hej, pare razy mi sie cos takiego przytrafiło i do tej pory nie wiem co o tym myslec 🙂 szłam sobie ulica, miałam totalnego doła bo gdzies cos sie nie układało, i nagle jakis zupełnie obcy człowiek sie do mnie uśmiechnął tak... no nie wiem jak to opisac, jakby wiedział ze jest mi źle i chciał mnie pocieszyc. to był taki ciepły uśmiech, nie jakiś tam przypadkowy. i wiesz co? jak sie odwróciłam po chwili to tej osoby już nie było, kompletnie, jakby sie rozpłynęła w powietrzu. za każdym razem jak mi sie to zdarzyło zostawałam z takim dziwnym uczuciem w środku, trochę spokojniejsza nagle. czasem sobie myśle ze to mogli byc aniołowie którzy przyszli tylko po to żeby mnie trochę podtrzymać na duchu. a wy tez miewacie cos takiego? ciekawe czy to czesto sie zdarza ludziom
Nie wiem czy to można nazwać spotkaniem z aniołem, ale jestem pewna że ktoś wtedy nade mną czuwał i posłał mi tę osobę. Było to kilka lat temu, przeżywałam bardzo trudny czas po stracie kogoś bliskiego i jak to bywa, nagle wszystko mi się posypało. Tamtego wieczoru byłam w tak złym stanie, że byłabym w stanie skończyć z życiem. Leżałam na łóżku, płakałam i rozmawiałam sama ze sobą... czy z Bogiem, czy z duszą, nie wiem jak to nazwać. Pamiętam że powiedziałam głośno, iż nie mam już siły i że jeśli mam tu zostać to daj mi jakiś znak, Boże.
I wtedy przeżyłam szok. Ktoś zapukał do mojego okna. Stał tam mój znajomy, z którym szczerze mówiąc nie byliśmy w najlepszych stosunkach, wręcz sie nie lubiliśmy, więc moje zdziwienie było ogromne. Poprosił żebym wyszła i porozmawiała z nim. I po raz pierwszy w zyciu rozmawiało nam się naprawdę dobrze. Od tamtej chwili uwierzyłam, że mimo wszystkich trudności mam tu jeszcze coś do zrobienia. Ten zły stan po prostu odszedł.
to co tu napiszę to nie jest bajka, serio... miałam kiedyś sytuację, która do tej pory mi siedzi w głowie.
Stałam w takim sklepie ze zdrową żywnością, przeglądałam półki, zupełnie bez pośpiechu. Miałam już wychodzić, kiedy poczułam wyraźnie, że ktoś pociąga mnie za ramię do tyłu. Nie mogę tego inaczej opisać, bo było to bardzo konkretne fizyczne odczucie. Sekundę później uderzył piorun, dokładnie między dwa samochody i jakąś rampę przed wejściem. Tamtego dnia szalała burza, o której potem mówiły nawet media, bo zalało metro. Gdybym wyszła w tej chwili, szłabym dokładnie tamtędy i... no wiadomo jak by się to skończyło.
Mam na swoim koncie sporo podobnych historii i czasem czuję po prostu, że muszę o nich mówić. Chociażby o psychotronice na poważnie 😀
I jeszcze jedno, bo uderzyło mnie to, co ktoś tu wyżej napisał, tak skromnie a jednak tak celnie. Bo kto właściwie potrafi opisać Miłość Boską? Słowami nie da się tego ogarnąc... Od lat chodzę droga medytacyjną i ona nigdy, ale to naprawdę nigdy mnie nie zostawiła.
A kiedy wyleciał mi dysk, miałam 34 lata, byłam sama z tym wszystkim, bez wsparcia ze strony małżeństwa czy rodziny. Wtedy odezwała się moja koleżanka. Spytała po prostu: „Mogę ci pomóc, pozałatwiać jakieś sprawy?" i to wystarczyło.
nigdy nie spotkałam 🙁
Tak, i to więcej niż jeden raz 🙂
