Cześć wszystkim 🙂 nie wiem do końca jak to tutaj działa, ale może znajdzie się ktoś dobry, kto mi trochę naświetli sytuację, bo sama już nie wiem co myśleć.
Chodzi o związek. Ona jest numerologiczną siódemką, urodzona 16.06.1974, Bliźnięta. Ja jestem dziewiątką, 20.10.1977, Waga. Jesteśmy razem... no właściwie to już 14 miesięcy, ale te "razem" trzeba by wziąć w duży cudzysłów. Rozstania, powroty, znowu rozstania... straciłam już rachubę ile razy.
U nas nigdy nie ma złotego środka. Albo jest cudownie i świat się śmieje, albo lodowata cisza i zupełny chłód. nic pomiędzy. To moja wina w dużej mierze, nie będę ukrywać. Wybuchy złości, zazdrość wzięta z powietrza, zaborczość, kłótnie o jej wolność... Ona znosiła to z niesamowitą cierpliwością i wciąż dawała mi kolejne szanse. A ja odreagowywałam na niej swoje własne lenistwo i bałagan w życiu, który sama nakręcałam.
Teraz odeszła. Ale wiem, że się waha, czuję to. Rozmawiamy, ale tak zdawkowo, ostrożnie... Ja widzę teraz bardzo wyraźnie wszystkie krzywdy, jakie jej wyrządziłam. Próbuję się zmieniać naprawdę, choć wiem, że to potrwa dlugo, nie ma co się łudzić.
Czy jest jakakolwiek szansa? Na cokolwiek, chocby przyjaźń, bliskość, odbudowanie czegoś? Kocham ją i ona mnie też kocha, to wiem. Pewnie Was zamęczam podobnymi historyjkami, ale po prostu potrzebuje teraz wsparcia i jakiegoś światełka. Z góry bardzo dziękuję, postaram się odwdzięczyć jak będę mogła 🙂
