Nie brzmi dziwnie, babcia mówiła że jak duch bliskiej osoby jest przy tobie to możesz poczuć takie ocieplenie albo ciężkość, jakby ktoś usiadł obok. Mówiła że to nie jest strach, raczej spokój.
Nie zawsze. Niektóre energie potrafią się podszywać pod coś miłego właśnie po to żeby otworzyć kontakt. Dlatego samo przyjemne odczucie nie jest wystarczającym filtrem. Bryza, jak to oceniasz?
I właśnie to jest moje pytanie ogólnie do tej dyskusji, jak w ogóle można to rozróżnić? Słyszę że dobre odczucie to nie jest pewnik, ale jak wobec tego cokolwiek ocenić? Brzmi jakby zawsze była niepewność.
To chyba jest odpowiedź na pytanie Ruty. Nie ma pewności stuprocentowej, ale ta spójność z tym jak mama mówiła, to jest coś czego podświadomość raczej by nie wygenerowała tak precyzyjnie. Albo przynajmniej warto tak pomyśleć.
Chcę wrócić do sedna tego wątku, bo mi się wydaje że trochę odbiegliśmy. Głosy podczas medytacji, zwłaszcza taki jak opisuje Bozenka, często pojawiają się kiedy umysł naprawdę się wycisza i przestaje filtrować. Pytanie jest czy w tej konkretnej medytacji było coś emocjonalnie silnego, jakiś temat który niósł ze sobą duży ładunek.
To jest akurat bardzo charakterystyczne. Kiedy umysł przestaje aktywnie kontrolować myśli, wypływa to co jest naprawdę ważne, a nie to co świadomie chcemy myśleć. Może po prostu tęsknota była głębsza niż na co dzień czujesz?
Babcia mówiła że dusze bliskich przychodzą kiedy my jesteśmy spokojni, bo wtedy mogą się przebić. Może właśnie taka medytacja bez nagrań i muzyczki daje im ten moment.
Ciepło na lewym ramieniu przy braku innych sygnałów to może być zwykłe fizyczne odczucie albo zmiana napięcia mięśniowego podczas wyciszenia. Nie powiedziałbym że to kontynuacja tamtego doświadczenia, choć nie wykluczam. Bozenka, jak długo trwała tamta medytacja zanim usłyszałaś głos?
Pół godziny to całkiem sporo. Ja po kwadransie już myślę o liście zakupów, szczerze mówiąc.
Bo jeśli są na początku, to brzmi bardziej jak własne myśli, a jak po dłuższym czasie, to może jednak coś innego. Bozenka, twój głos był po pół godzinie, czyli już w głębokim stanie. Czy ktoś jeszcze z was miał podobne doświadczenie i wie mniej więcej kiedy to się pojawia?
U mnie zawsze po jakimś czasie, nigdy od razu. Pierwsze minuty to jeszcze za dużo szumu w głowie. Ale mam wrażenie że to nie jest reguła dla wszystkich, bo zależy chyba od tego jak ktoś w ogóle wchodzi w medytację.
Babcia mówiła że dusze pamiętają daty i że same pilnują tych momentów. Dwie tygodnie przed rocznicą to by pasowało, jakby chciała powiedzieć że jest, zanim zaczną się te cięższe dni. Może właśnie po to przyszła.
Obie warstwy mogą być prawdą jednocześnie, to nie jest sprzeczność. Ale wracając do tego co pytała Ruta, bo to jest ważne dla całego tematu. Mam wrażenie że głosy we wczesnej fazie medytacji i te po długim wyciszeniu to naprawdę dwie różne kategorie. I warto to rozróżniać, bo inaczej wszyscy będą interpretować każdy szum jako kontakt.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że cały czas krążymy wokół pytania o to skąd wiadomo, ale nigdy nie dochodzimy do żadnego kryterium. Czy jest jakiś jeden element, który wyróżnia wam te doświadczenia? Coś konkretnego, nie tylko poczucie.
Niekoniecznie. Sposób w jaki ktoś mówi imię może być informacją, jeśli jest niepowtarzalny. Ty powiedziałaś że nikt poza mamą tak nie mówił. To jest właśnie ten szczegół, który trudno uznać za własną projekcję.
Chcę dorzucić do tego jeden wątek, bo mi się otworzył przy tej rozmowie. W numerologii imię ma wibrację. Kiedy ktoś bliski wypowiada twoje imię z konkretną intonacją, ta wibracja jest powiązana z tą osobą. Mówiąc obrazowo, mama mogła zostawić w tobie odcisk tej wibracji i to co usłyszałaś w medytacji to może być właśnie jej echo, zachowane gdzieś głębiej. Czy to ma dla ciebie sens, Bozenka?
...ten odcisk tej wibracji jak swego rodzaju klucz. I jeśli energia mamy była na tyle silna, to mogła zostawić coś w polu Bozeny, co w odpowiednim momencie mogło się uaktywnić. Nie twierdzę że tak było, ale numerologia i fonetyka imion to nie przypadek.
Słuchajcie, trochę się tu zagubiliśmy w tych wibracjach i polach. Wracając do pytania Begonii, które było całkiem konkretne: czy ktoś z was kiedykolwiek usłyszał coś podczas medytacji co potem okazało się sprawdzalną informacją? Coś co można było zweryfikować?
System to mocne słowo, ale mam zwyczaj zapisywania wszystkiego co pojawia się podczas medytacji, nawet fragmenty, nawet jak nie rozumiem. I potem patrzę czy coś wraca albo nabiera sensu. Bez zapisków większość się ulatnia i nie ma po czym pracować.
A jak zaczynacie medytację to macie jakiś spsoób żeby się nastawić na odbiór czy raczej staracie się być puści? Bo czytam i mam wraznie że każdy trochę inaczej do tego podchodzi i zastanaiwam się czy to w ogóle ma znaczenie dla tych głosów.
Ja tamtej nocy w ogóle nie siadałam z myślą o mamie. Miałam po prostu kiepski tydzień w pracy i chciałam się wyciszyć. Więc jeśli chodzi o intencję, to była raczej taka... żeby przestać myśleć. I to tym bardziej mnie zastanawia, bo gdybym szukała kontaktu, to bym to rozumiała. A tak?
To właśnie babcia zawsze mówiła, że oni przychodzą wtedy kiedy jesteś otwarta, nie kiedy wzywasz. Wzywanie to jakby zamykanie drzwi i czekanie że ktoś zapuka. A tak, kiedy jesteś cicha i nie prosisz, drzwi są same uchylone.
