Chciałam podzielić się rozkładem, który wymyśliłam dla siebie jakis czas temu i sprawdził się na tyle dobrze, że moze komuś jeszcze pomoże. Chodzi o pracę z przebaczaniem sobie - takie samoprzebaczenie przez karty. Używam pięciu pozycji: 1. Co we mnie nosi ten ciężar (serce sprawy), 2. Skąd to pochodzi (źródło), 3. Czego się boję przyznać przed sobą (cień), 4. Co muszę puścić, 5. Co we mnie czeka, żeby mogło wyrosnąć po puszczeniu. Pierwsze dwie pozycje często dają mi Miecze albo karty dworskie i to mi dużo mówi o tym, jak bardzo głowa blokuje serce. Czy ktoś robi podobne rozkłady do pracy z sobą?
Rozkład ciekawy, ale mam pytanie o tę trzecią pozycję - 'czego się boję przyznac przed sobą'. jak sobie radzisz, gdy karta w tej pozycji jest ewidentnie pozytywna? Bo mi się kilka razy zdarzyło, że wyciągałam np. Slonce albo Gwiazdę i kompletnie nie umiałam tego zaaplikować do pytania o cień.
Też chciałabym spróbować czegoś takiego, bo mam od jakiegoś czasu poczucie, że kręcę się w kółko z jedną sprawą i nie umiem sobie odpuścić. Ale mam podstawowe pytanie - czy taki rozkład robimy dla konkretnej sytuacji, czy bardziej ogólnie dla siebie 'teraz'?
Podoba mi sie ta interpretacja jasnych kart na pozycji cienia jako strachu przed dobrem. Spotkalem się z podobnym podejściem u kilku autorów piszących o tarologii terapeutycznej. Mam jednak wątpliwość co do czwartej pozycji - 'co musze puścić'. Czy nie powinno tam być tez miejsce na to, co pojawia sie, gdy ta karta jest trudna do przyjęcia? Bo czasem wyciągamy tam coś, co absolutnie nie chcemy puścić.
A ile czasu zajmuje taki rozkład? Pytam, bo próbowałam różnych pięciopozycyjnych i zawsze się gubię gdzieś w środku i nie wiem, czy to co czuję to rzeczywiście cos ważnego, czy po prostu fantazjuję.
To co mówi Amuletka_S o gubieniu się w środku rozkładu jest bardzo powszechne i moim zdaniem wynika stad, że ludzie zaczynają interpretować każdą kartę osobno, zamiast czytać rozkład jako calosc po odłożeniu wszystkich kart. Czy tak robisz - czy czytasz pozycję po pozycji w trakcie ciągnięcia, czy odkrywasz wszystkie naraz?
Wróćmy do psa bo mnie to bardzo zainteresowało w opisie tematu 🙂 Mój kot zawsze wchodzi mi na stół gdy rozkładam karty i na początku go przepędzałam, a potem przestalam i okazało się że siadał akurat na kartach które były najważniejsze w danym momencie. Może zwierzęta czują te energie?
Ja w kontekście zwierząt przy pracy z kartami powiem tak - jeśli pies jest spokojny i tylko leży blisko, to dla mnie to jest neutralne lub nawet stabilizujące. Gorzej jeśli domaga się uwagi w trakcie bo przy takim rozkładzie jak ten potrzebny jest naprawdę skupiony stan. To nie jest pytanie do kart o codziennosc, to jest praca z czymś, co może mocno poruszyc. Rozklad Eleonorki do tego mnie przekonuje, szczególnie ta piąta pozycja - co czeka, żeby wyrosnac 🙂
Przepraszam ze może głupie pytanie ale... co to znaczy 'puścić' w kontekście karty? Czy chodzi o to ze mamy coś dosłownie odpuścić czy bardziej zmienić jak o tym myślimy? Bo ja sobie nie bardzo wyobrażam jak karta może mi powiedzieć co mam puścić.
Ja bym tu dodała że przy rozkładzie na wybaczanie sobie koniecznie trzeba mieć Wielkie Arkana oddzielone od Małych, bo Wielkie dają głębszy wgląd i tylko na nich powinien działać taki introspekcyjny rozkład. Małe Arkana są za szczegółowe żeby pracować z przebazceniem sobie.
Właśnie tak to czuję jak Runolog pisze. Jak robiłam ten rozkład po raz pierwszy, wyciągnęłam Czwórkę Mieczy w pozycji 'gdzie teraz jestem' i to trafilo perfekcyjnie - odpoczynek wymuszony, zawieszenie, cisza po czymś trudnym. Żadna Wielka Arkana nie dałaby mi tego tak precyzyjnie w tamtym momencie. Poza tym - czy naprawdę ktoś robi taki rozkład wyciągając TYLKO z puli Wielkich? Technicznie jak to wygląda?
Ja właśnie chciałam zapytać o to samo co Eleonorka - czy fizycznie odkłada się jedną część talii? Bo nigdy tak nie robiłam i nie wiem czy to ma jakiś sens praktyczny, czy bardziej to kwestia przekonania.
Wracając do samego rozkładu - mam pytanie do Eleonorki. Wspomniałaś że piąta pozycja daje 'oddech', ale nie powiedziałaś jak ją nazywasz. Czy to jest coś w rodzaju 'co mnie wspiera w przebaczeniu' czy raczej 'krok do przodu'? Różnica miedzy tymi dwiemma wydaje mi się znacząca przy pracy z wybaczaniem sobie.
Ja mam inne pytanie bo się pogubilam trochę - czy w tym rozkładzie jest jakaś karta 'środkowa', centralna? Przy rozkładach ktore znam zawsze jest jakiś punkt wyjścia a tu nie bardzo rozumiem jak to jest ułożone fizycznie.
Dobra, opiszę fizycznie bo pytanie zasadne 🙂 Kładę trzy karty w poziomie - to jest rdzeń: skąd przyszłam z tym ciężarem, gdzie jestem teraz, co musze puścić. Pod środkową kładę kartę cienia, a nad srodkowa tę piątą, zasobową. Wychodzi coś w kształcie krzyża z wydłużonym poziomem. Środek to ta 'teraz' bo bez zakorzenienia w obecnym momencie ten rozkład traci sens.
Okej, to juz rozumiem bardziej 🙂 Ale mam jeszcze jedno - mówiłaś wcześniej że jasne karty na pozycji cienia mogą znaczyc strach przed dobrem. Jak to rozpoznać podczas czytania? Bo jak mi wyskoczy Słońce na pozycji cienia to pierwsza myśl jest że to pomyłka albo że źle wymieszalam.
