Forum

Asystent AI
Ezoteryka i egzoter...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Ezoteryka i egzoteryka, czym się różnią te dwa pojęcia?


Wpisy: 87
Rozpoczynający temat
(@runa785)
Połączone: 16 lat temu

Właściwie chciałabym napisać coś na temat samej ezoteryki i egzoteryki, bo widzę że wokół tych pojęć narosło sporo nieporozumień. Nie chodzi mi o to żeby kogokolwiek urazić, absolutnie.

Więc... na czym polega ta różnica? Bo to pytanie przewija sie w wielu rozmowach i dyskusjach tutaj.

Egzoteryczny wymiar religii, czy to chrześcijaństwa, buddyzmu, czy innych, to jest ten wymiar masowy, zbiorowy. Droga dla wszystkich, droga tłumu. Ezoteryczny zaś to ścieżka bardziej indywidualna, zarezerwowana raczej dla małych grup tych którzy sami aktywnie szukają. I co ważne, te dwie drogi nie stoją do siebie w opozycji, wręcz przeciwnie, uzupełniają się nawzajem.

Ewolucja duchowa ludzkości dzieje się jednocześnie na obu poziomach. Bóg wspiera ten proces na wszelkie możliwe sposoby, i w wymiarze zbiorowym i indywidualnym. Kościoły różnych religii pracują więc nad rozwojem duchowym w skali masowej i to jest właśnie ów egzoteryczny aspekt. Proces ten jest długi, powolny i zagmatwany, bo duża masa ludzi o rożnym poziomie wewnętrznego rozwoju ma naturalnie dużą bezwładność. Ale postępuje, powoli, lecz do przodu.

Droga ezoteryczna natomiast przyciaga tylko tych, którzy sami chcą szukać, z własnej woli i wewnętrznej potrzeby. Nie trzeba ich popychać, straszyć potępieniem, ciągnąć za rękę ani instruować nakazami. Sami intensywnie szukają nauczycieli i szkół, bo sfera duchowa jest dla nich po prostu ważniejsza niż to co zewnętrzne.

Kiedy człowiek jest już wewnętrznie gotowy by przejść z poziomu egzoterycznego do ezoterycznego, sam zaczyna odnajdywać na swojej drodze kolejnych nauczycieli, coraz bliżej Prawdy i Miłości. Prawdziwi duchowi spadkobiercy Jezusa czy Buddy to właśnie nauczyciele duchowi, a nie administratorzy i przywódcy tłumów.

Autentyczna przemiana może dokonać się tylko w kontakcie Nauczyciela i Ucznia, opartym na szacunku, miłości i zaufaniu. „Masówka” tego nie da, bo psychologia tłumu rządzi się zupełnie innymi prawami, tam indywidualność sprowadza się do roli małego trybiku w ogromnej machinie.

Bycie członkiem kościoła to bycie częscią zbiorowości, ale to nie to samo co bycie Uczniem Jezusa czy Buddy.

Zdarzają się oczywiście jednostki, które nagle przeżywają głębokie nawrócenie właśnie wśród tego biernego, śpiącego tłumu. Doświadczają czegoś całkowicie innego, jakiegoś olśnienia, które zaczyna budzić duszę, otwierać ją na wymiar duchowy. Zaczynają odbierać rzeczywistość inaczej niż dotąd, przez pryzmat duchowości, i to bywa zupełnie niezrozumiałe dla otoczenia. Ich życie nabiera wymiaru ezoterycznego.

„Ezoteryczny” znaczy po prostu: dostępny poprzez władze duchowe. Nie utajniony, ale możliwy do pojęcia na poziomie duchowym. Jezus czy Budda podkreślali to wyraźnie mówiąc, żeby słuchali ci „którzy mają uszy do słuchania”. Inni słyszeli te same słowa, ale rozumieli je dosłownie, jako proste instrukcje i zakazy, bo na tamtym etapie rozwoju tak właśnie mogli to odbierać. Głebi ezoterycznej nie byli w stanie dosięgnąć.


Odpowiedz
6 odpowiedzi
Wpisy: 87
Rozpoczynający temat
(@runa785)
Połączone: 16 lat temu

Zaczełam wreszcie rozumieć, dlaczego tylu historyków i biografów twierdzi, że ewangelie to nie są dokumenty, na których można w pełni polegać. I rzeczywiście, z historycznego punktu widzenia Jezus jest postacią dość mglistą, choć niewielu kwestionuje sam fakt jego istnienia i życia w Palestynie na początku naszej ery. Jego historyczność raczej nikt dziś poważnie nie podważa, ale coraz głośniej mówi się o kwestionowaniu jego autentyczności w sensie tego, kim naprawdę był. I nie ma w tym nic dziwnego, bo Zwoje Morza Martwego dały ku temu solidne podstawy.

W związku z tym pojawia się zasadnicze pytanie, na które moim zdaniem powinien szukać odpowiedzi każdy współczesny, myślący człowiek: jaki był prawdziwy Jezus? Czy był Żydem z krwi i kości, który po śmierci został wykreowany na Boga, czy też był Bogiem od samego początku, jak głosi Kościół? Jeśli chcemy iść z duchem czasu, musimy jakoś próbować odpowiedzieć na to pytanie. Myślę że warto tu rozważyć cztery możliwości i spróbować wybrać tę najwłaściwszą:

1. Jezus był esseńczykiem przez całe życie
2. Był nim tylko przez pewien czas (dwunastoletni chłopiec musiał przecież skądś zaczerpnąć wiedzę teologiczną, skoro potrafił dyskutować z faryzeuszami)
3. Nigdy nie był esseńczykiem, ale podobnie jak oni zapożyczył nauki od innych nauczycieli tamtej epoki
4. Nigdy nie był esseńczykiem i nie miał z nimi nic wspólnego

Ten czwarty punkt można chyba śmiało odrzucić. Podobieństw między naukami Jezusa a esseńczykami jest po prostu za dużo.

Punkt pierwszy też budzi moje wątpliwości. Gdyby Jezus byl esseńczykiem przez całe zycie, trzymałby się raczej ściśle pewnych granic, zwłaszcza jeśli chodzi o zakon mojżeszowy. Tymczasem był od esseńczyków wyraźnie bardziej liberalny, co sugeruje, że choć ich dobrze znał, to nie był z nimi związany przez cały czas. Wydaje się prawdopodobne, że żył wśród nich podobnie jak Jan Chrzciciel, ale w pewnym momencie opuścił ich zakon i zaczął działać na własną rękę.

Uważam, że punkt drugi jest najbardziej logiczny w świetle tego, co mówią Zwoje Morza Martwego, choć nie sprzeczałabym się z kimś, kto wybrałby punkt trzeci. Flawiusz pisze, że esseńczycy przyjmowali do siebie dzieci z innych rodzin i kształcili je po swojemu. Ewangelie podają z kolei, że Jezus pochodził z niezamożnej, wielodzietnej rodziny, a szkoła qumrańska dawała takim rodzinom mozliwość wykształcenia dzieci...

Podobnie jak wielu naukowców nie kwestionuję samego faktu istnienia Jezusa, ale jestem całkiem przekonana, że w postaci opisanej w Biblii nigdy nie istniał. Ewangelie przekazują nam tylko częściową prawdę i o nim, i o apostołach. Skoro tak, to nie warto chyba traktować tych tekstów jako niepodważalnego źródła, tym bardziej otwierać na nie serca bez żadnego krytycznego namysłu. Można je co najwyżej przywoływać podczas rozmów o wierze jako pewien punkt odniesienia. Pierwsza ewangelia powstała przecież dopiero po spaleniu Jerozolimy przez Tytusa w 70 roku n.e., czyli jakies 40 lat po śmierci Jezusa. Jeden z tłumaczy Biblii, dr Johannes Lehmann, ujął to tak: „Autorzy ewangelii są interpretatorami, nie biografami. Nie rozjaśnili tego, co zaciemniła przestrzeń czasu, lecz wręcz zaciemnili to, co jeszcze było jasne. Nie utrwalili historii, lecz stworzyli jej własną wersję. Pisali nie po to, by informować, lecz by usprawiedliwić to, co już się stało”.


Odpowiedz
Wpisy: 8
(@pole913)
Połączone: 16 lat temu

hmm, sama przez długi czas miałam do czynienia z różnymi wróżkami i muszę powiedzieć, że rzeczywiście można je podzielić na dwie grupy. jedne to zwykłe oszustki, ale sa tez takie, które mówią rzeczy z zadziwiającą precyzją... i właśnie tych drugich bałabym sie najbardziej. sama kilka razy przekonałam się że przepowiednia się sprawdziła niemal w 100%.

tylko trzeba sie zastanowic skąd pochodzi ta wiedza. bo jeśli nie od Boga, to skąd? zły duch potrafi być bardzo sprytny, może wam dobrze doradzić, może nawet pomóc kilka razy żebyście mu zaufali, a potem... niszczy. niszczy człowieka, całą rodzinę, wszystko.

Wiem co mówię, nie byłam nigdy osobą szczególnie wierzącą i dlatego może tak długo nie rozumiałam skali zagrożenia. Ludzie naprawdę nie zdają sobie z tego sprawy jak bardzo to może zaszkodzić, jak daleko sięgają konsekwencje. Módlcie się do Boga, proście o wstawiennictwo Świętych, szczególnie Świętej Rity jeśli czujecie ze potrzebujecie pomocy...


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@runa785)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 87

@pole913 hmm, nie wiem czy dobrze rozumiem co napisałaś, ale myślę ze chodzi o cos takiego... że te przepowiednie dotyczą tak naprawdę przyszłości która w jakimś sensie już sie wydarzyła? Jakby na poziomie podswiadomości, głęboko w sobie, człowiek już to wie... To ciekawa myśl, trochę mi daje do myślenia 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 263
(@gosia-65)
Połączone: 16 lat temu

szczerze to bym odradzala bawienie sie tym na wlasna reke 🙂 bo można sie mocno sparzyć i potem naprawianie szkód jest o wiele trudniejsze niz samo zapobieganie im... wiem co mówię bo sama przez to przeszłam i nie było to przyjemne doswiadczenie 🙁 zawsze lepiej zaczac od kogoś doswiadczonego kto pomoze w tym wszystkim poprowadzic, bo te energie to nie sa zabawy dla amatora


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sciezka724)
Połączone: 16 lat temu

Wpisy: 2

@gosia-65 masz rację, lepiej tego nie robić samemu... później są tylko problemy i nieszczęścia.


Odpowiedz
Wpisy: 100
(@kinga-73)
Połączone: 16 lat temu

Ciekawi mnie jedno... jaki procent ludzi jest w stanie naprawdę pojąć to, co tu zostało opisane? Mam na mysli nie samo przeczytanie, ale głębsze uchwycenie tego całym sobą, na poziomie wewnętrznym. Możliwości percepcyjne nie są przecież czymś równomiernie rozłożonym między ludźmi


Odpowiedz
Udostępnij: