Nie wiem czy dobrze trafiłam z tematem, ale chciałam zapytać o tarot w kontekście akceptacji siebie. Od jakiegoś czasu strasznie się ze sobą zmagam, mam takie okresy że kompletnie siebie nie lubię i ktos mi powiedział żeby spróbować rytuału z kartami żeby coś przepracować... Ale szczerze mówiąc boję się. Nie wiem czy to dobry moment, mam wrażenie że jestem teraz w takim miejscu że zamiast mi pomóc to moze być dla mnie ostatnia kropla. czy ktoś miał coś podobnego? Że bał się sięgnąć po karty bo czuł że jest zbyt kruchy na to co może wyjść?
To co opisujesz brzmi poważnie i chcę się upewnić że dobrze rozumiem :P. Piszesz że boisz się że to może być ostatnia kropla. Czy masz na myśli że emocjonalnie cię to przerośnie, czy masz na myśli coś więcej? Pytam wprost bo to ważne zanim w ogóle porozmawiamy o kartach.
Nie, nie w tym sensie. Przepraszam ze sie tak wyraziłam, to brzmiało gorzej niż chciałam. Chodzi mi o to że jestem teraz emocjonalnie na granicy i boję się że jak karty pokażą coś trudnego to po prostu się posypię. Nie jestem w kryzysie, po prostu czuję się wyczerpana i nie wiem czy mam siłę na taką pracę z sobą.
Dobrze, to już więcej rozumiem. Ale mam pytanie do ciebie czy ten rytuał ktos ci zaproponował konkretny, czy sama chciałaś coś zrobić z kartami? Bo to jednak dwie trochę różne sytuacje jeśli chodzi o to jak się do tego przygotować.
To jest akurat ciekawy punkt wyjścia. Nie znajomość kart. Bo jeśli ktoś nie zna symboli to może je odczytać albo zbyt dosłownie albo w ogóle nie wiedzieć co widzi... A przy pracy z akceptacją siebie to naprawdę ma znaczenie. Możesz mi powiedzieć jakie karty wchodzą w grę? Czy koleżanka mówiła o jakimś konkretnym układzie?
Taki układ to całkiem sensowna rzecz do pracy z sobą, ale mam pytanie, czy twoja koleżanka mówiła żebyś robiła to sama czy razem z nią? Bo to robi ogromną różnicę moim zdaniem. jeśli jesteś teraz w takim miejscu jak piszesz to robić coś takiego samotnie może być trudne.
To jest bardzo ważna obserwacja i dobrze że to czujesz. Karty nie zrobią ci krzywdy same z siebie, ale kontekst ma znaczenie. Jeśli wiesz z góry że zostanie z trudną kartą w rękach i bez wsparcia budzi w tobie lęk, to może warto najpierw porozmawiać z koleżanką o tym żeby była przy tym :)? Albo przynajmniej dostępna telefonicznie?
a w ogóle to jakie karty kojarzą się z akceptacją siebie? Bo ja niedawno zaczęłam i naprawde nie wiem które z Wielkich Arkanów o tym mówią ;).
To co mówisz jest moim zdaniem odpowiedzią samą w sobie. Jeśli masz wątpliwości co do momentu i metody, to może nie jest ten moment i nie ta metoda. karty mogą poczekać. To nie wyścig
Ale z drugiej strony jak się ciągle czeka na dobry moment to można tak czekać w nieskończoność, nie? Ja tak miałem z kilkoma rzeczami i w końcu po prostu zacząłem i okazało się że było dobrze.
szczerze to nie wiem. Nigdy się nie zastanawiałam nad tym. Ale masz rację że jak raz widziałam karty u koleżanki to niektóre robiły na mnie wrażenie od razu, bez żadnego tłumaczenia.
To Wisielec i to ciekawe że wlasnie ona zrobiła na tobie wrażenie, bo ta karta wcale nie jest tym czym wygląda. ona mówi o zawieszeniu, o spojrzeniu na siebie z innej perspektywy, o dobrowolnym zatrzymaniu. Przy temacie akceptacji siebie jest zaskakująco trafna. Ale rozumiem że gdy się jej nie zna to wygląd może przestraszyć.
No właśnie, to jest chyba największy problem z tarotem jak się zaczyna. Widzisz śmierć, wiszącego typa, wieżę w ogniu i od razu myślisz że to koniec świata... A to nie o to chodzi, tak?
Mam wrażenie że cały czas kręcimy się wokół tego czy robić czy nie robić, a nikt jeszcze nie zapytał o coś podstawowego. ojej celestynko, czy ty masz w domu jakieś karty czy w ogóle nie masz żadnych :(? Bo to tez jest istotne z praktycznego punktu widzenia.
To jest coś co mnie trochę zatrzymuje. Pożyczona talia, nieznana karta, samotny rytuał, i do tego emocjonalne napięcie o którym mówisz. To jest dużo naraz. Nie mówię że to niemożliwe, ale masz na siebie dużo wymagań jak na jeden wieczór.
Słuchajcie, wchodzę troche z boku bo obserwowałem ten wątek od początku :P. Mam jedno pytanie do Celestynki. Czy koleżanka która zaproponowała ci ten rytuał wie w jakim jesteś teraz miejscu emocjonalnie? Czy mówiłaś jej o tym?
To jest moim zdaniem kluczowe. Jeśli zaproponowała ci coś co według niej jest dobre, nie znając pełnego obrazu, to moze warto jej powiedzieć więcej zanim cokolwiek zdecydujesz? nie pytam czy masz robić ten rytuał czy nie, pytam czy ona wie z czym naprawdę do niej przychodzisz.
zgadzam się z tym co Hilek napisał. I właściwie to by rozwiązało też część problemu z samotnością podczas rytuału. Gdyby koleżanka wiedziała więcej, mogłaby zaproponować żebyście zrobiły to razem, albo żeby była dostępna jak skończysz.
Właśnie. I to nie byłoby zdradzanie tajemnicy ani słabość, tylko zwykłe powiedzenie komuś bliskiemu że potrzebujesz wsparcia. Czy to jest coś czego się obawiasz, Celestynko?
Wcale nie brzmi głupio. Ale zastanów się, wolisz mieć ten rytuał bez wsparcia czy mieć wsparcie bez rytuału? Bo to są dwie osobne rzeczy i nie musisz brać ich razem albo wcale.
I jeszcze jedno, bo chcę się upewnić że to padło wprost... Karty przy pracy z akceptacją siebie mogą być bardzo pomocne ale nie są jedyną drogą. Jeśli teraz bardziej potrzebujesz rozmowy z żywym człowiekiem niż rozkładu kart, to jest to całkowicie równoważna opcja :D. Tarot nie zniknie, możesz do niego wrócić kiedy poczujesz że masz pod nogami stabilniejszy grunt.
Rozumiem to co mówisz, ale właśnie to mnie trochę niepokoi. Jeśli liczysz że rytuał zrobi to czego nie zrobiły rozmowy, to nakładasz na niego bardzo dużo. Karty mogą dać ci inne spojrzenie, ale nie zastąpią tego co dzieje się w środku. Pytam wprost, czego konkretnie oczekujesz po tym wieczorze?
To wcale nie brzmi dziecinnie. To jest dokładnie to o czym jest akceptacja siebie, szukanie zewnętrznego potwierdzenia tego co chcemy poczuć w środku :D. i wiesz co ciekawe? Ten temat pojawia się w tarocie bardzo dosłownie. Słońce, Gwiazda, Sąd, każda z tych kart ma w sobie ten moment, kiedy coś zostaje uznane za wystarczające. Ale mam pytanie, czy ty sama wierzysz że to możliwe, że jesteś dobrze? Choćby trochę?
Ja też miałam tak że szukałam w kartach jakiegoś "tak, dobrze robisz". I zawsze jakoś wychodziło że karty mówiły dokładnie to co chciałam usłyszeć. Potem zaczęłam się zastanawiać czy to nie jest tak że sama je interpretuję pod siebie. Celestynko, czy masz kogoś kto mógłby ci pomóc interpretować po tym jak je wyciągniesz?
To nie chodzi o to że "powinnaś" bo nikt tu nie może ci nic nakazać... Chodzi o to co jest dla ciebie bezpieczniejsze. Widzę że kilka razy wróciłaś do tego słowa, ostatnio że rytuał mógłby być ostatnią kroplą. Chcę zapytać wprost, co miałaś na myśli pisząc to?
Dziękuję że to napisałaś. I słyszę to, że to jest wyczerpanie, nie coś gorszego. ale właśnie dlatego pytam, czy miałaś ostatnio kontakt z kimś, nie na forum, kto mógłby po prostu być z tobą? Psycholog, terapeuta, ktokolwiek :P? Bo karty przy pracy z akceptacją mogą być naprawdę wspierające ale nie wtedy gdy człowiek jest na granicy wytrzymałości. Wtedy potrzebna jest żywa obecność.
Mam wrażenie że Celestynka już wie co powinna zrobić, po prostu boi się to zrobić. To znaczy powiedzieć koleżance więcej. Czy tak to czujesz?
