Mam sąsiada, który jest naprawdę wrednym człowiekiem. Nie szanuje nikogo, łącznie z własną żoną, bo zdarza mu się podnosić na nią rękę 🙁 Ma pieniądze i myśli że jest pępkiem świata. Problem w tym, że trzyma ponad sto gołębi i smród z tych odchodów jest niesamowity, bo w ogóle tego nie sprząta. Sanepid odpada, bo ma tam rodzinę, związek gołębiarzy też odpada, bo sam jest prezesem jakiegoś takiego kółka i jeździ na kontrole. Nie bardzo wiem co z tym zrobić... Czy ktoś zna może sprawdzone sposoby żeby pozbyć się gołębi? Albo może jakieś czary mary, coś do podłożenia pod okno, żeby sam wąchał co nam serwuje 🙂
Hm, mam pewien pomysł, ale... to nie jest coś co chciałbym opisywać tutaj w wątku. Jeśli masz ochotę, napisz o tym więcej tutaj na forum, to zobaczymy co da sie zrobić
no to może ja też się wtrącę... słyszałam kiedyś o takim sposobie z czosnkiem i solą, zakopuje się to pod progiem tego przykrego człowieka, i podobno działa całkiem nieźle. ale szczerze to sama nie próbowałam, więc nie wiem jak z tym jest naprawdę.
Jeśli ktoś tutaj zna jakiś sprawdzony patent na wrednego sąsiada to błagam, opisz to w wątku, bo i ja mam u siebie jeden taki egzemplarz i chętnie bym cos wypróbowała 🙂
Osiem lat temu ta kobieta się do nas wprowdziła i od razu zaczęło się piekło...
Że jak w nocy spuszczam wodę w toalecie to jej sen rujnuję. Że jak zakręcam ogrzewanie, to w jej kaloryferze coś puka i znowu nie może spać. Że ją zalewam, dwie próby szczelności, rozbiorki, wymiana kabiny prysznicowej, dwa lata koszmarów, aż w końcu jakiś rozgarnięty hydraulik po prostu dotknął tę plamę i oświadczył, że wilgoć była tam od zawsze!
Po 20 nie mogę rozmawiać przez telefon, bo przeszkadzam. Jak wbijam gwóźdź żeby powiesić obraz, pojawia się policja bo ją nastraszyła. Mój chiński grzywacz, trzy kilogramy futerka, chodzi po mieszkaniu i ona nie może spać, choć mam wszędzie dywany, nawet w kuchni!
Przez dwa lata byłam za granicą. Trzy razy próbowałam wynająć mieszkanie, za każdym razem ta kobieta pojawiała się u lokatorów i tłumaczyła im co mogą, czego nie, że po 20 cisza i tak dalej...
Byłam w spółdzielni, zgłosiłam na policji, wszyscy mówią żeby ignorować. Ale ja już nie potrafię. Boję się, że kiedyś po prostu jej nafukam i stracę panowanie nad sobą, a z natury jestem spokojna, naprawdę nie znoszę kłótni. Przez tą kobietę doświadczam czegoś co bym nazwała czystą nienawiścią do drugiego czlowieka, a to mi się w głowie nie mieści. Nerwy mam tak napięte po każdej takiej sytuacji, że boję się wylewu albo zawału. A jeszcze to nadciśnienie moje...
chyba ta zmora mnie do grobu wpędzi, serio
