Forum

Numerologia domu i ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Numerologia domu i mieszkania – co mówi numer Twojego adresu o energii miejsca?

Strona 2 / 3

Wpisy: 212
(@dobema)
Połączone: 12 miesięcy temu

Co sądzicie o świadomej zmianie numeru, np. dodaniu literki albo gwiazdki na tabliczce przy drzwiach, żeby przeliczyć adres na inną liczbę? Spotkałam się z pomysłem, że jak ktoś nie ogarnia 8, to próbuje „zrobić” sobie 6. Zastanawiam się, gdzie kończy się praca z energią miejsca, a zaczyna kombinowanie pod wynik.


Odpowiedz
Wpisy: 525
(@krysztal)
Połączone: 1 rok temu

Robiłem takie „korekty” parę razy. Jeśli za dodaniem literki idą też konkretne decyzje – inaczej ustawione finanse, inne zasady w domu – to zmiana faktycznie się układa. Jeśli ktoś tylko przykleja naklejkę i czeka, aż życie samo się naprawi, to zwykle nic z tego. Adres jest jak nagłówek rozdziału, ale treść nadal piszesz ty.


Odpowiedz
Wpisy: 307
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Przy osobach, które mają wydzielony gabinet w domu, liczę czasem osobno: – numer mieszkania jako całość, – numer „strefy pracy”, jeśli da się go wydzielić (np. „lokal 5A na poddaszu”). Zdarza się, że salon ma klimat 6 (rodzina, wygoda), a gabinet – 1 (projekty, ambicje) i wtedy łatwiej oddzielić tryb „dom” od trybu „praca”.


Odpowiedz
Wpisy: 251
(@zengui)
Połączone: 1 rok temu

Można też liczyć pełen adres, razem z ulicą, ale to już wyższa szkoła jazdy: inne systemy, litery, trochę zabawy. Na co dzień i tak najwięcej mówi proste zsumowanie numeru domu/mieszkania. Reszta to doprecyzowanie dla tych, którzy lubią się bawić detalami.


Odpowiedz
Wpisy: 699
(@betalia)
Połączone: 1 rok temu

Ja zawsze powtarzam: numer adresu może być argumentem za lub przeciw, ale nie powinien być jedynym. Czasem ktoś odrzuca wymarzone mieszkanie, bo „wyszła czwórka”, a potem ląduje w kiepskiej „piątce”, gdzie nie może się pozbierać. Patrzcie na światło, sąsiadów, dojazd, a numer niech będzie dopiero kolejną warstwą.


Odpowiedz
Wpisy: 634
(@leonora)
Połączone: 1 rok temu

Po tym, jak to wszystko czytam, zaczęłam robić mały rytuał przed oglądaniem mieszkań: liczę numer, zapisuję pierwsze skojarzenia, a potem idę na miejsce i sprawdzam, czy ciało reaguje spójnie z tym, co sobie wyobrażałam. Czasem opis liczby brzmiał zachęcająco, a po wejściu do środka było mi ciężko oddychać – i wtedy mam odpowiedź.


Odpowiedz
Wpisy: 591
(@sauwak)
Połączone: 1 rok temu

To jest dobry schemat: Policzyć numer. Zapytać się: czego ta liczba może ode mnie chcieć (więcej ruchu, więcej porządku, więcej skupienia)? Pójść na miejsce, posiedzieć chwilę w milczeniu i zobaczyć, czy ciało mówi „tak”, czy „nie”. Papier i teoria swoje, ale finalna decyzja i tak zapada w brzuchu, nie w tabelce.


Odpowiedz
Wpisy: 252
(@kolczasta)
Połączone: 1 rok temu

Zastanawiam się jeszcze nad 6. Czy to jest tak, że taka „szóstka” zawsze kończy się tym, że człowiek robi za mamę/tatę dla wszystkich? Ja się boję, że jak wejdę w mocno rodzinny adres, to zniknę pod cudzymi sprawami.


Odpowiedz
Wpisy: 588
(@barni)
Połączone: 1 rok temu

6 sama w sobie nie każe nikomu brać na siebie całego świata, ona tylko daje ku temu okazje. Jak ktoś potrafi stawiać granice, to taki dom jest bardzo przytulny: obiady, śmiech, bliskość, goście „w sam raz”. Jak ktoś ma odruch „ja się wszystkim zajmę”, to 6 faktycznie szybko zamienia się w dyżur 24/7. Ten sam numer, inne nawyki – efekt zupełnie inny.


Odpowiedz
Wpisy: 649
(@zorka)
Połączone: 1 rok temu

Co do 9 – mieszkałam w takim domu w czasie, kiedy kończyło się kilka historii naraz: praca, związek, długie przyjaźnie. Było ciężko, ale też to właśnie tam zaczęłam się uczyć puszczania i oddawania ludziom ich historii. Po wyprowadzce miałam wrażenie, że zostawiłam tam całą poprzednią dekadę życia, a do nowego mieszkania przyszłam już „lżejsza”.


Odpowiedz
Wpisy: 591
(@simma)
Połączone: 1 rok temu

Dziewiątkowe adresy często przyciągają osoby, które sporo dają innym: opiekunów, ludzi działających społecznie, wolontariuszy. Z jednej strony to piękne – dom staje się miejscem pomagania. Z drugiej – jeśli nikt nie pilnuje własnych granic, można się na takiej dziewiątce zwyczajnie zajechać.


Odpowiedz
Wpisy: 429
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Z 22 mam obserwację, że to adres „dużych projektów”. Jak ktoś ma plan: dom z firmą, rodzina wielopokoleniowa, działalność społeczna – taki numer to wspiera, ale też nie wybacza bylejakości. Jeśli za marzeniami nie idą codzienne kroki, dom za każdym razem „przypomina”, że nie da się budować pałacu na piasku.


Odpowiedz
Wpisy: 65
Rozpoczynający temat
(@lurisk)
Połączone: 3 miesiące temu

Patrzę teraz na swoją 5 i widzę, że to dla mnie etap „rozsiania się” – kursy, wyjazdy, nowe znajomości. Kiedyś mnie to męczyło, bo chciałem stabilizacji, a adres robił swoje. Po tej dyskusji widzę raczej, że mieszkanie wyciąga ze mnie to, co i tak miałem, tylko na większej głośności. Jak przyjdzie czas na uspokojenie, pewnie sam zacznę szukać 4 albo 6.


Odpowiedz
Wpisy: 135
(@gituska)
Połączone: 4 miesiące temu

I przy całym liczeniu nie zapominajcie o rzeczach prozaicznych: porządek, powietrze, światło. Można mieszkać w „idealnej” 6 i mieć w domu syf, stare żale i wieczne rzężenie telewizora w tle – wtedy żadna liczba nie pomoże. Adres jest jedną warstwą, ale to, co wnosimy do środka, robi drugą – często ważniejszą.


Odpowiedz
Wpisy: 379
(@bryza)
Połączone: 1 rok temu

Miałam klientkę, która panicznie bała się 4, a potem losowo trafiła na mieszkanie z takim numerem. Została tam 8 lat, wyszła z długów, zmieniła pracę, stworzyła spokojny związek. Po latach sama się śmiała, że „najbardziej straszna liczba zrobiła jej najlepiej”. Czasem to, czego się najbardziej boimy, jest dokładnie tym, czego nam trzeba.


Odpowiedz
Wpisy: 600
(@whisper)
Połączone: 1 rok temu

Ja teraz, jak widzę ogłoszenie, to od razu podliczam numer. Nie po to, żeby odsiać, tylko żeby mieć w głowie, czego się spodziewać. Jak wchodzę do 3, to patrzę, czy rzeczywiście jest ruch, ludzie, energia rozmów. Jak do 4 – czy czuję się tam bezpiecznie i stabilnie. To bardziej dodatkowa para okularów niż wyrocznia.


Odpowiedz
Wpisy: 197
 Arat
(@arat)
Połączone: 1 rok temu

Można też spojrzeć na to z perspektywy astrologicznej: 4 często ma „saturnowy” klimat obowiązków i struktur, 5 – bardziej „merkuryczny” ruch, krótkie wypady, dużo informacji. Nie trzeba znać szczegółów, żeby poczuć różnicę: w jednym domu chce się robić listy zadań, w innym wszystko samo zjeżdża w spontaniczne akcje.


Odpowiedz
Wpisy: 212
(@dobema)
Połączone: 12 miesięcy temu

Ciekawi mnie jeszcze coś: czy macie wrażenie, że niektóre domy „chcą” ludzi, a inne – świętego spokoju? Byłam w dwóch 6-domach. W jednym ciągle ktoś bywał, a w drugim – choć liczba ta sama – wszystko się układało bardziej w stronę kameralnego życia we dwójkę. Może to kwestia połączenia numeru z planem mieszkania, nie tylko samym adresem.


Odpowiedz
Wpisy: 525
(@krysztal)
Połączone: 1 rok temu

Przy adresach typu 14B/8 robię tak: – 14B liczę jako numer domu (z literą, jeśli faktycznie jest ważna formalnie), – 8 – jako numer mieszkania. Nie mieszam tego w jedną sumę, bo wtedy gubi się różnica między „ramą” (budynek) a „wnętrzem” (lokal). A często właśnie to napięcie między jednym a drugim sporo mówi.


Odpowiedz
Wpisy: 307
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

W kamienicach dochodzi jeszcze numer klatki. Miałam przypadek: kamienica 3, klatka 1, mieszkanie 7. Klimat był taki, że na podwórku zawsze ktoś siedział, na klatce krótka wymiana zdań, a w mieszkaniu cisza i wgląd. Gdybym policzyła wszystko razem, wyszłaby jakaś uśredniona liczba, a tak widać trzy osobne warstwy doświadczenia.


Odpowiedz
Wpisy: 251
(@zengui)
Połączone: 1 rok temu

Dodałbym jeszcze ostrzeżenie przed zrzucaniem wszystkiego na numer. Czasem ktoś mówi: „to przez ten adres mi się związek sypie”, a potem się okazuje, że od lat nie rozmawiają i nic z tym nie robią. Adres może przyspieszyć pewne procesy, ale nie jest jedynym sprawcą. To tak, jakby obwiniać kuchnię za to, co się gotuje w garnkach.


Odpowiedz
Wpisy: 699
(@betalia)
Połączone: 1 rok temu

Dokładnie. Lepiej zadać sobie pytanie: „Co ten dom we mnie włącza?”. Jeśli 5 wyciąga na wierzch twoją potrzebę wolności – można to ujarzmić świadomymi wyborami. Jeśli 8 pokazuje chaos w finansach – to nie adres robi bałagan, tylko go uwidacznia. I to już jest cenna wskazówka.


Odpowiedz
Wpisy: 380
(@kunia)
Połączone: 1 rok temu

Dla wahających się między kilkoma miejscami proponuję prostą rzecz: Usiądź z kartką, wypisz numery, przy każdym dopisz pierwsze skojarzenia, a potem zamknij oczy i „wejdź” mentalnie do każdego domu. Przy którym czujesz ulgę, a przy którym napięcie? Czasem odpowiedź przychodzi szybciej, niż się człowiek zastanowi nad opisami.


Odpowiedz
Wpisy: 591
(@sauwak)
Połączone: 1 rok temu

Im dłużej z tym pracuję, tym bardziej widzę numerologiczny adres jako rozmowę między człowiekiem a miejscem. Liczby nie nakazują, tylko proponują temat: „tu poćwiczysz zmianę”, „tu poćwiczysz strukturę”, „tu poćwiczysz bycie z ludźmi”. A czy się na to zgodzisz, czy będziesz się opierać – to już inna historia.


Odpowiedz
Wpisy: 252
(@kolczasta)
Połączone: 1 rok temu

Po waszych opisach 11 doszłam do wniosku, że na ten moment to dla mnie za dużo. Lubię mieć mocną głowę, ale już teraz mam kłopoty ze snem, więc dorzucanie sobie adresu, który jeszcze to podbije, brzmi jak średni pomysł. Pewnie kiedyś do takiej liczby dojrzeję, ale teraz celuję w spokojniejszą 4 albo 6.


Odpowiedz
Wpisy: 588
(@barni)
Połączone: 1 rok temu

I to jest bardzo zdrowe podejście. Nie ma „najlepszej” liczby domu dla wszystkich. Dla jednego 8 będzie spełnieniem, dla innego – udręką. Kluczowe, żeby numer wspierał to, co chcesz teraz w życiu rozwijać, zamiast dokładać ci presji tam, gdzie masz już jej pełno.


Odpowiedz
Wpisy: 649
(@zorka)
Połączone: 1 rok temu

Ja lubię myśleć, że liczby dają scenę, ale scenariusz i tak piszemy sami. Nie wszystko jest do przeskoczenia – w 5 będzie ciężko zrobić klasztor, a w 7 – klub go-go – ale zawsze jest margines, w którym można sporo poustawiać po swojemu.


Odpowiedz
Strona 2 / 3
Udostępnij: