Witam wszystkich.
Opisze wam mój problem bo nie wiem z której strony go ugryźć. Trwa to już ponad rok i kilka miesięcy, właściwie od sierpnia 2007 roku.
Z dnia na dzień coś się posypało w tych relacjach domowych. Mieszkam tu od pięciu lat, to dom rodzinny mojego męża. Razem z nami mieszka teść (wdowiec) i rodzeństwo męża. I nagle to co było względnie normalne zaczęło elektryzować od wzajemnej wrogości.
Wszystko zaczęło się od kłótni z teściem, a potem lawinowo wciągnęło całe rodzeństwo męża. Atakowali mnie zarówno ci którzy mieszkają w domu, jak i ci którzy już dawno się wyprowadzili. Wypominali mi wszystko, łącznie z wyrzucaniem z domu (tylko teść tego nie robił). Wcześniej z rodzeństwem miałam naprawdę dobre relacje, ale teść od dawna mnie krytykował za każdą drobnostkę, że źle kupiłam, że źle coś zrobiłam i tak w kólko. Wszystko złe było moją winą. Mąż najpierw trzymał się z boku ale potem sam stanął w mojej obronie i wtedy oni zabrali się i za niego.
Zaczęłam to analizować i zestawiać pewne dziwne zdarzenia:
Po pierwsze, w wakacje 2007 roku usłyszeliśmy pukanie do drzwi wejściowych. Sprawdziliśmy, nikogo nie było. Co gorsza, nikt inny w domu tego pukania nie słyszał. Po kilku dniach znów, tym razem łomot. Brat spał akurat blisko drzwi bo bylo gorąco i nawet on nic nie słyszał. Po tym pierwszym pukaniu zaczęły się kłótnie. Zdarza się to do dzis i zawsze ten sam efekt, nikt nie przyznaje się do żartu i nikogo nie ma.
Po drugie, komputer włączony na wygaszaczu sam się wybudzał. Sama musiałam się naklikać żeby go obudzić, a tu sam wstawał. Podobno była przy tym siostro męża.
Po trzecie, w zimie 2007 zatrzasnęły się drzwi na poddaszu. Byłam akurat z siostrą męża. Zamek się zaklinował, a nigdy nie był zamykany, wręcz był zamalowany. Mąż musiał wymontować zamek żeby nas wyswobodzić.
Po czwarte, w grudniu 2007 teść bez słowa podłączył się do naszego internetu. Od tej pory po każdej kłótni internet siada i oni mnie oskarżają że to ja wyłączam, bo ja zwykle naprawiam sprzęt. Ale to jakiś wzorzec, zawsze po awanturze internet padał. Mąż już zaczyna mi nie dowierzać i podejrzewa że jestem złośliwa.
Zaczęłam szukać po numerologii, dom nie miał numeru więc powiesiłam... Zaczełam też czytać o duchach. Nie wiem czy coś jest ze mną nie tak, czy z tym domem. Zawsze kiedy ktokolwiek z domownikow wracał tu do domu, był po prostu zły, nawet po powrocie z kościoła. Szukam jakiegoś sensu w tym wszystkim.
szczerze? to nie duchy ani nic takiego. Ale jak dalej bedzie sie to nakrecac, to w końcu faktycznie mozecie sobie cos sciagnac.
To co sie dzieje to po prostu nagromadzona negatywna energia w tym domu, dzień w dzień. Niektórzy ludzie jak sie mocno denerwują to uruchamiają taki... wirujący ładunek energetyczny, który potrafi przesunac albo przewrócić jakiś przedmiot. A teraz wyobraź sobie kilka osób naraz, które od dłuższego czasu kumulują w sobie złość.
Ktoś z was musi zrobić pierwszy krok i sie przełamac. Od tego trzeba zacząć, bez tego nic sie nie zmieni.
szczerze to mnie ta sytuacja trochę zaskakuje... nie wiem, jakoś dziwnie to wszystko wygląda jeśli dobrze rozumiem o czym piszesz. Mam wrażenie że coś tu nie gra, ale trudno mi to precyzyjnie uchwycic. jakbyś mogła napisać więcej szczegółów, to może razem coś z tego wyciągniemy 🙂
