Hej, ciekawi mnie czy któraś z was spotkała kogoś z wibracjami mistrzowskimi w swoim życiu? 🙂 Jak to bylo z waszej strony, co czułyście przy takich osobach, jakie macie doswiadczenia?
szczerze to mam mieszane uczucia co do tego całego „numerologicznego mistrzostwa”... rozumiem ten pomysł że dusza przez kolejne wcielenia zbiera jakiś bagaż doświadczeń i to co wypracowała to jest właśnie ten poziom mistrzowski, ale no... wolna wola robi swoje i chyba nikt nie jest odporny na „zboczenie z drogi” nawet jeśli ma za sobą te wszystkie inkarnacje. Ktoś tu wyżej pisał o liczbie 33 przy tym zamachu na Jana Pawła II i to akurat jest ciekawy przykład bo faktycznie pokazuje że sam wysoki poziom wibracji nie gwarantuje że wszystko pójdzie w „dobrą” stronę. Mam wrażenie ze to trochę upraszcza sprawę kiedy zakładamy ze mistrzowska liczba = automatycznie mądre i pozytywne wybory
Też jestem jedenastką w numerologii i absolutnie nie uważam siebie za kogoś wyjątkowego. Ale przyznam szczerze że to co jest opisywane do mnie pasuje niemal w całości. Od dziecka mam za sobą naprawdę ciężkie przeżycia, jakbym przez całe życie był do czegoś przygotowywany, zahartowywany. Nauczyłem się też takiej postawy... no, trudno to inaczej nazwać niż poddanie się. Nie walczę z sytuacjami których nie jestem w stanie zmienić siłą. I co ciekawe, zazwyczaj wszystko jakoś samo się układa w sposób ktorego nie potrafię wytłumaczyć.
no dobra, ale trochę mi to nie idzie do głowy szczerze mówiąc. Sama jestem numerologiczną jedenastką i podobno mamy mieć jakiś wielki talent duchowy i być wyjątkowo umiłowane przez boga... tylko że jak patrzę na własne życie to niespecjalnie to czuję 🙂 raczej seria pechowych sytuacji niż dowód na bożą opiekę.
ten mit o Hiobie który tu ktoś przywołuje to akurat rozumiem jako metaforę, że cierpienie ma sens i jakiś cel, ale nie jestem pewna czy to wystarczy żeby mi umilić trudne chwile. może to kwestia wiary, której po prostu nie mam w takim stopniu.
no i to hasło „kochać, prosić i dziękować” brzmi fajnie na papierze, ale życie jest jednak trochę bardziej skomplikowane niż trzy słowa motto. nie mówię że to głupie, po prostu mam problem z przyjmowaniem takich rzeczy bez zastanowienia
