Witam wszystkich.
Zwracam się z tym pytaniem do was, bo moja sytuacja jest dość specyficzna. Mianowicie moja teściowa zajmuje się numerologią i astrologią, i to na poważnie, zna te dziedziny naprawdę dobrze, przyjmuje u siebie ludzi którzy chcą skorzystać z jej wiedzy. Z początku byłam sceptyczna, ale muszę przyznać że kilka rzeczy faktycznie się potwierdziło, kilka przepowiedni się sprawdziło.
Ale jest coś, co mnie bardzo niepokoi. Teściowa podporządkowała całe życie pod numerologię. Każdą sytuację, zarówno dobrą jak i złą, tłumaczy wyłącznie przez pryzmat cyfr i układów. Tzn. jeśli coś jej nie wyjdzie, to słyszę: "inaczej być nie mogło, musiało tak się stać, bo mam do 10 sierpnia coś tam w kwadraturze". Poza tym wyliczyła mi, że w 41. roku życia będę mieć romans, czego naprawdę wcale nie chcę 🙂 Ale teraz siedzę i myślę o tym, i przyznam szczerze że trochę się boję co wtedy będzie. Podobnie z dziećmi, wyznacza im różne rzeczy z góry i np. mój syn ma teraz 3 latka, a ja już słyszę że jak będzie miał 20 lat to przeżyje zawód miłosny. Poza tym podobno jest "dzieckiem uranowym" i jeszcze przez niego wyleję morze łez.
No i właśnie chciałam sie was zapytać, czy tak to ma wyglądać? Czy naprawde numerologia wyznacza nam tor życia w sposób stuprocentowy i nieodwołalny? Czuję sie w tym wszystkim trochę zagubiona i przestraszona, i liczę na waszą obiektywną odpowiedź.
Dla informacji, jestem numerologiczną 11, podobno bardzo rodzinna, ciepła, oddana, ale i czasem porywcza 🙂
Pozdrawiam, Małgosia
Na wstępie zaznaczę, ze kwadratury to pojęcie z astrologii, nie numerologii. Mówię to tylko tak przy okazji, bo rozumiem że to nowa dziedzina dla teściowej.
Myślę że jej przejdzie z czasem. To normalne, człowiek wpada w ezoterykę i na początku wydaje mu sie że już wszystko wie i wszystko rozumie. Potem przychodzi pokora, zawsze tak jest.
Ja osobiście nie wierzę że horoskop wyznacza jedyną możliwą drogę. To raczej takie "od do", przestrzeń w której sie poruszamy, ale sami decydujemy jak.
Ten romans za 7 lat, może być, a moze go nie być. Jeśli tego nie chcesz, to po prostu nie będziesz miała. A może i bedzie, ale z własnym mężem? Czemu nie?
Miałam podobną sytuację u znajomej, której też wróżono jakies wielkie namiętności i dużo seksu. I co? Nie szukała nikogo na boku, zamiast tego ciężko pracowała nad sobą i nad związkiem i w tych sprzyjajacych okolicznościach całkowicie odmieniła swoje trochę przygasłe już małżeństwo.
Co do synka o uranicznej naturze, to dużo zalezy od samych rodziców. Jednym takie dziecko spędza sen z powiek, innym w ogóle nie. Ty go wychowujesz, więc masz tu naprawdę dużo do powiedzenia.
No więc.. korci mnie (bo jestem plutoniczno-wenusowo-URANICZNA. żeby po prostu powiedzieć "owszem, tak będzie" i na tym skończyć.
Ale serio, mam wrażenie że przydałoby ci sie trochę więcej krytycznego myślenia, bo wychodzi na to że jesteś dość łatwowierna. Większy problem widzę w tym że teściowa ma na ciebie AŻ TAKI wpływ. No bo pomyślmy.. dorosła kobieta, mama małego dziecka, pyta czy jej synek na pewno będzie miał zawód miłosny jak skończy 20 lat? A teraz ma 3 lata. Ratunku serio.
Z całym szacunkiem do astrologii (do numerologii już mniej) powiem wprost: jeśli ktoś jest w stanie przewidzieć coś tak.. banalnego i do tego w tak odległej przyszłości, to albo mamy do czynienia z jasnowidzem, albo ten ktos powinien natychmiast kupić los totolotka. Bo zawód miłosny u młodego człowieka to chyba jednak normlna kolej rzeczy nie?
Naprawdę warto byłoby trochę poczytać o astrologii i numerologii żeby móc porozmawiać z teściową na jakimś sensownym poziomie merytorycznym. Bo albo ona sobie po prostu z ciebie żartuje, albo.. staje sie jedną z takich nieuleczalnych doktrynerk. Jeżeli rzeczywiście tak to wygląda jak opisujesz, to wiedza na pewno pomoże. A jeśli uwierzyła we własny "talent" to szczerze, lepiej ją omijać z daleka albo po prostu.. obśmiać.
Hej, też mam uranowy układ i jakoś z tego wyszedłem, żyję normalnie, nie narzekam 🙂
Tylko przygotuj się na jedno... za kilka lat jak spytasz synka "kim chcesz zostać" to może odpowiedzieć "astrologiem mamo!" 😉
Nie bagatelizujcie tego, co przeżywa Margosía. Jeśli teściowa jest typem osoby podatnym na plutoniczne energie i do tego nie przepracowała tego w sobie, tonie we własnych lękach i wierzy w nieuchronne fatum, to taki lęk potrafi się udzielić otoczeniu. Szczególnie osobom wrażliwym i takim, które są podatne na sugestię.
Sama kiedys przeżyłam coś w rodzaju paranoicznego strachu, który wywołał kontakt z astrologicznym determinizmem. Ten lęk siedział we mnie naprawdę długo i minął dopiero wtedy, gdy sama zaczęłam astrologię studiować na poważnie.
Nie ma tu żadnej zagadki, dlaczego ludzie skłonni są przypisywać astrologom niemal nadprzyrodzone możliwości i traktować horoskop jak klucz do wszystkich tajemnic danej osoby.
Wymowne jest to, że nawet na listach dyskusyjnych poświęconych astrologii znajdą się tacy, którzy uczą się tego tematu i serio pytają: który aspekt wskazuje na homoseksualizm, co mówi karta o kalectwie albo o rozwodzie... Skoro wierzą w to ludzie, którzy astrologię studiują, to cóż dopiero mówić o tych, którzy na tym zupełnie się nie znają.
Ludzie wyobrażają sobie, że astrologia jest czymś "boskim" i pozwala odczytywać nieodwołalne wyroki losu. A to rodzi lęk. Myśl o tym, że istnieje jakaś potężna siła mająca nad nami pełną władzę, potrafi człowieka dosłownie sparalizować i odebrać mu wiarę w siebie.
A co do uranicznego dziecka... jeśli trafi na matkę, która z całym szacunkiem nie ma za grosz rozsądku, to wyleje morze łez, bo matka nie będzie go rozumieć i będzie próbowała je do siebie dopasować. Natomiast jeśli trafi na mądrą matkę, to ta będzie się cieszyć z wyjatkowości dziecka i zrobi wszystko, żeby mu pomóc i ochronić przed ludzką głupotą. Uraniczne dzieci bywają niezwykle inteligentne, niekiedy to wręcz geniusze. Jeśli z wiekiem przestają nimi być, to właśnie dlatego, że "normalni" rodzice obcięli im skrzydła.
