Chodzi mi o coś, o czym ostatnio non stop myślę i nie wiem, czy ktoś w ogóle to analizował pod kątem numerologicznym. Numery sal w szpitalach położniczych, konkretnie sale rodzinne. Czy sprawdzaliście kiedyś, czy wibracja liczby sali, w której odbywa się poród albo gdzie para spędza pierwsze dni po narodzinach, może mieć wpływ na relację między partnerami? Kilka znajomych mi ostatnio opowiadało, że właśnie przy porodzie albo tuż po doszło do poważnych napięć z partnerem. I zaczęłam się zastanawiać, czy to przypadek że sala 4 kontra sala 6. Czwórka to stabilność, ale też zamknięcie i blokada energetyczna, a szóstka to harmonia, rodzina, miłość. Macie jakieś przemyślenia albo własne obserwacje?
Ciekawy kierunek, ale zanim pójdziemy dalej - mówisz o samej liczbie sali, czy redukujesz ją do cyfry podstawowej? Sala 14 i sala 4 to dwie różne energie, mimo że 14 redukuje się do 5, nie do 4. Warto to ustalić na wstępie, bo inaczej porównania nie mają sensu :).
Ja bym tu jeszcze dołożyła aspekt astrologiczny, bo nie da się tego rozpatrywać bez momentu wejścia do tej sali. Jeśli para wchodzi do sali 6 podczas złego tranzytu Wenus, to szóstka i tak może nie pomóc. Wenus w Rybach to pozycja, gdzie bardzo łatwo się rozmyć w emocjach drugiej osoby - zamiast harmonii mamy takie zlanie bez granic. Czy ktoś w ogóle brał pod uwagę moment wejścia do sali i aktualną pozycję planet?
przepraszam, ze moze gupie pytanie ale jak w ogole sala moze miec wplyw na relacje? czy chodzi o to ze przebywajac w niej przez dluzszy czas absorbujemy te energie liczby? nie rozumiem mechanizmu
hm ale czy dwie doby w ogole wystarczy, zeby energia sali cos konkretnego zrobiła? Wydawalo mi sie ze numerologia mieszkania dziala bo sie tam zyje miesiacami. przy sali szpitalnej to chyba za malo czasu nie?
Ehh, zapisuję to sobie, bo mam znajomą, która rodziła w sali 13 i relacja z mężem po tym porodzie była bardzo napięta przez długi czas. Chociaż ona sama mówi, że były też inne czynniki. Jak w ogóle odróżnić wpływ sali od zwykłego stresu poporodowego? Jest jakiś sposób na zweryfikowanie tego post factum?
Pracuję z parami przy rytuałach harmonizujących i kilka razy kobiety mi mówiły o numerze sali, jakby intuicyjnie czuły że to ma znaczenie. Żadnej systematycznej listy nie prowadziłam. Jedna z nich mówiła że sala 8 była dla niej bardzo ciężka, czuła ogromną presję i kontrolę ze strony partnera, który normalnie taki nie był. Ósemka to przecież władza, dominacja, napięcie. Przypadek? Może. Ale ciekawe.
Jeśli chodzi o kamienie, przy sali 8 pomyślałabym o różowym kwarcu albo awenturynie - żeby złagodzić tę energię dominacji i wprowadzić więcej ciepła. Ale czy w szpitalu w ogóle wolno mieć kamienie przy sobie? Ktoś to praktycznie próbował?
Słuchajcie, wracając do tego co pisała Pentagramia na poczatku - czy sala 6 rzeczywiscie bylaby najlepsza dla par ktore juz maja miedzy soba jakies napiecie? jesli energia 6 to harmonia i rodzina, to moze prosba o konkretna sale albo przeniesienie do sali z dobra wibracja moglaby cos zmienic czy to w ogole ma sens zeby prosic o konkretna sale?
Przepraszam ze wchodzę, ale czy ta szóstka to zawsze harmonia? Cos mi sie obiło ze 6 może też oznaczac nadmierna odpowiedzialnosc i poswiecenie siebie, takie zatracenie w roli opiekuna. Czy to nie byłoby akurat problematyczne przy porodzie, gdzie kobieta i tak jest w bardzo podatnym stanie?
a w sumie ktos mi moze wytlumaczyc jak to dziala z tym Wenus w Rybach, bo Wisielczyni wspomniana i teraz jestem ciekawy? podobno gubimy sie w partnerze przy tej pozycji ale czy to znaczy ze jak para ma Wenus w Rybach w synastrii albo w tranzycie podczas porodu to niezaleznie od numeru sali bedzie problem?
No właśnie, Slawek, ale ja miałam na myśli coś trochę innego. Wenus w Rybach w synastrii to jedno, ale jeśli ta pozycja jest natalna u jednego z partnerów, to ta osoba już z założenia ma tendencję do rozmywania siebie w relacji. I pytanie do Pentagramii - czy w pierwotnym pytaniu chodzi o parę gdzie jedno lub oboje mają taką pozycję natalną, czy raczej o tranzyt podczas pobytu w sali?
Zatrzymuję się przy tym, co napisała Pentagramia, bo to ważne rozróżnienie. Wenus w Rybach natalnie to nie przekleństwo - to dar z określoną ceną, a tą ceną są słabe granice w miłości. 😉 Ale wracając do sali: jeśli szukasz przestrzeni, która da tej kobiecie poczucie gruntu, to może nie szóstka jest tu kluczem, tylko jedynka albo czwórka. Czwórka to struktura, ziemia, podstawa. Dla kogoś kto się "rozpływa" - właśnie to mogłoby działać stabilizująco, nie miękka harmonia szóstki.
Czytam tę dyskusję i zaczynam się zastanawiać, czy nie powinniśmy oddzielić dwóch pytań. Jedno to: jaka sala jest dobra dla pary z napięciem w relacji ogólnie. Drugie: jaka sala jest dobra dla tej konkretnej kobiety z Wenus w Rybach. To mogą być dwie różne odpowiedzi i pewnie nigdy nie będą zbieżne. Czy ktoś próbował kiedyś liczyć wibrację sali kontra liczbę osobistą matki i ojca razem?
Właśnie to samo chciałam napisac co Stokrotunia. Czytam i mysle - czy w ogóle bierzemy pod uwage liczby osobiste obojga? bo jesli ojciec ma liczbe zycia 8, a sala jest 8, to wzmocnienie nie zawsze jest dobre, to moze byc przeciazenie nie?
Emilek, ja tez jestem ciekawa, bo to nie jest takie oczywiste. Słyszałam ze niektórzy liczą też liczbe imienia i to dodają do obrazka. Czy przy sali to tez sie uwzglednia, czy tylko data urodzenia?
dobra rozumiem juz mniej wiecej to liczenie. ale wrócmy do Wenus w Rybach bo Wisielczyni wspomniała na poczatku i to mnie nurtuje. czy ta pozycja natalnie naprawde powoduje ze czlowiek sie gubi w partnerze zawsze, czy to zalezy od innych warunków w horoskopie? bo brzmi to jak mocna teza
To co mówi Wisielczyni jest bardzo bliskie temu, co obserwuję. I mam teraz pytanie do wszystkich: jeśli szóstka wzmacnia bezwarunkową troskę, a ta osoba i tak ma jej za dużo - czy może sala 2 byłaby lepsza? Dwójka to partnerstwo, ale też dialog, współpraca na równych prawach. Może zamiast harmonii szóstki potrzeba tu czegoś, co przypomina o wzajemności?
Interesujące rozumowanie, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem logikę: zakładasz, że sala może "korygować" to, czego danej osobie brakuje, a nie wzmacniać to, co ma? Bo to jest jedna szkoła myślenia w numerologii. Ale jest też szkoła, która mówi że sala wzmacnia swój własny wzorzec niezależnie od tego, kto w niej jest. Które podejście przyjmujesz :)?
Słyszałem o obu tych podejściach i szczerze nigdy nie byłem pewien, które jest bliżej prawdy. Mam wrażenie że to trochę jak z kamieniami - jedni mówią że kamień daje ci to, czego potrzebujesz, inni że wzmacnia cechę którą już masz. Może z salą jest tak samo i odpowiedź zależy od kontekstu człowieka?
To co mówi Dagmarka jest według mnie kluczem do całej tej dyskusji. Intencja i wibracja miejsca nie muszą działać niezależnie. Ale wróćmy do Wenus w Rybach, bo Pentagramia zadała konkretne pytanie o dwójkę. Dwójka jako sala dla kogoś kto się zatracił w idealizacji partnera - nie jestem przekonany. Dwójka to dialog, owszem, ale też zależność i potrzeba drugiego. Czy to nie jest wlewanie oliwy do ognia?
przepraszam ze wchodze z podstawowym pytaniem ale juz kilka razy slyszalem o tej korekcji kontra wzmocnieniu i nadal nie rozumiem jak numerologia w ogole rozstrzyga ktorego efektu sie spodziewac. czy to zalezy od numerologa ktory interpretuje? bo jak Pentagramia i Heksanka mowia o dwoch szkolach myslenia to dla mnie brzmi troche tak ze mozna uzasadnic dosłownie kazda sale, jakby pasowalo do narracji
