Mam taką historię... 10 lat temu rozstałam sie z chłopakiem, który po naszym rozstaniu poszedł do seminarium. Kiedy sie rozstawaliśmy, groził mi że porozmawia z jakimś księdzem żeby mnie nie wpuszczał do kościoła. Od tamtej pory nie mogłam ułożyć sobie zycia osobistego, przez te wszystkie lata nie byłam w żadnym związku.
Zastanawiam się czy jest w ogóle możliwe, żeby ksiądz rzucił na mnie klątwę pod wpływem tego człowieka? Czy ktoś wie komu mozna by się pokazać, żeby to sprawdzić? Bardzo proszę o pomoc bo serio juz nie wiem co z tym robić 🙁
No to posłuchaj co powiem, bo sprawa nie jest błaha. Wygląda na to, że masz do czynienia z klątwą rzuconą przez zazdrosnego chłopaka i jego kościelnego zwierzchnika. Taka kombinacja to już coś poważnego i naprawdę nie warto tego bagatelizować. Jest coś takiego jak Klątwa Makabrycznej Bezłaski Związkowej, wiem, nazwa brzmi dziwacznie, ale niech cię to nie zmyli, bo uznaje ją cały ezoteryczny półświatek. Żeby ją zdjąć, trzeba spełnić pewne warunki.
Jeśli zależy ci na czasie, to idź na cmentarz w nocy kiedy księżyc jest w fazie ubywającej, dokładnie o północy, i zapiaj w cztery strony swiata. Podobno to działa i klątwa odpada sama.
Jeśli jednak nie spieszysz się tak bardzo, mozesz też poszukać jakiejś wróżki albo innej podobnej osoby z odpowiednimi zdolnościami, na pewno znajdzie się ktoś kto pomoże 🙂
Przepisując tę wypowiedź jako sceptyczna 45-letnia kobieta:
Jak ta sytuacja rzeczywiście miała miejsce, to nasuwa się pytanie: skąd ten chłopak w ogóle wiedział, co mówił? Czy miał jakieś konkretne podstawy do takich słów? Bo tak to brzmi trochę jak rzucanie słów w powietrze... Rozumiem, że energia energią, ale żeby ona blokowała czyjeś życie, to ta osoba musiałaby być bardzo podatna na takie wpływy. A odporności na to się nie wypracowuje z dnia na dzień, to jasne. Poza tym mam wrażenie, że jest tu coś, o czym nie napisałaś, jakiś ważny szczegół związany bezpośrednio z relacją między wami. Bo coś tutaj nie gra. A co do księdza, no cóż, myślę że on jest po prostu poza tą całą sprawą.
Oniemiałam.
