hmm, czytam to i rozumiem jak ciężko musi być mierzyć się z takim nawałem złych rzeczy naraz. Utrata partnera, potem praca, potem mieszkanie... to naprawdę dużo jak na jedną osobę.
Ale chcę powiedzieć szczerze, bo myślę że to ważne: nie sądzę żebyś miała z sobą coś „nie tak”. Niekiedy życie układa sie w takie cykle, że jeden cios pociąga za sobą kolejny i człowiek ma wrażenie jakby szedł pod prąd bez żadnej przerwy. To wyczerpuje i odbiera wiarę w siebie.
Co do mężczyzn, no, to jest osobna kwestia. Jeśli trzy razy z rzędu trafiasz na kogoś kto odchodzi, warto się zastanowić spokojnie, czy gdzieś w środku nie przyciągasz podobnego typu ludzi. Nie mówię że to twoja wina, absolutnie nie. Ale czasem nosimy w sobie wzorce z dawnych lat i nieświadomie idziemy w te same pułapki. Warto to sobie przepracować, najlepiej z kimś do kogo można otwarcie mówić.
Jeśli chcesz opowiedzieć wiecej o tym co przeżyłaś, pisz śmiało tutaj w wątku. Nikt cię nie oceni, a może razem coś z tego poukładamy. Trzymaj sie 🙂
Wiesz, czasem kiedy wszystko się wali i nie wiadomo już gdzie szukać wsparcia, warto po prostu pójść do kościoła i tam się pomodlić... to naprawde pomaga, cisza i skupienie robią swoje.
No cóż, to faktycznie ciekawe zagadnienie.
Coś w tym jest, co człowieka nie daje spokojnie spać...
Rzeczywiście to jest dosyć dziwne...
Bardzo bardzo mi przykro, że masz taki trudny czas. Trzymaj się.
Ojej, czytam ten wątek i serce mi się ściska...
