byłam ostatnio u bioterapeuty i powiedział mi żebym trochę poczekała z tym rozwodem. chodzi o to, jak to rozstanie będzie wyglądać... teraz jesteśmy nastawieni na walkę ze sobą, a jeśli dam sobie trochę czasu, jest szansa że rozejdziemy sie jak ludzie. mamy nastoletnie dzieci, więc to dla mnie ważne.
usłyszałam też coś, co chyba gdzieś w środku już wiedziałam, że mąż zawsze uważał siebie za kogoś lepszego ode mnie i to sie już nie zmieni. a ja mam naprawdę dość tego ciągłego poczucia, że jestem niedostatecznie mądra, niedostatecznie atrakcyjna... zawsze coś jest nie tak.
on po prostu nigdy nie jest zadowolony. na wszystko trzeba sobie zasłużyć, każdy gest, każde dobre słowo. nie ma w nim ciepła ani wsparcia, szczególnie w tych trudniejszych momentach. to wyczerpuje człowieka od środka
Więc żeby wiedzieć co myśleć o własnym mężu, trzeba pójść do jakiegoś „bioterapeuty”...
Powiedzcie mi, czy wy zawarliście ten związek jeszcze w podstawówce, że teraz ktoś obcy ma wam tłumaczyć co czujecie do swojego partnera?
Szczerze, te różne samozwańcze autorytety potrafią człowieka przyprawić o ból głowy. Irresponsabilność takich ludzi jest po prostu zatrważająca.
Jeśli uważasz, że ten związek nie jest wystarczająco toksyczny, żeby w ogóle myśleć o rozwodzie, to po co właściwie piszesz tutaj o tym? Widać, że potrzebujesz wsparcia, ale może warto zastanowić się czy terapia albo mediacja mogłaby cokolwiek zmienić. Znam osobę, która przeszła coś takiego i faktycznie to pomogło, więc to nie jest droga zamknięta.
Co do dzieci, często właśnie te nastolenie (a nie małe) jako pierwsze dają sygnał, że coś jest bardzo nie tak. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy rodzice mają jakieś nierozwiązane problemy psychologiczne albo uzależnienia, na które wszyscy wokół patrzą przez palce i udają, że nie widzą. Czy to może dotyczyć twojej sytuacji?
Bo to całe szukanie „odpowiedniego czasu” na rozwód brzmi dla mnie trochę jak ucieczka od decyzji. Horoskopy, jakies szczególne rytmy bioenergetyczne... hmm, mam wrażenie, że ten bioterapeuta ma w tej chwili więcej do powiedzenia w twoim życiu, niż ty sama. I to mnie trochę niepokoi.
hmm, myślę że ani dobry ani zły czas na to po prostu nie istnieje. Skoro piszesz na forum astrologicznym, to pewnie zastanawiasz się czy są jakieś układy planet które mogą „sprzyjać” rozwodom albo wręcz przeciwnie. I tu powiem i tak i nie 🙂
Są tranzyty, które faktycznie mogą przynieść ze sobą rozwód, np. tranzyt Urana przez ASC, IC albo DSC. Ale za każdym z nich stoi inna przyczyna i inne oblicze tej zmiany. Tranzyt przez ASC może oznaczać na przykład taką potrzebę emancypacji, wyrwania sie z utartych schematów, chęć bycia bardziej sobą, co w pewnych sytuacjach kończy się właśnie rozwodem. Ale równie dobrze ten sam tranzyt może zamanifestować sie jako zmiana wyglądu, nowa praca, inny styl życia, cokolwiek. Nie musi wcale dotknąć związku.
Podobnie jest z tranzytami Saturna czy Plutona, one też mogą „wyjść” rozwodem, ale mają mnóstwo innych możliwych przejawów. Naprawde wszystko zależy od tego co konkretnie masz w swoim horoskopie urodzeniowym i kilku innych czynników.
I jeszcze jedno, nie ma takiego układu planet, który z góry by mówił czy rozwód przejdzie łagodnie czy zamieni sie w koszmar. To zależy od ludzi, nie od gwiazd.
no właśnie, u mnie to był Pluton w koniunkcji z ascendentem i moim byłym jednocześnie... i wiecie co, to był TOTALNY rozpad, kompletne zerwanie. żadnych półśrodków, żadnego „może wrócimy do siebie”, nic z tych rzeczy 🙂 rozstanie było tak absolutne, że do dziś nie wiem co słychać u eks-małżonka i szczerze powiem wam, że dobrze tak. bo te powroty i odejścia na raty to chyba najbardziej wykańczająca rzecz jaka może byc w takich sytuacjach. Pluton zrobił swoje raz a solidnie, zmienił mi życie dosłownie od podstaw i poszłam zupełnie w innym kierunku niż myślałam, że pójde. całe szczęście że to się domknęło tak wyraźnie...
