jets jeszcze jedna rzecz ktora można sprawdzic, mianowicie jak terapeuta reaguje kiedy zadasz mu trudne pytanie. Jak piszę do kogos przed wizyta i pytam jak pracuje, jakie ma podejście do zdrowia fizycznego, czy poleca lekarza przy powaznych objawach, to odpowiedz już dużo mówi. Ktoś kto odpowie że „zajmuje się tylko energia i reszta go nie interesuje” to sygnał żeby uciekać.
Sydka98 ojej, to jest swietna wskazowka, serio! nie wpadłbym na to żeby pytać przed wizytą, myślałem że to się ocenia dopiero na miejscu. dzieki za ten tip, naprawdę przydatne! 🙂
wracam do swojego znajomego z tym chronicznym zmeczeniem bo dostalam od niego wiadomosc wczesniej. poszedl w koncu do jednej polecanej terapeutki i ona od razu zapytala go o wyniki badan i powiedziala ze chce wiedziec co lekarze juz wykluczyli. on byl pozytywnie zaskoczony bo sie spodziewal czegos innego. wiec widac ze sa tacy terapeuci ktorzy po prostu z automatu robia ten wywiad zdrowotny i to jest chyba wzorzec jak powinno byc.
no dobra ale to trochę idealistyczne. klient nie wie czy terapeuta pyta żeby pomóc czy żeby się zabezpieczyć. z jego perspektywy każde pytanie o lekarza morze wyglądać jak „nie chcę z tobą pracować”. jak ma to ocenić na pierwszej sesji?
a ja mam inne pytanie bo jakoś umknęło w tej rozmowie - mowimy caly czas o polecaniu komuś terapeuty ale czy ktoś z was mial sytuacje odwrotną? czyli terapeuta polecil WASZEMU klientowi zebyscie poszli do kogoś innego, do innego terapeuty albo do innej metody? bo to jest chba najtrudniejszy test etyczny, nie? kiedy sama rekomendacja kosztuje cie klienta.
mam w notatkach coś ciekawego na ten temat. czytałem kiedyś o zasadzie którą stosują niektórzy terapeuci w zachodnich krajach, że jeśli po określonej liczbie sesji nie widać poprawy, to terapeuta ma obowiązek porozmawiać z klientem o tym że może potrzebuje innego podejścia. to jest wbudowany mechanizm który trochę zmusza do uczciwości. u nas wogóle nikt o czymś takim nie mówi?
ojej no tak ale kto to ma oceniac? sam terapeuta? bo to jest tak jak gdyby sędzia sam siebie sądził. mialam kiedys terapeutke co to zaawsze po każdej sesji mówiła że „widzi postęp i energetycznie jest dużo lepiej” a ja wychodzilam i czulam to samo co przed sesją. i jakos dlugo mi zajelo zanim zadałam se pytanie czy to ja nie czuje czy ona mowi co chce usłyszec.
to co Wahadelka71 opisuje to jets dla mnie trochę przerażające bo jak mam ocenić czy terapeuta mówi szczerze czy mi mówi co chce żebym usłyszała. czy jest jakiś sygnał ostrzegawczy na ktury warto uważać??
albo trzecia opcja: niema nic do pokazania bo nic się nie wydarzyło ale nie chce stracić klienta. i Sydka98 ma rację że ogólniki to znak ostrzegawczy, ale dorzuciłbym jeszcze jedno: uważaj na terapeutów którzy zaawsze tłumaczą brak efektów tym że „klient za mało współpracuje energetycznie”. to wygodne bo zawsze można zrzucić odpowiedzialność :(.
wróciłam do tej sytuacji z moją znajoma,próbowałam tej metody z pytaniem zamiast stwierdzenia którą pisał Tytus. i powiedzialam coś w stylu „a co ty sama myslisz o tym żeby to trochę poszerzyć o coś innego” i ona się zamknęła i powiedziała ze widocznie ja też nie wierze ze to dziala. ech. nie wiem czy źle zapytalam czy ona jest poprostu teraz w miejscu gdzie zadna rozmowa nie przejdzie.
zaglądam tu od jakiegoś czasu od jakiegoś czasu i mam pytanie troche z innego kąta - czy wogóle to nasza rola żeby komuś polecać cokolwiek jeśli ta osoba nas o to nie prosiła? tzn. jak ktoś sam mi nie pyta o radę to czy mam prawo mówić „idź do terapeuty” albo „spróbuj czegoś innego”? bo mi sie wydaje że to trochę ingerencja w czyjąś autonomię
Sewer poruszyl cos waznego i troche sie z tym zgadzam ale jets jeden wyjatek ktory mnie zatrzymuje. jak ktos opisuje objawy kture moga sygnalizowac cos powaznego zdrowotnie, to milczenie tez jest wyborem. i to nie zawsze jest wybor ktory mozemy z czystym sumieniem podjac. nie chodzi o narzucanie swojego zdania, ale jest roznica miedzy rada a informacja
wlasnie,i nawiazujac do tego co Cezary pisze, moj znajomy mi dzis napisal ze ta terapeutka powiedziala mu po pierwszej sesji ze chce porozmawiac o tym co dalej dopiero jak zobaczy wyniki badan kture jeszcze nie wrocily. 😀 nie zaczela serii sesji z nimi, poczekala. on troche chcial zaczac od razu ale ona sie nie zgodzila. i jakos to dla mnie jest wlasnie ta roznica o ktorej tu mowimy
no dobra, a przepraszam że wchodzę z prostym pytaniem ale jestem ciekaw - jak terapeuta mówi że chce zobaczyć wyniki badań, to czy ona faktycznie je rozumie?? tzn. jets bioenergetyczką a nie lekarzem. co ona z tymi wynikami zrobi? to nie jest złośliwe pytanie, serio chcę zrozumieć po co to.
czytam to wszystko i mam pytanie które mnie gryzie od jakiegoś czasu - mówimy cały czas o sytuacjach gdzie to terapeuta decyduje czy polecić dalej, ale czy klient w ogóle ma jakiś wpływ na tę decyzję? tzn. czy może sam zapytać terapeutę „hej, myślisz że powinienem iść jeszcze gdzieś?” i czy terapeuta w ogóle odpowie szczerze na takie pytanie?
oj ale to jets o wiele prostsze niż sie tu robi - jak ktos do mnie przychodzi i po kilku sesjach nadal jest w tym samym miejscu co na początku i ja to widze i on to widzi, no to trzeba pogadac normalnie. żadnej filozofii. powiem ci wprost: moim zdaniem za dużo tu mówimy o procedurach a za mało o zwykłej ludzkiej rozmowie. jak cos nie dziala, to sie mowi. koniec. 😛
