Mam takie pytanie, może trochę ogólne, ale bardzo mi na nim zależy. Od jakiegoś czasu czuję, że nie pasuję nigdzie. Do żadnej grupy, żadnego środowiska. I jednocześnie cały czas wracam myślami do przeszłości, do starych znajomych, miejsc, sytuacji, których już nie ma. Czytałam gdzieś, że czakry mogą mieć związek z poczuciem przynależności, ale nie wiem, od czego zacząć. Czy jest jakaś konkretna czakra, od której powinnam zacząć pracę nad tym?
To co opisujesz brzmi jak splecione ze sobą dwa różne problemy, choć mogą mieć jedno źródło. Zanim odpiszę konkretniej - czy to poczucie niepasowania jest bardziej takie, że "nie ma dla mnie miejsca w żadnej grupie", czy raczej "tęsknię za czymś, co już minęło i przez to nie jestem tu, gdzie jestem"?
Zaczynam się gubić między tym korzeniem, sercem a tą drugą czakrą. Czy to znaczy, że mogę mieć blokadę w kilku miejscach jednocześnie?
A może w ogóle nie chodzi o konkretną czakrę, tylko o to, że trzeba po prostu wyjść do ludzi? Czytam to wszystko i mam wrażenie, że tu jest dużo teorii, a problem jest chyba bardziej praktyczny, nie?
Ale jak w ogóle można to odróżnić? Znaczy, skoro obydwa scenariusze wyglądają podobnie od środka, to jak wiadomo które jest które?
Ale jak to rozróżnić, kiedy to jest przekonanie energetyczne, a kiedy po prostu zdrowy rozsądek oparty na doświadczeniu? Bo jeśli kilka razy coś się rozpadło, to może to jest po prostu racjonalna obserwacja?
A czy jest jakaś czakra która odpowiada właśnie za takie stare przekonania? Bo słyszałam że solar plexus to jest bardziej o sile i działaniu, ale nie wiem czy o takich głębokich wzorcach.
Słuchajcie, ja to czytam i coś mi się w środku dzieje. Chyba nigdy nie myślałam o tym, że moje szukanie grupy i te stare straty są tak ze sobą związane. To znaczy, wiedziałam że to się wiąże, ale nie tak... dosłownie.
To zwieranie najsilniej czuję chyba kiedy ktoś mnie zaprosi gdzieś nowego, na jakieś spotkanie czy grupę. Zamiast radości, to od razu ten skurcz. Jakby ciało mówiło "nie idź, i tak się skończy".
A czy ten skurcz pojawia się zanim jeszcze zaczniesz myśleć, czy już po tym jak przyjdzie myśl? Bo to ważne, żeby wiedzieć czy ciało reaguje pierwsze.
Tylko jak to wygląda w praktyce, być przy skurczu? Bo brzmi jakby chodziło o siedzenie z bólem i nic nie robienie, a to mi się nie wydaje szczególnie pomocne.
To pytanie Mary mnie zatrzymało. Bo rzeczywiście, granica między pracą z czakrami a pracą psychologiczną jest tu bardzo cienka. Czy wy myślicie że to są dwa opisy tej samej rzeczy, czy jednak czegoś innego?
Ale czy do pracy z czakrami potrzebne są jakieś konkretne rzeczy, kamienie, kadzidło, coś takiego? Bo słyszałam że do svadhisthany jest pomarańczowy kolor i konkretne kamienie, ale nie wiem czy to jest konieczne czy tylko pomaga.
Bo wcześniej patrzyłaś na to jako na problem do rozwiązania, a nie jako na sygnał do wysłuchania. To fundamentalna różnica w podejściu i nie ma w tym nic oczywistego. Większość ludzi latami nie robi tego rozróżnienia.
A wracając do tego co pisałam wcześniej o kamieniach, zapytam inaczej, czy kamienie mogą pomóc właśnie z tym, żeby ten filtr trochę kalibrować? Słyszałam że karneol pomaga w odzyskiwaniu kontaktu z własną intuicją, a to brzmi jakby mogło być związane.
Słucham tej całej rozmowy i mam teraz pytanie do siebie, a właściwie do was, bo nie wiem jak to sprawdzić. Czy ta trudność z przynależnością do grupy, bo o tym ten wątek się zaczął, jest naprawdę połączona z tym co robimy teraz? Bo mam wrażenie że tak, ale nie widzę jeszcze jak.
Połączenie jest takie, że jeśli interpretujesz sygnały ciała jako zakazy, to każde wyjście ku grupie, każde otwarcie się, będzie zatrzymywane przez te zakazy zanim jeszcze do czegoś dojdzie. Ciało mówi stop, ty słyszysz nie warto, nie wychodzisz. Przynależność wymaga ruchu ku innym, a ten ruch jest zablokowany u źródła.
Też chcę wiedzieć. Rozumiem diagnozę, ale co dalej? Medytacja, oddech, coś z tymi kamieniami? Czy po prostu rozmawiać tak jak teraz?
To jest dokładnie ten mechanizm który sprawia że ludzie latami pracują nad sobą w izolacji i są zdziwieni że nadal mają problem z grupą. Bo przynależność ćwiczy się w kontakcie, nie przed nim. Svadhisthana potrzebuje przepływu, nie kontrolowanego środowiska.
Mindfulness i praca z czakrami mają wspólny rdzeń, którym jest kontakt z ciałem i obserwacja bez natychmiastowej reakcji. Ale praca z czakrami ma też warstwy których mindfulness nie adresuje, mianowicie konkretne ośrodki energetyczne, ich wzajemne relacje, kierunek przepływu. To nie jest to samo, chociaż się nakłada.
A można zapytać czy kamienie podczas tej obserwacji w kontakcie z ludźmi mają sens? Znaczy nie wiem czy to głupie pytanie, ale wyobraziłam sobie że ktoś idzie na spotkanie i ma przy sobie karneol właśnie po to żeby mieć jakieś zakotwiczenie. Czy to działa tak?
To jest pocieszające i jednocześnie trochę przytłaczające. Pocieszające że to jest proces i nikomu nie wychodzi idealnie. Przytłaczające że to lata. Choć z drugiej strony co innego miałabym przez te lata robić, prawda.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i zastanawiam się czy ktoś tu pracował z muladhara i svadhisthana jednocześnie. Bo Luiza mówiła na początku że ma poczucie że nie należy do żadnej grupy, a muladhara to jest chyba ta czakra od poczucia bezpieczeństwa i zakorzenienia, nie? Czy to może być powiązane?
Muladhara. Muszę się dowiedzieć więcej o tej czakrze bo właśnie poczułam że to też o mnie. Czy to znaczy że zanim w ogóle będę mogła pracować ze svadhisthaną, powinnam zająć się korzeniami? Czy można równolegle?
To pytanie o napięcie niżej czy wyżej wydaje mi się na tyle konkretne że mogę to spróbować. Ale nie wiem czy to co czuję jako napięcie to napięcie w sensie energetycznym czy po prostu stres mięśniowy. Czy to ma znaczenie z jakiego źródła pochodzi?
A czy te dwie rzeczy muszą być różne? Napięcie mięśniowe w okolicach bioder i dolnej części brzucha to jeden z sygnałów zaburzeń w svadhisthanie. Ciało nie rozdziela tak ładnie "energetyczne kontra mięśniowe". Czujesz coś w konkretnym miejscu i to jest informacja.
Ale jak to można w ogóle zweryfikować? Tzn. jeśli napięcie mięśniowe i energetyczne to to samo, to skąd wiemy że praca z czakrą cokolwiek zmienia, a nie po prostu rozluźniamy mięśnie?
