no właśnie zastanawiam się od jakiegoś czasu... czy to może być klątwa, jakiś urok, a może po prostu takie moje przeznaczenie? skąd mam wiedzieć dlaczego całe moje życie jest takie powyginane?
odkąd pamiętam wszystko szło pod górę, żadnej chwili wytchnienia, ciągłe walenie głową w mur. I jak już mi się zdaje że wreszcie odetchnę, że coś drgnęło na lepsze, to bęc, znowu dostaję w twarz i lecę na dno. jakby ktoś czuwał żeby mi nie było za dobrze 🙂
mam tego już naprawdę dość. dość tej walki, dość samotności, dość w ogóle... nie wiem ile jeszcze człowiek jest w stanie wytrzymać, bo sił coraz mniej.
zastanawiam się czy jest jakiś sposób żeby to „odczarować”, żeby to wszystko w końcu puściło. czy ktoś z was przez coś podobnego przechodził? jak sobie z tym poradziliście?
Hmm, może to być klątwa, rodowa albo skierowana konkretnie by to sprawdzić u kogoś kto sie na tym zna. A potem jak już będziesz wiedzieć co i jak, nikt przecież nie broni ci samej zgłębić ten temat i... odpłacić tym samym co dostałas 🙂 Co się będziesz ograniczać.
Jestem sceptyczna w stu procentach.
