Zastanawiam się nad czymś, o czym rzadko się mówi wprost. Moja mama przechodzi teraz menopauzę i obserwuję u niej coś dziwnego - jakby kompletnie straciła połączenie z intuicją, którą wcześniej miała bardzo wyostrzoną. Ona sama mówi, że czuje się "wygaszona". Zaczęłam się zastanawiać, czy to co się dzieje hormonalnie w klimakterium może faktycznie wpływać na czakry - szczególnie tę sakralną i sercową. Czy ktoś to badał albo ma jakieś doświadczenia z tym tematem?
To nie jest wcale taki rzadki temat, jak myślisz. Słyszałam od kilku kobiet, które pracują intensywnie z energią, że menopauza to dla nich był wręcz przełom - ale nie w sensie zamknięcia, tylko jakiegoś przetasowania. Jakby energia przestała krążyć starymi ścieżkami i szukała nowych. Pytanie do Ciebie - czy Twoja mama wcześniej w ogóle pracowała świadomie z czakrami, czy ta intuicja była raczej naturalna, nieosadzona w żadnej praktyce?
Słucham tej rozmowy i mam mieszane odczucia. Z jednej strony rozumiem co opisujesz, z drugiej - mam wrażenie, że czasem mylimy skutki hormonalne z energetycznymi, bo są tak podobne objawowo. Jak odróżnić, że to czakra sakralna jest zablokowana, a nie po prostu estrogen spada i układ nerwowy reaguje? Serio pytam, bo sama nie wiem jak to rozgraniczyć.
Faddi ma rację, że to nie jest albo-albo. Ale Pajeczyna też ma punkt - bo jeśli nie umiemy odróżnić źródła, to możemy źle dobrać pracę. Praca na czakrze sakralnej przy zablokowanej przez hormony energii to trochę jak odkręcanie kranu, kiedy rury są puste. Co z tego, że kran otwarty? Mnie bardziej interesuje, od której czakry w ogóle zaczynać przy klimakterium - bo nie jestem pewna, że sakralna to najlepszy punkt wejścia.
Słucham tej dyskusji i mam pytanie, które może być głupie, ale muszę je zadać. Czy hormony w ogóle mają bezpośredni wpływ na czakry, czy raczej wpływają na stany psychiczne, które potem przekładają się na energię? Bo to chyba inna kolejność przyczynowości i miałoby znaczenie jak podejść do tematu.
Czytam i mam takie osobiste pytanie. Mam 44 lata i ostatnio czuję dziwne falowanie - raz jestem energetycznie bardzo aktywna, raz zupełnie flat. Lekarz mówi że to wczesne objawy perimenopauzy. Czy to co opisujecie może dotyczyć już tego okresu, czy mówicie głównie o właściwej menopauzie?
Czekanie aż się "ustabilizuje" może oznaczać czekanie kilka lat. I paradoksalnie - te lata bez praktyki to lata bez punktu odniesienia dla siebie. Nie mówię że trzeba od razu rzucić się w głęboką pracę czakrową, ale coś regularnego, nawet małego, daje ci możliwość obserwowania co się zmienia. Bez tego jesteś zdana wyłącznie na to jak się czujesz danego dnia.
Ta rozmowa dużo mi dała, ale wracam do mamy - bo jej sytuacja jest inna niż KiraK, ona jest już po kilku latach od menopauzy i to "wygaszenie" nadal trwa. Czy jest jakiś sens pracy z czakrami tak długo po tym jak zmiany hormonalne się ustabilizowały? Czy to już stały stan, z którym trzeba się inaczej pracować?
To pytanie o mamę Lunarny mnie zatrzymuje. Kilka lat po menopauzie i nadal to wygaszenie trwa - to nie brzmi jak tranzycja, to brzmi jak coś, co się utrwaliło. Mam pytanie do osób z większym doświadczeniem w pracy z kobietami po menopauzie: czy w pewnym momencie to wygaszenie przestaje być procesem, a staje się nowym stanem bazowym? I czy wtedy w ogóle ma sens mówić o "przywracaniu" czegoś, co było?
tak, to może mieć bardzo duży związek. Czakra sakralna nie żyje w próżni - ona potrzebuje przepływu, dawania i brania. Jeśli przez lata był tylko tryb dawania bez przyjmowania czegokolwiek dla siebie, to nie zdziwię się, że zamknęła się jak zawór. To nie jest kwestia hormonów już w tym momencie - to jest głębszy wzorzec. I paradoksalnie może być łatwiej z tym pracować, bo masz konkretny ślad do pójścia.
Przepraszam że trochę wracam do siebie, ale ta rozmowa mnie uderzyła. Faddi powiedział o sercu i sobie uświadomiłam, że moje "falowanie" które opisywałam wcześniej - ja to czuję głównie w klatce piersiowej. Nie w brzuchu, nie niżej. Czy to znaczy że u mnie centrum zmian nie jest sakralna, tylko właśnie serce? Czy w perimenopauzie to może być indywidualne?
Wchodzę w to co opisuje KiraK, bo mam wrażenie że to i odpowiedź na pytanie Lunarny i klucz do szerszego tematu tego wątku. Hormony nie działają jednakowo na każdą czakrę u każdej kobiety - to zależy od tego, gdzie ta kobieta trzyma swoje życie. Ktoś kto całe życie żył głową - będzie czuł zmiany w gardle, w trzecim oku. Ktoś kto żył relacjami - w sercu. To jest indywidualna mapa, nie uniwersalny schemat z książki.
Mam pytanie które może być naiwne ale serio nie rozumiem. Mówimy o tym gdzie kobieta "trzyma swoje życie" i że to determinuje, która czakra reaguje na zmiany hormonalne. Ale czy to nie jest trochę kołowe? Znaczy - może ta czakra jest aktywna bo ta kobieta tam skupia uwagę, a nie odwrotnie. Jak w ogóle rozstrzygnąć co jest przyczyną a co skutkiem w tym systemie?
Trochę zgubiłam się w tej rozmowie i chcę się upewnić. Zaczęłyśmy od pytania czy hormony wpływają na czakry, a teraz mówimy o indywidualnych mapach i pętlach przyczynowości. To wszystko brzmi logicznie, ale mam wrażenie że mama Lunarny potrzebuje czegoś konkretnego, nie teorii. Czy ktoś może powiedzieć wprost - co by jej poleciły w tej sytuacji? Cokolwiek, nawet jako punkt startowy.
To co właśnie napisała Lunarna o stosunku do ciała - to jest moim zdaniem serce całej tej sprawy. I to nie dotyczy tylko jej mamy. Tyle kobiet w klimakterium i po nim przeżywa rodzaj żałoby po własnym ciele - po tym, jakie było, po tym co potrafiło robić, po tym jak wyglądało. I ta żałoba blokuje dosłownie wszystko. Żadna praca czakrowa nie przebije się przez nierozpłakaną żałobę. Czy ktoś inny to widział w pracy z kobietami?
Ta kaskada którą opisała Bylica to chyba najlepsze podsumowanie całego wątku. Ale właśnie to mnie zastanawia - jeśli to jest pętla, to gdzie się w nią wchodzi żeby ją przerwać? Bo jeśli każdy element napędza kolejny, to czy w ogóle jest jakiś punkt wejścia który działa lepiej niż inne?
Mama od jakiegoś czasu chodzi na spacery, ale to bardziej z przymusu lekarskiego niż z przyjemności. Poza tym... nie bardzo. Wcześniej robiła na drutach, ale ostatnio zarzuciła. Czy takie rzeczy w ogóle się liczą jako praca z energią?
robienie na drutach to nie jest "tylko" hobby. To rytmiczna, powtarzalna czynność angażująca ręce i oddech, trochę jak medytacja w ruchu. Że zarzuciła - mnie to bardziej mówi coś o jej stanie niż jakikolwiek opis objawów. Kiedy kobieta porzuca rzeczy które dawały jej spokój, to znak że coś naprawdę się zatarło.
To co KiraK mówi o bojaźni działania bez diagnozy - rozumiem to, ale mam wrażenie że w kontekście czakr to jest trochę pułapka. Bo systemy energetyczne nie są zaprojektowane tak, żeby je najpierw zdiagnozować a potem leczyć. To nie jest medycyna z protokołem. Czy ktoś tu ma inne doświadczenie?
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam jedno pytanie do wszystkich. Mówimy o czakrach, o energii, o pętlach przyczynowych. Ale mama Lunarny ma konkretne objawy fizyczne - uderzenia gorąca, problemy ze snem, może wahania nastroju. Czy ktoś wie czy są jakieś badania albo choćby systematyczne obserwacje łączące konkretne czakry z konkretnymi objawami menopauzy? Nie pytam złośliwie, naprawdę jestem ciekaw.
Ta narracja straty to coś co czuję też u siebie i nie jestem nawet w klimakterium. Jakby już byłam uczona że to będzie coś złego. Czy praca z czakrami może w ogóle dotknąć tej warstwy kulturowej, czy to trzeba przepracować gdzie indziej?
Ale chwilę - czy nie mieszamy teraz za bardzo? Kultura, hormony, czakry, narracja straty. Czy czakra splotu słonecznego naprawdę reaguje na przekazy kulturowe, czy to tylko metafora której używamy żeby opisać psychologiczny mechanizm? Bo jeśli to metafora, to jest użyteczna. Ale jeśli twierdzimy że to dosłowny mechanizm energetyczny - to skąd to wiemy?
Muszę powiedzieć że ta rozmowa o narracji straty bardzo mi dała do myślenia. Mama nigdy wprost nie powiedziała że czuje się "stara" albo "gorsza", ale kiedy myślę o tym jak mówi o sobie ostatnio... jest w tym coś takiego. Jakby się przepraszała za istnienie. Nie wiedziałam że to może być powiązane z całą resztą.
To co napisała Lunarna o "przepraszaniu za istnienie" - to jest jeden z najlepszych opisów zablokowanej czakry splotowej jaki słyszałam. I to jest coś z czym można pracować, jeśli kobieta w ogóle jest otwarta. Ale najpierw musiałaby to zobaczyć u siebie. Czy mama wie, że tu piszesz i szukasz?
To co Lunarna napisała o przepraszaniu za istnienie... to jest serce całego problemu. I mam wrażenie że zanim w ogóle zaczniemy myśleć o czakrach, trzeba zadać mamie jedno pytanie - nie wprost, ale jakoś przy okazji. Czy ona w ogóle czuje że ma prawo zajmować energię? Że jest warta zaopiekowania?
To co Lunarna opisuje to jest klasyczny wzorzec energii nadmiernie skierowanej na zewnątrz. Czakra sercowa, która przez dekady dawała i dawała, i w pewnym momencie nie wie jak przyjmować. Ale - i to ważne - praca z tym nie musi wyglądać jak rozmowa o czakrach. Może wyglądać jak zaproszenie.
Wracając trochę do wątku hormonalnego, bo mam wrażenie że od niego odpłynęliśmy. Jest tutaj ktoś kto faktycznie przeżył klimakterium albo obserwował je z bliska i zauważył jakiś moment kiedy coś energetycznie się zmieniło? Nie w sensie symbolicznym, tylko naprawdę poczuł różnicę?
