś własne odczucie?
Dobrze, i zapisuj też godziny, bo to może mieć znaczenie. Nie wiem czy w twoim przypadku tak będzie, ale kiedyś miałam kamień, ktory był wyraźniejszy wieczorem niż rano i okazało sie że poprzedni właściciel używał go głównie do pracy wieczornej. Może zbieg okoliczności, może nie.
Zdjęcia wrzucasz przez ikonkę przy oknie pisania, chyba trzeba mieć odblokowane załączniki. Ale szczerze, zdjęcie może nie powiedzieć tyle co bezpośredni kontakt. Jak ja czyściłam monety ze znalezisk, zawsze najpierw trzymałam każdą przez kilka minut z zamkniętymi oczami i dopiero potem patrzyłam. Widok może sugerować i zaburzać odczucie.
A właśnie, wróciłam do pytania, które mnie gryzie od początku tej dyskusji. Czy wy w ogóle zakładacie, że monety były złożone z dobrą intencją? Bo moja babcia mówiła, że zakopane monety to nie zawsze dar, czasem to zostawienie czegoś czego się pozbyć nie można inaczej. Nie mówię, że tak jest w tym przypadku, ale czy to sprawdzacie jakoś przy odczytywaniu?
To rozróżnienie na dar i porzucenie jest ważne. Ale z perspektywy rytuałów mam pytanie, czy to w ogóle da się jednoznacznie rozstrzygnąć bez żadnego kontekstu? Bo jeśli nie znamy intencji zakopującego, to odczucie może nas poprowadzić, ale nie może zastąpić wiedzy. Rytuał oczyszczający przeprowadzony bez rozeznania intencji może być po prostu neutralizacją, bez właściwego zakończenia historii przedmiotu.
Jeszcze tego nie próbowałam, ale teraz mam tyle rzeczy do sprawdzenia naraz, że zaczynam się trochę gubić. Może zrobię to po kolei, najpierw każda osobno, potem pary, potem wszystkie razem i zapiszę każdy krok. Macie rację że szczegóły mogą dużo powiedzieć.
Dobry plan. Jedna uwaga praktyczna, zrób te testy zanim przystąpisz do jakiegokolwiek oczyszczania, bo po oczyszczeniu pierwotny sygnał zniknie i nie będziesz mogła porównać. To co teraz wyczujesz, jest jeszcze niezmienione twoim działaniem i ma wartość diagnostyczną. Potem możemy porozmawiać o wyborze metody czyszczenia, bo przy tak starych i wielowarstwowych przedmiotach metoda naprawdę ma znaczenie.
A jak w praktyce sprawdzić czy jest to coś spinającego? Wahadełko nad całością? Czy raczej własne odczucia przy trzymaniu wszystkich naraz? Bo to brzmi intuicyjnie, ale nie wiem od czego zacząć i Rojnik pewnie też nie.
To ma sens, zacznę od tego. Tylko jeszcze mam wątpliwość, moje wahadełko jest moje, jak mówiłam. Czy ono dobrze odczyta coś co jest tak mocno obce jak te monety? Mam na myśli, czy moje własne energie nie zaburzą odczytu.
I właśnie dlatego warto przed każdym testem zrobić krótkie kalibrowanie, czyli kilka prostych pytań na które znasz odpowiedź, żeby sprawdzić czy wahadełko dobrze działa w danej chwili. Czasem jest się zbyt naładowaną własną energią i wahadełko to pokazuje już na etapie kalibracji.
Moja babcia zawsze mówiła żeby przy nieznanych rzeczach z ziemi mieć przy sobie coś swojego, coś z domu, i trzymać to w drugiej ręce. Może to brzmi prosto, ale chodzi o to żeby mieć zakotwiczenie w tym co znasz. Nie wiem czy to ezoteryczna metoda, ale rozumiem to intuicyjnie.
To mi bardzo pomogło, bo właśnie nie wiedziałam jak nie zgubić siebie przy tym badaniu. Wezmę wahadełko w jedną rękę, w drugą swój ulubiony kamień. I zanotuję wszystko co poczuję, bez oceniania. Chyba mam już plan na ten wieczór.
