Przeczytałam artykuł o koniunkcji tych planet na tej stronie, którą Panie tu polecały.
I włos mi na głowie dęba stanął.
Może coś Panie dodadzą od siebie.
Witam,
czy może Pani podać, o który dokładnie artykuł chodzi?
Pozdrawiam serdecznie
Marianna Zaleska
@zrodlo915 Chodzi o tekst o koniunkcji Słońca z Plutonem. Streszczę, bo przepisywać całego nie będę.
Autor pisze, że taka koniunkcja oznacza rozpad albo transmutację osobowości, a o tle tego procesu mówi znak i dom, w którym stoi. Ludzie z tym układem mają szukać własnej tożsamości, która wciąż im się rozsypuje. Osobowości porównuje do strojów wiszących w szafie, zakładanych stosownie do sytuacji, i zaznacza, że każde pokolenie buduje własną typologię, a niezmienna zostaje tylko jaźń.
Dalej jest, że rozpad osobowości dokonuje się przez wydarzenia nastawione na przekraczanie ograniczeń, często przez działania społecznie naganne, a nawet zbrodnicze. I że przy tej koniunkcji rozpad albo transformacja następuje dlatego, że podświadomość leży zbyt blisko centrum dyspozycyjnego, a relacje sygnifikatorów do Plutona to tylko wskazówka, jak dany sygnifikator sięga do złoża karmicznego.
No i po tym dęba mi ten włos stanął.
Mam kilka pytań do tego opisu.
Czy to znaczy, że obudzę się rano i postanowię, że od dziś gram taką rolę, i ją gram? Tak po prostu?
Dlaczego przy tamtym zdaniu nie pada słowo "transformacja"? I czym w takim układzie jest możliwy rozpad osobowości, skoro się jej i tak nie zna ani nie ma?
Sygnifikatory to planety obok, czy zupełnie coś innego? A to centrum dyspozycyjne podświadomości powoduje, że człowiek robi coś wbrew sobie?
Postanowiłam znaleźć w tym układzie aspekt pozytywny. Być aktorem to nie jest złe, szczególnie w dzisiejszych czasach. Ale czy taki człowiek ma szansę kiedykolwiek dowiedzieć się, kim naprawdę jest???
A może mój tok rozumowania jest mało logiczny??? Proszę o odpowiedź, jeśli można.
I jeszcze jedno, najważniejsze pytanie.
Czy tę przypadłość można w jakiś wyjątkowo pozytywny sposób wykorzystać? Przecież po coś i tacy ludzie się rodzą.
To drugie opracowanie, w tym samym miejscu, też jest tragiczne. Choroba psychiczna jako rzecz nieunikniona.
Przeczytałam, bo ktoś z rodziny ma taki aspekt.
I dziś dochodzę do wniosku, że trzeba albo poznać astrologię do końca, ile to lat nauki i praktyki?, albo trafić do profesjonalisty.
Pozdr:)
