@jasnaumysl hej! 🙂 no to spróbuję wytłumaczyć jak umiem, bo temat jest dość obszerny...
Chodzi o modlitwę Huny w opracowaniu Leszka Żądło i to jest coś, z czego sama korzystam na co dzień. Serio, nawet przy takich przyziemnych sprawach jak czekanie na autobus, jak długo nie jedzie to pytam swoje Wyższe Ja i jakoś się zawsze coś odpala 😀
Ale do rzeczy. Modlitwa Huny to zupełnie inny świat niż to, do czego nas nauczono. Trzeba dosłownie zapomnieć o wszystkim co wiemy o modlitwie i zacząć od nowa. Podstawa to pozytywne nastawienie, do siebie, do innych, do Boga. Bez tego ani rusz, bo tylko wtedy możemy liczyć na pozytywne efekty. W trakcie takiej modlitwy nawiązujemy pełny kontakt z Wyższym Ja i to właśnie ono nas prowadzi.
Teraz ważna rzecz, większość ludzi modli się błednie. No po prostu żąda, narzeka, wyrzuca z siebie frustracje albo złorzeczy. I efekt jest odwrotny do zamierzonego, bo wzmacniamy właśnie to, czego nie chcemy. Trzeba wiedzieć czego się chce, być w tym spokojnym i gotowym na przyjęcie odpowiedzi, zarówno na poziomie świadomym jak i podświadomym.
Ja sama przez długi czas próbowałam przekonać Boga żeby w koncu mnie zrozumiał i spełniał moje prośby. Efekt? Frustracja za frustracją. Dopiero kiedy zaczęłam pracować z podświadomością i przekonywać ją do akceptowania najlepszych rozwiązań, coś drgnęło. Moja podświadomość chciała cudów z dnia na dzień, a przez to zamykałam się na subtelne odpowiedzi które cały czas przychodziły...
W modlitwie Huny działają trzy Jaźnie jednocześnie, Wyższe, Srednie i Niższe Ja. Każda ma swoją rolę. Wyższe inspiruje, Średnie decyduje i wyznacza kierunek, a Niższe realizuje. Ważne jest też „podlewanie nasion”, czyli regularne powtarzanie swojej prośby z ładunkiem energii. Bez wiary cały proces staje.
A schemat samej modlitwy wygląda mniej więcej tak: najpierw sprawdzasz co tak naprawdę chcesz osiągnąć i czy nie krzywdzisz tym nikogo. Potem układasz formułę w czasie terazniejszym, bo dla Boga wszystko jest „teraz”. Formułę powtarzasz trzy razy, najlepiej z wizualizacją. ZAWSZE kończysz słowami że cokolwiek się stanie, niech służy Najwyższemu Dobru. No i dziękujesz za to, jakby już się stało 🙂