Zastanawiam się nad tatuażem i wpadłem na pomysł, żeby wytatuować swoją liczbę życiową. Mam dziewiątkę z daty urodzenia i gdzieś czytałem, że noszenie swojej liczby blisko ciała wzmacnia jej wibracje. Ale czy to działa tak samo z tatuażem, który jest permanentny? Bo z jednej strony stały kontakt ze skórą brzmi jak coś, co powinno działać mocniej niż np. noszenie naszyjnika z cyferką. Z drugiej strony trochę się zastanawiam, czy nie ma jakiegoś ryzyka. Czy ktoś ma wytatuowane liczby i czuje różnicę?
O, właśnie też o tym myślałam! Miałam w planach siódemkę, bo to moja liczba z imienia. Ale nie wiedziałam, że można liczyć osobno z daty i osobno z imienia. Jak ty to obliczałeś, tę dziewiątkę?
Właśnie dlatego wiele osób zamiast cyfr wybiera runy, bo runa jako symbol ma długą historię noszenia na ciele właśnie w celu wzmocnienia konkretnej cechy. Ale rozumiem, że temat jest o liczbach. Ciekawi mnie jedno: czy w numerologii jest jakaś ustalona pozycja na ciele, która wzmacnia działanie liczby? Bo przy runach miejsca umieszczenia mają znaczenie.
A czy jest jakaś liczba, której lepiej nie tatuować? Pytam serio, bo nie każda liczba musi być przecież pozytywna dla kogoś. Jak mam na przykład w swoim układzie jakąś liczbę, która mi nie służy, to co wtedy?
to ma znaczenie, bo jeśli chcesz tatuować liczbę jako świadomy akt energetyczny, musisz wiedzieć, skąd pochodzi i co dokładnie reprezentuje. Inaczej to jest tylko cyfra na skórze. Jaki system czujesz jako swój, pitagorejski czy chaldejski?
Policz swoją liczbę w obu systemach i sprawdź opisy obu wyników. Który opis brzmi bardziej jak ty? To nie jest naukowe, ale w praktyce często jedno z nich po prostu trafia. Miałem podobnie z imieniem, oba systemy dały różne liczby i jeden opis był po prostu trafniejszy.
zmienia dość sporo. Jeśli tatuujesz liczbę, której energia jest ci bliska, to ją zapieczętowujesz. Jeśli tatuujesz liczbę, której ci brakuje, to zapraszasz ją do swojego pola energetycznego. Te dwa zamiary wymagają innych przygotowań i innego rytuału przy wykonaniu, żeby to nie działało wbrew tobie.
Zastanawiam się, czy tatuaż z liczbą można traktować podobnie do sigilu. Sigil też jest rysowanym symbolem, któremu nadajesz intencję i nosi się go jako wzmocnienie. Tylko że sigil można zniszczyć, a tatuaż nie. Czy ktoś pracował z sigilami i mógłby powiedzieć, czy czuje jakieś podobieństwo?
to nie działa jak włącznik. Zakotwiczenie to dopiero początek procesu, nie efekt końcowy. Ciało i pole energetyczne potrzebują czasu, żeby zinternalizować obecność nowej wibracji. Część osób mówi, że coś czuje już podczas sesji. Ale to, co czujesz od razu, to najczęściej efekt samego aktu intencji, nie pracy liczby. Prawdziwa zmiana wzorców to kwestia miesięcy, nie dni.
to bardzo zmienia. Liczba ścieżki życia liczy się z daty urodzenia i tu oba systemy używają tej samej metody redukcji cyfr, więc różnica między pitagorejskim a chaldejskim pojawia się przy literach imienia, nie przy dacie. Twoja dziewiątka z daty jest raczej spójna niezależnie od systemu. To co innego, niż gdyby wyszła z imienia.
To ważne wyjaśnienie. I teraz wracam do pytania o intencję, bo to jest sedno. Lalik powiedział, że chce wzmocnić energię, której mu brakuje. Ale liczba ścieżki życia to nie jest energia obca, to jest energia wpisana w twój numer urodzenia. Czyli ona jest w tobie z definicji, tylko może nie aktywowana albo zablokowana. To trochę zmienia obraz tej dziewiątki.
Ta metafora z pokojem jest dobra. Ale jak wygląda taki rytuał przebudzenia w odróżnieniu od rytuału zaproszenia? Czy ktoś może to opisać konkretnie, bo dla mnie to wciąż dość abstrakcyjne?
Czy takie przygotowanie można zrobić samemu, czy trzeba kogoś do pomocy? Pytam, bo nie każdy ma dostęp do kogoś, kto to zna w praktyce.
Trochę się gubię w tej rozmowie, bo jest bardzo techniczna. Chcę zapytać o coś prostszego: czy są liczby, których generalnie nie powinno się tatuować, takie które są energetycznie ryzykowne? Gdzieś czytałam, że 4 i 13 są uważane za trudne.
A co z jedenastką i dwudziestą drugą? To są liczby mistrzowskie w numerologii i zawsze słyszę, że są wyjątkowe. Czy tatuaż z 11 albo 22 działa inaczej niż z jednością albo czwórką?
Szczerze? Bardziej skomplikowana niż na początku. Myślałem, że to będzie proste, wybierasz liczbę, tatuujesz i gotowe. A teraz mam w głowie pytania o intencję, rytuał, system obliczania, energie wrodzone kontra zaproszone. Nie żałuję tej rozmowy, ale czuję, że potrzebuję to jakoś poukładać.
To jest dobry znak, że coś z tej dyskusji rzeczywiście do ciebie dotarło. Można powiedzieć, że zagubienie po takiej rozmowie jest bardziej uczciwe niż pewność przed nią. Ale żeby nie zostawiać cię z chaosem: co konkretnie czujesz, że potrzebujesz teraz wyjaśnić? Jaka część jest najbardziej nieuporządkowana?
tak, zdecydowanie najpierw to. Rytuał bez jasnej intencji jest jak modlitwa bez treści, możesz mieć właściwy nastrój, ale energia nie wie, dokąd ma płynąć. Zanim zasiądziesz do jakiegokolwiek przygotowania, zadaj sobie jedno pytanie: co w sobie chcesz przebudzić przez dziewiątkę? Nie co chcesz dostać, ale co chcesz w sobie uruchomić.
A jak piszesz takie zdanie i nie wiesz, czy się opierasz, czy po prostu jesteś zdenerwowana, bo to ważna decyzja? Pytam, bo chyba mieszałabym te dwa stany.
Czy jest jakaś konkretna technika, żeby w ogóle zacząć formułować taką intencję? Bo wydaje mi się, że bez wcześniejszego doświadczenia z rytuałami można nie wiedzieć nawet od czego zacząć.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam pytanie, które mnie dręczy od samego początku. Czy są jakieś liczby, które szczególnie dobrze nadają się na tatuaż właśnie dlatego, że są trwałe na skórze? Czyli takie, których działanie jest długofalowe, a nie chwilowe?
