wkrotce zamierzam umrzec. w zasadzie to... prawie pewne. potrzebuje pomocy, nie wiem co zrobic zeby juz nie wracac chce reinkarnacji, chce po prostu przestać istnieć, zniknąć kompletnie, na zawsze
Zanieś to Jezusowi... On umarł na krzyżu i zmartwychwstał właśnie dla ciebie. Tamtej nocy w Ogrójcu, przed ukrzyżowaniem, modlił się w wielkim lęku, bał się tego co nadchodziło tak bardzo, że pot ściekał Mu jak krew. I przyszedł anioł, żeby Go pokrzepić. Jezus spojrzał na niego, a potem wstał i poszedł naprzeciw swojemu losowi. Wiedział, że warto. Wiesz dlaczego? Bo ten anioł miał twoją twarz. Wiedział dla kogo umiera, wiedział że umiera po to, żebyś ty mógł żyć naprawdę, żebyś mógł znać radość i miłość.
Taki jest Jezus. Kocha ciebie najbardziej ze wszystkich, dla ciebie zszedł w śmierć i ją pokonał, i dziś wyciąga do ciebie rękę i mówi: chodź. Idź do Niego. On cię nie osądzi, nie odepchnie, nie będzie patrzył na twoje błędy. Przyjmie cię dokładnie takiego, jakim jesteś 🙂
Wiesz, jednym ze sposobów jest po prostu... przestać wierzyć w życie po śmierci. Zostać ateistą.
Bo tak naprawdę NIKT NIE WIE co się dzieje po śmierci. Nikt nie udowodnił, że człowiek ma duszę, że reinkarnacja w ogóle istnieje.
Może być przecież tak, że po fizycznej śmierci nie ma kompletnie niczego. Mózg traci swoje funkcje, człowiek po prostu gaśnie i przestaje istnieć. Umiera ciało i to tyle. Wiele osób twierdzi zresztą, że te wszystkie wizje tunelu, światła, spotkań z bliskimi to nic innego jak efekt gasnącego mózgu. Nie tamten świat, tylko nasza własna pamięć i świadomość, która powoli wygasa.
Poszukaj sobie forów ateistycznych, poczytaj ich poglądy i filozofię, bo to naprawde ciekawe podejście do tematu.
No i nikt przecież nie zmusza cię do wierzenia w Boga, duszę, reinkarnację czy kolejne wcielenia 😉
Dobra, dzięki że ktoś odpisał... już troche lepiej 🙂
ale to już było.....
było, bo nie dostałem odpowiedzi będe owijał w bawełnę... załóżmy że być może będę chciał się zabić, ale jednocześnie nie chcę nigdy wracać do tego miejsca. nienawidzę tego świata. co zrobić jeśli chciałbym po prostu przestać istnieć i nigdy się nie odrodzić, ani tu, ani nigdzie indziej?
Wiesz co, jeszcze jedno chciałam dodać, bo to ważne. jesteś absolutnym cudem tego świata, serio. Dostałeś największy możliwy dar, no bo co jest cenniejszego niż samo ŻYCIE? I nie zamartwiaj sie tym całym tematem reinkarnacji, bo masz wolną wolę i to twoja własna dusza decyduje, jaką droge sobie wybiera 🙂
No dobra, ale czy serio nikt tu nie ma jakiegoś pomysłu? bo czekam i trochę nie wiem co robic w takim razie...
czy da się w ogóle zniszczyć własna duszę? serio pytam bo sam nie wiem...
może jakaś istota albo coś mogłoby mi pomóc żebym tu nie wracał... nie wiem jak to miałoby wyglądać ale serio musze sie wydostac z tego koszmaru, nie moge tak dalej trwac w tym wszystkim
Jest jeden sposób żeby się nie odradzać i to jest oświecenie. Tyle że nie dojdziesz do niego przez samobójstwo, to niestety nie ta droga. Natomiast patrząc z perspektywy ego, właściwie nie powinno cię obchodzić co stanie się z twoją duszą po śmierci, bo twoje JA zniknie bezpowrotnie. Umrze Piotrek, narodzi się Paweł, ktoś zupełnie inny, choć z tej samej „iskry”. Ten Paweł nie bedzie miał pojęcia że Piotrek w ogóle istniał, nie musi być do niego podobny ani przeżywać podobnych rzeczy, choć to tylko moje zdanie oczywiście.
Ja sama też miewam takie myśli, mimo że wierzę w reinkarnację. I wiesz co, jakoś to pociesza, że to już nie ja będę się zmagać z tym wszystkim tylko ktoś zupełnie inny...
Swoją drogą śmieszą mnie te chrześcijańskie osoby które tu zaglądają ;] bo co właściwie robi chrześcijanin na forum o wróżbiarstwie i ezoteryce? Jak ktoś z innych przekonań wejdzie na ich teren i zacznie pisać własne zdanie, to od razu go wyrzucają (widziałam to np. na różnych katolickich forach gdzie dyskusja jest z góry ustawiona), a tutaj sobie chodzą ile chcą i głoszą swoje teorie bez żadnych konsekwencji. Wygodnie się korzysta z wolności słowa, nie? Ciekawe czemu sami jej nie stosują kiedy to my jesteśmy na ich przestrzeni... Hipokryzja czysta.
Mówię tu z perspektywy kogoś, kto wierzy w reinkarnację i karmę, żeby to było jasne.
Nie, nie da się tak po prostu tego ominąć. Celem jest przecież ciągły rozwój duchowy i dopiero kiedy naprawdę osiągniesz wysoki poziom samoświadomości, kiedy czujesz tą miłość do wszystkiego i wszystkich, kiedy sam stajesz się czystą miłością... dopiero wtedy można mówić o jakimkolwiek rozpłynięciu się.
Jeśli rozważasz samobójstwo (mam nadzieję, że nie!) to naprawdę odradzam. To jest bardzo „ciężki grzech„ jeśli mogę tak to nazwać. To nie jest tylko zabójstwo miłości do bliźnich, bo przecież obarcza ich smutkiem, troskami, samotnością na długie lata. Przede wszystkim to jest zabicie miłości do samego siebie. A to jest ta ważniejsza miłość, bo najpierw musisz kochać siebie, żeby w ogóle móc kochać kogokolwiek innego...
no co Ty z tymi powrotami... jak tu nie chcesz wracać, to po prostu nie wracaj. Nikt Cię siłą nie ciągnie. Każdy sam decyduje gdzie mu dobrze i gdzie chce być, to jest przecież oczywiste. Może to miejsce zwyczajnie nie jest dla Ciebie i nic w tym złego.
dokładnie tak, trochę tak jak ja... też nie mam w sobie jakiegoś szczególnego pragnienia żeby tu być, mówiąc szczerze. i pewnie już by mnie tu nie było, gdyby nie jeden artykuł który wpadł mi w ręce jakiś czas temu, w zwykłej gazecie. pisali tam o różnych religiach, o reinkarnacji i o tym co się dzieje jeśli człowiek odejdzie sam z własnej woli. że wtedy trzeba wrócić i przeżyc to wszystko od nowa, tę samą „karmę”, te same trudności, te same warunki. i to mnie gdzieś tam zatrzymuje, bo szczerze? boję się tego bardziej niż tego co mam teraz. no ale zastanawiam się czasem, jaki to wszystko w ogóle ma sens...
Czasem trzeba po prostu dać sobie sporo czasu na to, żeby móc wrócić... i to jest chyba zupełnie normalne.
Sprawdź może, czy po tamtej stronie też nie jesteś jakoś obecna. Warto to zbadać.
Naprawdę nie wiem co powiedziec, odebrało mi mowę.
