i chociaż wiesz, że cię kocham
że jesteś mój... przeznaczony
wciąż myślą uciekasz gdzieś dalej
w zimne, obce mi strony
dni, noce i blade poranki
spędzam zawsze przy tobie
a ty mówisz że to zachcianka
odpychasz mnie drwiącym słowem
popychasz w inne objęcia
choć ból mnie powoli dusi
ty tym bólem karmisz sie z uporem
nie znasz kobiecej duszy
no dobra, wrzucam bo może komuś pomoże...
Nie odpychaj od siebie serca, bo ono nic nie zawiniło. Zakochane, ślepe, to nie znaczy że gorsze. Nie wyrzucaj z siebie tych wszystkich słów które coś dla ciebie znaczą, bo czasem jedno zdanie potrafi sprawić że miłość wraca.
Nie powstrzymuj łez kiedy naprawdę trzeba płakać. Łzy to coś w rodzaju balsamu, bez nich ciężej to wszystko przeżyć. I nie zaciskaj pięści z bezsilności, bo los ma to do siebie że potrafi naprawić swoje własne błędy, wybaczyć je.
Nie uciekaj w ciemność nocą. Zostaw sobie chociaż tę iskierkę nadziei i jej pilnuj. Nie zatrzymuj serca na siłę, ono chce bić, a gdzieś jest ktoś kto kocha i bez ciebie nie daje rady.
Zatrzymaj przy sobie to co najważniejsze: ciepłe myśli, piękne chwile, czyjś wzrok zakochany, szept, smak ust. I tę miłość późną nocą, najprawdziwszą ze wszystkich.
Bardzo trudny temat...
Zajrzyj czasem za tę ścianę, może właśnie tam na Ciebie czekają...
Jestem po prostu w szoku...
Podchodzę do tego z dużą dozą sceptycyzmu, żeby nie powiedzieć całkowitego.
Elektryzujące i nurtujące... coś w tym jest, naprawdę.
